Według obu pań z University of Toronto „podejście redukujące szkody przyznaje, że rekomendowane rozwiązanie jest siłą rzeczy niedoskonałe: mniejsze zło spomiędzy dwóch lub więcej mniej niż idealnych opcji”. Ich artykuł pojawia się w fachowym czasopiśmie w sytuacji, kiedy w Kanadzie rośnie poparcie dla wspomaganego samobójstwa, co zdaniem Jonathona Van Marena z „Life Site News” jest oznaką „wyłaniania się prawdzie postchrześcijańskiej kultury”. To poparcie jest o tyle dziwne, że szereg różnych przypadków pokazuje, iż „ubodzy i niepełnosprawni wybierają śmiertelny zastrzyk z czystej rozpaczy”.
Jednak dla Wiebe i Mullin ten fakt nie powinien oznaczać braku możliwości eutanazji dla ubogich, nawet jeśli ich wybór poddania się jej jest „głęboko tragiczny”. Jak powiedziała Mullin w wywiadzie: „Ludzie mogą podejmować swoje własne decyzje, czy ich życie jest warte życia i powinniśmy to szanować”. Zdaniem obu bioetyczek odmowa ubogim wspomaganego samobójstwa oznaczałaby „utrwalanie ich cierpienia w nadziei, że ostatecznie doprowadzi to do lepszego, sprawiedliwszego świata”.
Eutanazja w Kanadzie określana jest jako „pomoc medyczna w umieraniu” (Medical Assistance in Dying, MAiD). Van Maren zauważa, że artykuł obu bioetyczek jest przykładem do czego prowadzi redefinicja słów: „Kiedy samobójstwo i śmiertelne zastrzyki można uważać za pomoc medyczną albo w ogóle opiekę zdrowotną – bioetycy mogą pisać, że samobójstwo jest redukcją szkód, a oferowanie samobójstwa tym, których warunki społeczne są nieznośne, jest najmniej szkodliwym rozwiązaniem”.
Zdaniem Van Marena nie należy zbywać tego artykułu kpiną, gdyż trzeba pamiętać, iż jeszcze całkiem niedawno temu zwolennicy dopuszczenia eutanazji „upierali się, że nikt nie prosi o wspomagane samobójstwo z powodu ich warunków społecznych”. Tymczasem tekst w „Jorunal of Medical Ethics” jest przykładem pojawienia się już głosów, że warunki społeczne też mogą być argumentem za wspomaganym samobójstwem, skoro jest ono „opieką medyczną”. Jak w tych okolicznościach można by tej „opieki” „słusznie odmówić ludziom?” – pyta ironicznie publicysta.
Biorąc pod uwagę tempo, z jakim wdrażane są w Kanadzie rozwiązania promujące eutanazję, a także dążenia rządu Justina Trudeau do prawnego rozszerzenia dostępu do wspomaganego samobójstwa, można się spodziewać, że nie tylko „nieznośne cierpienie” fizyczne, ale także ubóstwo będzie argumentem wystarczającym dla udzielenia śmiertelnego zastrzyku. W 2016 r., kiedy ją zalegalizowano, w wyniku eutanazji zmarło w Kanadzie nieco ponad 1000 osób, w 2021 liczba ta wyniosła już ponad 10.000!
