Sytuacja wywołuje zdziwienie tym bardziej, ponieważ wydarzenie poświęcone odbudowie Ukrainy odbywa się na terytorium Polski i dotyczy jednego z najważniejszych wyzwań geopolitycznych oraz gospodarczych Europy. Tymczasem głowa polskiego państwa została pominięta przy organizacji tego przedsięwzięcia.

– „Prezydent nie został zaproszony, więc nie wybiera się na imprezę, na którą nie został zaproszony przez pana premiera Donalda Tuska. Nie wybiera się też żaden z podległych mu urzędników z uwagi na brak zaproszeń” – powiedział Marcin Przydacz podczas poniedziałkowego briefingu prasowego.

Według szefa Biura Polityki Międzynarodowej zaproszenia dla zagranicznych gości miały zostać wystosowane wspólnie przez premiera Donalda Tuska oraz prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Konferencja Odbudowy Ukrainy należy do najważniejszych cyklicznych wydarzeń poświęconych przyszłości kraju walczącego z rosyjską agresją. W poprzednich latach odbywała się m.in. w Londynie, Berlinie i Rzymie. Polska zabiegała o organizację tegorocznej edycji, podkreślając swoją rolę jako jednego z najważniejszych partnerów Ukrainy.

Tym większe kontrowersje budzi fakt, że prezydent RP nie znalazł się wśród zaproszonych gości. W praktyce oznacza to, że Polska organizuje międzynarodowy szczyt dotyczący bezpieczeństwa i odbudowy regionu, ale bez udziału własnej głowy państwa. Jaką zatem rangę wydarzeniu nadał rząd Tuska? Czy nie ośmieszają tym samym także Ukrainy? A może pod nadzorem i na zlecenie Berlina? Absolutne kuriozum.