Sądząc po wypowiedziach polityków ukraińskich, atak na most przez Cieśninę Kerczeńską to tylko kwestia czasu. Tak, jak USA dały zielone światło dla ataków na cele na Krymie, tak zapewne może być z mostem krymskim. Nie przypadkiem doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podoljak powiedział w rozmowie z brytyjskim „The Guardian”, że most prowadzący na Krym, zbudowany przez Rosję po aneksji półwyspu, jest uzasadnionym celem wojskowym. Wspomniany Podoljak bardzo szczerze przyznał, że strategia ukraińska w walce przeciwko armii rosyjskiej polega obecnie na „niszczeniu logistyki, szlaków zaopatrzenia i składów amunicji oraz innych obiektów infrastruktury wojskowej”. Jest to możliwe dzięki posiadaniu zachodnich systemów artylerii o odpowiednim zasięgu i precyzji. Tego samego dnia, w rozmowie z Voice of America, minister obrony Ołeksij Reznikow powiedział, że Stany Zjednoczone i inni zachodni partnerzy, którzy dostarczają Ukrainie broń, nie nakładają na Kijów żadnych ograniczeń w związku z atakowaniem rosyjskich celów na okupowanym Krymie. Ataki na ważne cele logistyczne na Krymie osłabiają potencjał wojskowy Rosji na zachodnim brzegu Dniepru. Seria ataków na Krymie zaczęła się od eksplozji w obiekcie sztabu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, do której doszło 31 lipca. Rosyjskie media pisały wówczas o dronie przenoszącym ładunek wybuchowy. 17 sierpnia rano na okupowanym Krymie wybuchł pożar w podstacji transformatorowej w mieście Dżankoj. Dżankoj to kluczowy węzeł drogowy i kolejowy, który odgrywa ważną rolę w zaopatrywaniu operacji Rosji na południu Ukrainy. Doszło też do detonacji składu amunicji w pobliskiej wsi Majskie. 9 sierpnia na skutek detonacji i pożaru w bazie w Nowofedoriwce zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo około 20 samolotów rosyjskich.
Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.
