Portal Fronda: Do zamachu w obwodzie moskiewskim przyznało się Państwo Islamskie. Warto dawać temu wiarę?
Dr Witold Sokała, wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych UJK w Kielcach, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej”: Nie wiemy tego na sto procent, ale ta wersja wydaje się w tej chwili dosyć prawdopodobna. Były ostatnio sygnały o wzroście aktywności islamskich radykałów w samej Rosji, zwłaszcza w jej południowej części, a także w niektórych sąsiadujących z nią krajach azjatyckich. Antyamerykański sojusz z częścią grup islamistycznych, zawarty przez Moskwę na Bliskim Wschodzie, tylko częściowo zredukował tradycyjne zagrożenie. Poza tym warto pamiętać, że w centrum handlowe, w którym nastąpił zamach, zaangażowany jest kapitał ważnych ludzi z Azerbejdżanu, mających powiązania z tamtejszą władzą – a więc w tle mogą też być polityczne i ekonomiczne interesy różnych wpływowych grup kaukaskich, także o charakterze przestępczym.
ISIS to dziś w gruncie rzeczy dość luźna federacja struktur o nierzadko sprzecznych interesach i trudna do pełnego kontrolowania, więc jeśli nawet to jej ludzie byli bezpośrednimi wykonawcami, trzeba liczyć się z tym, że faktycznym inicjatorem był ktoś spoza niej, kto wykorzystał użyteczną dla siebie „cudzą flagę”, by móc pozostać w cieniu i zamaskować rzeczywiste intencje. Na razie mamy więc bardzo dużo niewiadomych, mało pewników, a to oznacza, że należy zachować pokorę i poczekać z wyrokami.
A w gruncie rzeczy – choć to brzmi cynicznie – mniej istotne, kto faktycznie zaplanował i wykonał. Może nigdy się tego nie dowiemy. Strategicznie ważne będzie natomiast to, kto i jak wykorzysta ten zamach.
Wczorajszy atak nieuchronnie budzi skojarzenia z Biesłanem bądź atakiem na teatr na Dubrowce. Czy zwiastuje to wspominane przez Pana dopięcie procesu zamiany Rosji w kraj w pełni totalitarny?
Tak. Tym bardziej, że Biesłan i Dubrowka, ale także Wołgodońsk i wiele innych przypadków zamachów z niedawnej historii Rosji, to wspomnienia które każą poważnie rozpatrywać wariant sprawstwa Federalnej Służby Bezpieczeństwa, czy szerzej – Kremla. Choć to szokujące dla ludzi z krajów cywilizowanych, władze w Moskwie wiele razy albo bezpośrednio organizowały zamachy na terytorium Rosji, z licznymi ofiarami wśród własnej ludności cywilnej, albo dyskretnie prowokowały do tego przeróżnych ekstremistów i ułatwiały ich działania – po to, by uzyskać pożądane efekty polityczne. Tym razem może być podobnie.
Zamach w podmoskiewskim centrum handlowym, bardzo prestiżowym, to z pewnością sygnał dla rosyjskiej klasy średniej i wyższej, że nie może już czuć się bezpieczna. Na pewno kolejne uzasadnienie dla ograniczenia już niemal do zera praw i wolności obywatelskich. Ale także potencjalne uzasadnienie drastycznego spadku poziomu życia w najbliższej przyszłości. I oczywiście uzasadnienie nowej fali mobilizacji, tym razem obejmującej już nie tylko biedne dzieciaki z prowincji czy więźniów. Wszak „ojczyzna jest zagrożona” i wszyscy muszą ponieść ofiary.
Czy w ślad za zamachem może pójść zaostrzenie działań wojennych na Ukrainie lub nasilenie represji w częściach Rosji?
Ustawodawstwo antyterrorystyczne bez wątpienia przyda się w ostatecznym spacyfikowaniu wszystkich, którzy nie podobają się władzy. A jest bardzo ostre, zaś oficjalny katalog „organizacji terrorystycznych i ekstremistycznych” wciąż się poszerza. Od dawna są w nim ujęte praktycznie wszystkie organizacje niezależne, akurat w piątek dopisano też „ruchy LGBT”. To oznacza, że wszystkich, na których padnie nawet cień podejrzenia, można legalnie potraktować tak, jak morderców i rzeczywistych terrorystów z ISIS czy Al-Kaidy.
Natomiast wpływ piątkowego zamachu na wojnę w Ukrainie będzie zapewne pośredni. Na pewno przysłuży się propagandowym uzasadnieniom mobilizacji i ograniczania jakości życia, związanej choćby z tym, że dramatyczny brak rąk do pracy w cywilnej gospodarce zrujnuje do reszty logistykę i wiele biznesów, zwłaszcza mniejszych. Ale poczekajmy, zobaczymy, w którym kierunku ostatecznie pójdzie oficjalna narracja.
Pewnie jest w Moskwie pokusa, by odpowiedzialnością obciążyć jednak nie ISIS, ale ukraiński wywiad – takie sygnały pojawiły się tuż po zamachu, kolejne mamy również dzisiaj, i to z wysokich szczebli władzy. Wtedy byłoby to pewnie wykorzystywane jako uzasadnienie dla jakiejś nowej, gwałtownej eskalacji – może jeszcze bardziej brutalnych ataków na ukraińskie cele cywilne, może bezpośredniego uderzenia w przywódców i ich rodziny. Ale to nie byłaby de facto nowa jakość, bo przecież Rosjanie i tak tego próbują. Pozostaje jeszcze – czysto teoretycznie – użycie w odwecie np. „brudnej bomby” lub środków rażenia biologicznego czy chemicznego. Moim zdaniem, mało prawdopodobne, tak jak i użycie broni jądrowej nawet na skalę taktyczną – to się po prostu Rosji nie opłaca, straty własne, nie tylko wizerunkowe, ale i polityczne, byłyby zbyt wielkie. Ale to tylko moje zdanie – Putin już nie raz pokazał, że stosuje inną logikę niż ludzie cywilizacji Zachodu. Zwłaszcza w desperacji. A ta narasta.
