Jak wyjaśnia ekspert, „współpraca gospodarcza Chin z Rosją kwitnie”, ale Chiny z uwagi na groźbę sankcji Zachodu obawiają się zaangażowania w bezpośrednie dostawy swojego uzbrojenia dla Rosji.

- Na współpracę wojskową twardych dowodów nie ma, chociaż Amerykanie to sugerują — stwierdza prof. Góralczyk.

Z kolei dr hab. Marcin Kaczmarski (badacz stosunków chińsko-rosyjskich z uniwersytetu w Glasgow) zauważa, że możliwe mogą być dostawy chińskiego uzbrojenia dla Rosji poprzez takie kraje jak Korea Północna czy Iran.

Podobnie wypowiada się także prof. Góralczyk, który stwierdza, że „Chiny robią w tej chwili wszystko, aby Rosji broni nie dostarczać” i jeśli ma to miejsce, to "w bardzo ukryty sposób".

— Chiny nie chciałyby, aby Putin poniósł porażkę w trwającej wojnie, ale z drugiej strony w tym kraju jest obawa, że radykalne działania, jak właśnie dostawy broni, mogłyby dodatkowo zbliżyć Europę do Stanów Zjednoczonych — zauważa Kaczmarski.

Ostre stanowisko rządu USA ws. dostaw uzbrojenia dla Rosji wyraziła stała przedstawicielka Stanów Zjednoczonych przy ONZ Lindy Thomas-Greenfield.

- "Jeśli Chińczycy lub ktokolwiek inny zamierza udzielić śmiercionośnego wsparcia Rosjanom w ich brutalnym ataku na Ukrainę, to jest to niedopuszczalne. To byłaby »czerwona linia«" — ostrzegła w niedzielę na antenie CNN Thomas-Greenfield.

W odpowiedzi rzecznik chińskiego MSZ Wang Wenbin powiedział w poniedziałek, że Chiny nie akceptują „presji lub przymusu", a "Stany Zjednoczone nie mają możliwości, aby stawiać żądania wobec Chin".

W ocenie profesora Góralczyka pomimo pogorszenia stosunków z USA z Chinami „od listopada 2022 r. trwała chwilowa odwilż”.

Warto zwrócić uwagę, że tej opinii nie potwierdzają ostatnie wydarzenia związane z zestrzeleniem chińskiego balonu szpiegowskiego oraz doniesienia amerykańskich służb o dozbrajaniu Rosji przez Chiny, co wyraził także sekretarz stanu USA Antony Blinken.

— Stosunki się nagle pogorszyły, ale w ubiegłym tygodniu, podczas głośnej konferencji w Monachium, doszło do spotkania Antony'ego Blinkena z Wang Yi, najważniejszym dyplomatą Chin, umiejscowionym w ich kierownictwie wyżej niż szef MSZ. Po tej rozmowie najwyraźniej obie strony się nie dogadały i Antony Blinken stwierdził, że Amerykanie kreślą dwie "czerwone linie" dla strony chińskiej. Przekroczeniem pierwszej z nich byłaby inwazja Chin na Tajwan, drugiej: dostarczanie Rosji przez Chiny broni — uważa prof. Bogdan Góralczyk.

Profesor dodaje też, że „papierkiem lakmusowym" byłaby wizyta przywódcy Chin w Moskwie.

— Tak przedstawiają się fakty i nie należy z nimi dyskutować — stwierdza Góralczyk.