Wczorajszy wpis na Twitterze ambasadora Ukrainy Zwarycza wywołał w wielu środowiskach w Polsce falę oburzenia. Zwarycz stwierdził, że "jakiekolwiek próby narzucania Prezydentowi Ukrainy czy Ukrainie co musimy w sprawie wspólnej przeszłości są nieakceptowalne i niefortunne".

Zwarycz zdążył już usunąć swój wpis, jednak przez co najmniej kilkanaście godzin widniał on na Twitterze ambasadora Ukrainy.

"Pamiętamy historię i apelujemy o szacunek a wyważenie w wypowiedziach, szczególnie w trudnych realiach ludobójczej agresji rosyjskiej. Co więcej, dobrze znana formuła prawdziwego pojednania w stosunkach ukraińsko-polskich, która została przyjęta przez hierarchów naszych Kościołów, brzmi: wybaczamy i prosimy o wybaczenie" - tłumaczył się wówczas Zwarycz.

Do tej kwestii postanowił odnieść się także Tomasz Lis. 

"Jak sąsiadowi zalało mieszkanie to mu się pomaga a nie wypomina, że jeszcze nie oddał dwóch kilogramów cukru. Ale zdesperowani perspektywą utraty władzy PiS-owcy będą szczuć przeciw komu się da. Dziś przeciw Ukraińcom, jutro przeciw komuś innemu" - napisał.

"Czy przeprosiliśmy już za Zaolzie, za sierpień 1968, za pacyfikację ukraińskich wiosek przed wojną? Za szmalcowników i współpracującą z gestapo granatową policję? Tak tylko pytam, bo jak nas, to i my" - napisał dalej Lis.

Lis podzielił się także drobnymi elementami swojej codziennej rutyny.

"Za rogiem mam kawiarenkę, w której pracują młodzi Ukraińcy. Za chwilę tam pójdę. I nie zapytam o Wołyń, ale, jak zawsze powiem 'cześć' na powitanie i na pożegnanie oraz 'dziękuję', gdy podadzą jak zawsze pyszną kawę" - czytamy w jego wpisie.

Ponadto Lisowi bardziej niż na przeprosinach za rzeź wołyńską zależy na przeprosinach od PiS.

"Nie chce żadnych przeprosin od Ukraińców. Wystarczą mi przeprosiny od PiS-owców za to co przez 8 lat zrobili z Polską" - napisał Lis w kolejnym jeszcze wpisie.