Grupa zamaskowanych osób wtargnęła wczoraj do sali koncertowej Crocus City Hall na przedmieściach Moskwy i otworzyła ogień do zebranych tam ludzi. Wedle najnowszych danych, potwierdzono śmierć 115 osób. Tragiczny bilans jednak wciąż rośnie.
Do ataku przyznało się Państwo Islamskie. Sprawstwo islamskich bojowników potwierdzają dane wywiadowcze Stanów Zjednoczonych.
- „Właściwie ostrzegaliśmy Rosjan”
- powiedział anonimowo amerykański urzędnik, nie podając jednak żadnych szczegółów.
Oficjalnie rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego Adrienne Watson potwierdziła, że Stany Zjednoczone ostrzegały Rosję o planowanym zamachu w Moskwie. Administracja Joe Bidena zaapelowała też do przebywających w Rosji Amerykanów, aby unikali dużych zgromadzeń, w tym koncernów.
Eksperci podkreślają przy tym, że nawet, jeżeli potwierdzą się te informacje, nie oznacza to, iż w zamach nie był zaangażowany Kreml.
- „ISIS to dziś w gruncie rzeczy dość luźna federacja struktur o nierzadko sprzecznych interesach i trudna do pełnego kontrolowania, więc jeśli nawet to jej ludzie byli bezpośrednimi wykonawcami, trzeba liczyć się z tym, że faktycznym inicjatorem był ktoś spoza niej, kto wykorzystał użyteczną dla siebie cudzą flagę, by móc pozostać w cieniu i zamaskować rzeczywiste intencje”
- powiedział portalowi Fronda.pl dr Witold Sokała.
Ekspert wskazał też konkretne korzyści, które wczorajszy zamach daje Kremlowi. Rozmowa z wicedyrektorem Instytutu Stosunków Międzynarodowych UJK w Kielcach dostępna jest TUTAJ.
