Na utopijnej ścieżce

Po samorządowcach z Krakowa pomysł tworzenia tzw. stref czystego transportu podchwyciły kolejne miasta. Nie wiemy, czy i na ile powoływanie takich stref wynika z dealu politycznego w zamian za obietnice pieniędzy unijnych (dotacji i pożyczek) w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Warto jednak zwrócić uwagę na inny aspekt tej sytuacji - nikt nie przedstawił kosztów społecznych i ekonomicznych tych niby-ekologicznych rozwiązań, w ramach których bezkrytycznie akceptuje się pomysł zakazu używania samochodów zasilanych benzyną czy olejem napędowym.

Warto też zadać pytanie dlaczego – po latach wieszczonego wszem i wobec rozwoju gospodarczego – dzisiaj stajemy przed koniecznością „odbudowy” kraju i co kryje się pod nazwą „Krajowego Planu Odbudowy”, który kładzie akcent tylko na jednym priorytecie działań gospodarczych - gruntownego przebudowania struktury przemysłu, infrastruktury a częściowo także rynku usług, na bliżej nieznany model „zeroemisyjności”?

Racjonalność zamiast absurdów

Zamiast rujnować gospodarkę pod dyktando ekologistów i windować ceny nośników energii należałoby raczej zaproponować system zachęt – uzasadnionych ekonomicznie i przewidywalnych w długiej perspektywie czasowej. Tymczasem, po okresie lansowania ogrzewania domów i elektrowni gazem ziemnym, uznawanym dotąd za paliwo sprzyjające ekologii, już pojawiają się pomysły nowej rewolucji, która ma wykluczyć używanie nawet i tego źródła energii.

Jak czytamy na portalu „Money.pl” (link: https://www.money.pl/gospodarka/nadchodzi-koniec-piecow-gazowych-czym-ogrzejemy-dom-6842340177381920a.html): „Komisja Europejska pracuje nad rozwiązaniami, które wprowadzą zakaz montowania w nowych budynkach nie tylko pieców węglowych czy olejowych, ale także gazowych. Według wstępnych planów, które muszą być jeszcze przegłosowane, montaż kotłów gazowych ma zostać zakazany od 2027 r. w nowych budynkach, a od 2030 - w modernizowanych.”

Eko-radykałowie nie potrafią dzisiaj odpowiedzieć na pytania o to, co stanie się z zużytymi akumulatorami z samochodów elektrycznych ani gdzie składowane będą zużyte panele fotowoltaiczne oraz jaki będzie stopień zagrożenia tego typu śmieci dla środowiska naturalnego. Niechętnie mówią też o procesach powstawania akumulatorów albo paneli fotowoltaicznych i surowcach, z których one powstają.

Mieniący się „ekologami” emisariusze „zielonej rewolucji” unikają jak ognia tematu niebezpieczeństw pojawiających się w wyniku pożaru samochodu z napędem elektrycznym i ogólnie ryzyka garażowania takich pojazdów w budynkach zamkniętych, o ograniczonej wentylacji. Jeden z przewoźników promowych, norweska firma żeglugowa Havila Kystruten AS, już zakazał wjazdu na promy samochodów elektrycznych, a w jej ślad pójdą zapewne kolejni. Czy właściciele promów także trafią na celownik eko-rewolucjonistów?

Doktryna zamiast dyskusji

Kwestie bezpieczeństwa dla środowiska naturalnego samochodów elektrycznych czy paneli fotowoltaicznych są pomijane ze względów ideologicznych, podobnie jak pomija się merytoryczne debaty nad wprowadzaniem tzw. stref czystego transportu w miastach. To ostatnie staje się działaniem już na masową skalę. Po eksperymencie krakowskim, gdzie przyjęto uchwałę o strefie, ale jeszcze nawet nie zaczęła ona faktycznie obowiązywać (sic!), władze Warszawy, Wrocławia, Rzeszowa (w ostatnich dniach także i Gliwic) zapowiedziały złożenie podobnych projektów uchwał na ręce radnych.

Narzędziem wymuszającym na władzy przynajmniej minimalne zainteresowanie się ważnymi społecznie problemami jest formuła petycji. Dlatego też Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi prowadzi akcję petycyjną adresowaną do prezydentów Warszawy, Wrocławia i Rzeszowa. Akcję, która już przyciągnęła uwagę wielu internautów. Nie może to dziwić, jeśli przypomnimy, że zeszłoroczny apel przeciwko planowanemu w Brukseli i Strasburgu zakazowi dla aut spalinowych podpisało blisko 40 tys. osób.

Obecna petycja pod nazwą „Nie oddamy miasta! Ulice dla mieszkańców!” (link do strony z petycją: https://nieoddamyaut.pl/strefy-czystego-transportu/?ka=008844) ma zwrócić uwagę włodarzy wspomnianych wyżej miast na niebezpieczeństwa wiążące się z ograniczeniami wolności prowadzenia działalności gospodarczej oraz wolności obywateli – właścicieli samochodów. Z podobnymi inicjatywami społecznymi wychodzi także Miejska Pracownia Logistyczna w Łodzi, która obsyła szereg urzędów i instytucji apelami i analizami pełnymi argumentów przeciwko tzw. strefom czystego transportu.

Ważne ostrzeżenie

Istotę zagadnienia i powody sprzeciwu wobec radykalnych pomysłów argumentowanych niby-ekologią oddaje fragment treści petycji przygotowanej przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi: „Polityka urbanistyczna podporządkowana radykalnym eko-aktywistom zakłada niestety, że największą przeszkodą w rozwoju miast są… ich mieszkańcy. Z tego właśnie powodu mnożą się pomysły takie jak likwidacja tysięcy miejsc parkingowych, obłożenie innych miejsc bardzo wysokimi opłatami, pozbawione realnego sensu zakazy ruchu, likwidacja pasów dróg czy wręcz całych ulic. Jeszcze bardziej radykalne pomysły to właśnie „Strefy Czystego Transportu”, czyli strefy, w której mieszkańcy nie będą mogli korzystać z samochodów, które kupili za ciężko zapracowane pieniądze. Takie rozwiązania uderzają w małych przedsiębiorców, którzy potrzebują samochodów do prowadzenia własnych zakładów – to zaś w efekcie uderza w ich pracowników i klientów. Ofiarami takiej ideologii stają się także osoby starsze, które nie zawsze mogą i nie zawsze powinny korzystać z transportu zbiorowego. Ograniczanie dostępu komunikacyjnego do całych obszarów miejskich to cios w firmy i instytucje zlokalizowane w obszarach stref i faktyczna pomoc wielkim galeriom handlowym, dysponującym własnymi parkingami”.

Mieszkańcy w obronie normalności

Wypychanie mieszkańców miast z miast i wpajanie przekazu, że człowiek tylko szkodzi w naturalnym środowisku to idea szalona, ale znajduje swoich wyznawców w kręgach decyzyjnych w Polsce i w Europie. Dyskusja z nimi jest trudna lub niemożliwa, ponieważ na merytoryczne pytania nie odpowiadają lub reagują agresją werbalną.

Taka zmowa milczenia panuje np. w Krakowie, gdzie w procesie podejmowania uchwały Rady Miasta Krakowa o ustanowieniu całego obszaru miasta tzw. strefą czystego transportu nie odniesiono się do argumentu, że w mieście nie będzie można jeździć samochodami spalinowymi, ale nad miastem będą latały samoloty korzystające z drugiego pod względem przewozów pasażerskich w Polsce portu lotniczego Kraków – Balice. Samoloty, które szczególnie przy wznoszeniu i lądowaniu emitują duże ilości substancji wpływających na powstawanie smogu.

Ideologicznie argumentowane decyzje, jak chociażby te o powoływaniu tzw. stref czystego transportu, dla większości Polaków oznaczają po prostu, że nie będą mogli oni posiadać własnych samochodów. Na drogie samochody elektryczne nie będzie nas stać, a komunikacja publiczna nie będzie w stanie zabezpieczyć dojazdów z obszarów „białych plam” pozbawionych połączeń transportem publicznym.

Jeszcze niedawno był taki kraj w Europie, gdzie samochód osobowy był rarytasem dostępnym tylko dla funkcjonariuszy partyjnych elit – taka była komunistyczna Albania w czasie reżimu Envera Hodży. Czy o taki kierunek zmian chodzi nam w XXI wieku?

Petycję „Nie oddamy miasta! Ulice dla mieszkańców!” niezmiennie można podpisać na stronie nieoddamyaut.pl/sct (link do strony: https://nieoddamyaut.pl/strefy-czystego-transportu/?ka=008844 ).

Piotr Koźmian

Tekst ukazał się w dwumiesięczniku Polonia Christiana nr 90, styczeń – luty 2023
Publikacja za zgodą Redakcji