Rosjanie mieli w trzy dni zająć Kijów. Po siedmiu miesiącach wojny chcąca uchodzić za drugą najpotężniejszą na świecie armia Putina została tak uszczuplona, że władze Rosji zostały zmuszone do ogłoszenia mobilizacji.
- „Fikcyjne referenda i mobilizacja to oznaki słabości, porażki Rosji”
- podkreśla ambasador USA na Ukrainie Bridget Brink.
Amerykańska dyplomatka zapewniła przy tym, że jej kraj wciąż będzie wspierał napadnięte państwo i nigdy nie uzna władzy Rosji na okupowanych terenach.
Wicekanclerz i minister gospodarki Niemiec Robert Habeck stwierdził, że ogłoszenie mobilizacji przez Moskwę to „zły i fałszywy krok”. Deklarując pełne wsparcie dla Ukrainy podkreślił, że niemiecki rząd obecnie rozważa odpowiedź na decyzję Kremla.
Minister obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace przekonuje, że ogłaszając mobilizację, Rosja przyznała się do porażki.
- „Złamanie przez prezydenta Putina własnych obietnic, że nie będzie częściowej mobilizacji ludności ani nielegalnej aneksji części Ukrainy jest przyznaniem, że jego inwazja ponosi porażkę. On i jego minister obrony wysłali dziesiątki tysięcy własnych obywateli na śmierć, źle wyposażonych i źle prowadzonych. Żadna ilość propagandy nie może przykryć faktu, że Ukraina wygrywa tę wojnę, społeczność międzynarodowa jest zjednoczona, a Rosja staje się globalnym pariasem”
- stwierdził polityk.
Brytyjska wiceminister spraw zagranicznych Gillian Keegan zaznacza natomiast, że groźby Putina należy traktować „poważnie”.
- „To oczywiście niepokojąca eskalacja, szczególnie ta ostatnia uwaga (o możliwości użycia broni jądrowej - PAP)”
- powiedziała w rozmowie ze Sky News.
Szef Gabinetu Prezydenta Paweł Szrot ocenił, że ogłoszona dziś mobilizacja jest kontynuacją trwającej już w Rosji „ukrytej mobilizacji”. Zaznaczył, że ogłoszenie decyzji nie oznacza natychmiastowego napływu 300 tys. nowych żołnierzy do rosyjskiej armii.
- „To dopiero początek tego procesu, a zakończenie go będzie bardzo trudne dla kraju, który prowadzi wojnę i ma wielkie problemy z zaopatrzeniem, i z wyszkoleniem nowych żołnierzy”
- podkreślił prezydencki minister.
W jego ocenie obecnie decyzja Kremla nie wpłynie na rosyjską kontrofensywę.
Paweł Szrot wskazał również, że należy ze spokojem przyjmować groźby Putina dot. użycia broni jądrowej.
- „Myślę, że ta pogróżka będzie regularnie powtarzana przez przywódców Rosji, i przez propagandystów tego reżimu. Należy do tego podejść absolutnie spokojnie i z zimną krwią”
- ocenił.
