Fronda.pl: Gdzie zatrzyma się ukraińska kontrofensywa? Póki co Ukraińcy prą do przodu na kierunku charkowskim. Czy jest możliwe i zasadne odbijanie obwodów donieckiego i ługańskiego?
Gen. Waldemar Skrzypczak (były dowódca polskich Wojsk Lądowych): Generalnie jeśli chodzi o kierunek północny to Ukraińcy doszli do łuku rzek Oskil i Doniec. Tam też Rosjanie pospiesznie organizują teraz obronę. Ściągają swoje odwody spod Kurska, które dotąd były przygotowywane do udziału w operacji na łuku donbaskim, ale w związku z rozwojem kontrofensywy ukraińskiej będą musiały zmienić miejsce swego zastosowania. Na rubieży rzeki Oskil oraz na południe od Iziumu na rzece Doniec Ukraińcy prawdopodobnie zostaną przez Rosjan zatrzymani. Kluczową rzeczą jednak jest fakt, że to zgrupowanie rosyjskie, które atakowało Donbas od północy zostało rozbite i wyrzucone za rzekę Oskil. To sprawia, że w obecnej chwili Donbas nie jest już zagrożony uderzeniem rosyjskim od północy w kierunku Iziumu. Reasumując: bitwa o łuk donbaski czyli o Donbas została przez Ukraińców wygrana. Była ona prowadzona w dwóch etapach. Najpierw mieliśmy do czynienia z operacją obronną, kiedy to na początku kwietnia Ukraińcy skutecznie niszczyli wojska rosyjskie nacierające w Donbasie. Oczywiście podczas tej operacji obronnej Ukraińcy stopniowo się cofali. Jednak straty jakie zadali wówczas Rosjanom sprawiły, że armia rosyjska de facto została pozbawiona możliwości korzystania z odwodów oraz reagowania na sytuację, jaka ma teraz miejsce. Jednym słowem bitwę o Donbas Rosjanie przegrali.
A co czeka nas na kierunku południowym? Czy możliwe jest odbicie przez Ukraińców nawet utraconego Krymu?
Moim zdaniem Krymu Ukraińcy nie odbiją. Ukraina ma w tej chwili inne, ważniejsze cele niż odzyskanie utraconego Krymu. A jeśli jednak ostatecznie tak się stanie, że Krym do Ukrainy powróci to raczej nie nastąpi to w wyniku działań wojennych, lecz w efekcie jakichś negocjacji i działań politycznych. Natomiast jeśli chodzi o Krym południowy to operacja, jaka ma tam miejsce od 25 lipca jest operacją, która przebiega bardzo wolno, można by wręcz powiedzieć, że dokonuje się ona pełzająco. Co prawda propaganda ukraińska bardzo sprawnie przedstawiała ją jako operację główną, co w efekcie zmyliło Rosjan i sprawiło, że przerzucili oni część swych sił z północy na południe, czym wydatnie osłabili się na kierunku donbaskim. Ta ofensywa ukraińska więc trwa i najprawdopodobniej będzie jeszcze trwała, bo Rosjanie nie są obecnie w stanie zapewnić odpowiedniego wsparcia swoim oddziałom. A wojsko, które nie ma wsparcia albo ulegnie rozproszeniu, albo się podda, albo zostanie rozbite.
Czy Rosja będzie w stanie odpowiedzieć Ukrainie militarnie? Czy tego rodzaju odpowiedź może wymagać de facto powtórki inwazji?
Przede wszystkim Rosjanie nie mają już takiego potencjału militarnego, dzięki któremu mogliby myśleć o rozpoczęciu jakiejkolwiek skutecznej operacji zaczepnej. Głównym celem Rosjan jest w tej chwili zatrzymanie natarcia Ukraińców na kierunku północnym oraz południowym, a także utrzymanie swoich zdobyczy terytorialnych. Muszą też próbować zyskać na czasie w celu odbudowania swoich sił zbrojnych. Na chwilę obecną bowiem, jak już mówiłem, Rosjanie nie dysponują żadnymi odwodami, by móc myśleć o podejmowaniu jakichkolwiek działań zaczepnych. Na razie szukają jakichkolwiek sił, którymi mogliby po prostu połatać dziury na różnych kierunkach oraz zabezpieczyć się przed atakami armii ukraińskiej. Moim zdaniem, wyłączając jakieś lokalne kontrataki, nie ma do jesieni szans na to, aby Rosjanie mogli z powodzeniem myśleć o przeprowadzeniu jakichkolwiek operacji zaczepnych.
Zełenski zapowiada, że Ukraina chce końca wojny, ale okoliczności się zmieniły. Czy Ukrainie udało się już uzyskać przewagę strategiczną?
Przewagę strategiczną może jeszcze nie, natomiast Ukraińcy na pewno posiadają już inicjatywę operacyjną, co jest kluczową sprawą. Wydaje się więc, że w obecnej sytuacji Rosjanie będą teraz zmuszeni, by szukać rozwiązania innego niż militarne. Nie można wykluczać, że Kreml będzie próbował poprzez swoje polityczne wpływy w Berlinie czy w Paryżu wpłynąć na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w taki sposób, by zgodził się on chociażby na zawieszenie broni. Ukraiński przywódca zgodzić się na to jednak nie może, bo Rosjanie wykorzystaliby ten czas na wzmacnianie wojska, uzupełnianie uzbrojenia czy tworzenie nowych formacji. To wszystko z kolei spowodowałoby, że wojna na Ukrainie jeszcze bardziej się przeciągnie. Moim zdaniem prezydent Francji Emmanuel Macron oraz niemiecki kanclerz Olaf Scholz czynią swoimi działaniami wielką szkodę Ukrainie doprowadzając w istocie do wydłużenia wojny. A chodzi przecież o to, żeby wojna jak najszybciej się skończyła.
Czy Ukraina powinna wykorzystać tę wspomnianą inicjatywę operacyjną do maksimum, nawet jeśli Zachód zacznie namawiać do pokoju za wszelką cenę, żeby uniknąć „upokorzenia Putina”?
Ukraińcy zdecydowanie powinni pójść za ciosem i szukać rozwiązania militarnego. Dopiero bowiem osiągnięcie konkretnych sukcesów militarnych sprawi, że przy stole negocjacyjnym Ukraińcy będą mieli mocne argumenty. Dlatego zanim cokolwiek wydarzy się przy jakimkolwiek stole negocjacyjnym, ukraińska armia musi konsekwentnie rozbijać Rosjan i wypierać ich jak najdalej z własnego terytorium po to, aby dać Zełenskiemu możliwość przedstawienia w rozmowach pokojowych takich warunków Władimirowi Putinowi, by musiał on je przyjąć, jeśli będzie chciał uniknąć doznania całkowitej klęski.
Czy ewentualne fiasko na Ukrainie oznaczać będzie kres rosyjskich marzeń neoimperialnych? Nic tak nie studzi temperamentów, jak smak porażki.
To imperium się wali. A nawet możemy powiedzieć, że ono już się zawaliło. Proszę zauważyć, że wszystkie postradzieckie państwa członkowskie Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym takie, jak: Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Armenia, a nawet Białoruś - wycofały się i nie udzieliły Rosji żadnej pomocy podczas jej napaści na Ukrainę. Władimirowi Putinowi, zapewne wbrew jego zamierzeniom, udało się również zbudować bardzo silną ilościowo grupę państw postradzieckich ustawionych w opozycji do Rosji. Znalazły się teraz one poza kontrolą Putina i poczuły oddech wolności. Tym bardziej, że rosyjski dyktator skoncentrowany na działaniach wojennych na Ukrainie, właśnie tam przerzucił wiele jednostek, które do tej pory rozmieszczone były w różnych regionach i bezpośredniej bliskości wspomnianych już krajów. Obserwujemy więc upadek marzeń o rosyjskim imperium. Po tej wojnie za sprawą Putina i jego ekipy Rosja będzie już zupełnie inną Rosją niż przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę.
Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Piotr Pytel w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” stwierdził, że działania PiS po 2015 roku wpisują się w rosyjskie interesy, insynuował również, że premier RP Mateusz Morawiecki może być rosyjskim agentem. Jak by Pan skomentował tego rodzaju wypowiedzi?
Przede wszystkim głoszenie tego rodzaju haseł, że urzędujący premier jest rosyjskim agentem bez podawania jakichkolwiek na to dowodów jest delikatnie mówiąc głęboko nieuzasadnione. Poza tym urządzanie tego rodzaju awantury w momencie, gdy jesteśmy w stanie konfliktu z Rosją niczego dobrego w Polsce nie przynosi. Wolałbym raczej żeby panowie generałowie skupili się na analizowaniu działań stricte wojskowych, a nie na podważaniu wiarygodności Polski oraz ludzi sprawujących władzę w naszym kraju. Należy za wszelką cenę dbać o to, żeby nie dawać do ręki obcym siłom argumentów, które mogłyby potencjalnie zostać wykorzystane przeciwko Polsce. Nie wolno tego robić!
Bardzo dziękuję za rozmowę.
