Brytyjski dyplomata przypomina, że do niedawna Polska była obiektem szyderstw ze strony unijnego establishmentu, który uważał nasz kraj za problematyczne dziecko Unii Europejskiej.

- „Jakże inaczej jest teraz, gdy Polska przyjęła rolę bastionu zachodniej obrony - kluczowego narodu na pierwszej linii walki z Rosją Putina. Warszawa niezmiennie jest na czele we wspieraniu Kijowa: dyplomatycznie, militarnie, ale i moralnie, bo ma do czynienia z największą liczbą ukraińskich uchodźców”

- wskazuje Roberts.

Na łamach brytyjskiego dziennika dyplomata komentuje dyplomatyczna ofensywę prezydenta Andrzeja Dudy podkreślając, że Warszawa krytykuje postawę przywódców Francji i Niemiec chcących negocjować z Putinem i domaga się od nich większego zaangażowania we wsparcie Ukrainy. W tym kontekście przypomina oświadczenie polskiego prezydenta, który stwierdził, że Polska jest gotowa przekazać Kijowowi czołgi Leopard 2 nawet bez zgody Berlina. W ten sposób, zdaniem autora, Polska pokazała, że nie potrzebuje dwóch głównych unijnych potęg.

- „Nie - chce stać się samodzielną potęgą. I ma pełne prawo do tego dążyć. Warszawa może zasadnie twierdzić, że zadziałała jako katalizator jedności zachodniego NATO w obliczu agresji Rosji. Sojusz, daleki od śmierci mózgowej, jak jeszcze trzy lata temu określił NATO prezydent Macron, żyje i ma się bardzo dobrze, a tradycyjnie neutralne Szwecja i Finlandia ustawiają się w kolejce do przystąpienia”

- podkreśla Brytyjczyk.

Odnotowuje przy tym, że Polska będzie za chwilę w Europie potęgą militarną, dysponując największą na Starym Kontynencie armią lądową. Jednocześnie rośnie znaczenie polsko-amerykańskiego sojuszu, czego dowodem jest fakt, że Polska staje się pierwszym państwem odwiedzanym przez prezydenta Stanów Zjednoczonych dwukrotnie w ciągu jednego roku.

- „Waszyngton od dziesięcioleci narzeka na to, że rządy europejskie nie są w stanie wypełnić uzgodnionego w ramach NATO zobowiązania do przeznaczania 2 proc. PKB na obronę. Polska, dążąc do osiągnięcia poziomu 4 proc., przejdzie od bycia problematycznym dzieckiem w UE na szczyt europejskiej klasy w NATO”

- twierdzi Ivor Roberts.