Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Donald Tusk mówi, że wierzący w Jezusa nie może głosować na PiS, a Sławomir Nitras kontynuuje wypowiedzi uderzające w kościół, w tym słynną już frazę o „opiłowywaniu katolików”. Czy w tym obozie ktokolwiek cokolwiek jeszcze kontroluje?

Bogdan Rzońca, europoseł Prawa i Sprawiedliwości: Za Donaldem Tuskiem jeździ – nazwijmy to – pewna trupa obwoźna i on wie do kogo mówi. Musi więc więc mówić to, co oni są żądni usłyszeć. Ta grupa autobusowa, która mu ciągle towarzyszy w tych wyjazdach ma swoje określone oczekiwania. W związku z tym Donald Tusk nie zważa na żadne pryncypia ani prawdy. Za nic ma nawet to, co jest w doktrynach religijnych, ale zwyczajnie mówi do wyborców i za to co mówi chce otrzymywać brawa i słyszeć peany na swoją cześć. Stąd też biorą się te wszystkie jego lapsusy, pomyłki i stąd taka niespójność w całym jego przekazie. Na końcu wreszcie pojawiają się kłamstwa, które skrzętnie wyłapują media i internauci. To jest bardzo widoczne, że Tusk brnie w tym nurcie kłamstwa, po to żeby zyskać aplauz i poklask. Nie chodzi w tym wypadku wcale o prawdę gdziekolwiek i w czymkolwiek.

W czasie tylko jednej wypowiedzi lidera PO w Żywcu, jak policzył redaktor Marek Pyza z tygodnika Sieci, miał on skłamać aż 13 razy. Jak w ogóle wygląda wiarygodność PO? Czy cokolwiek, poza chęcią dojścia do władzy, łączy tych ludzi?

Cały dramat wyborców Donalda Tuska polega na tym, że nawet on sam nie chce być w polskim parlamencie, o czym sam już powiedział określając to jako „nudne”. Ten dramat – powtórzę – polega na tym, że oni są Polakami, myślą że Tusk chce coś dobrego zrobić dla Polski, a tak naprawdę został oddelegowany przez polityków europejskich próbujących stworzyć państwo europejskie do zagarnięcia Polski, czy też do przyłączenia Polski do tej grupy próbującej tworzyć państwo europejskie. Ci wyborcy Tuska – podkreślę – są w dramatycznej sytuacji, bo on kłamie, lawiruje z jednej strony. Z drugiej natomiast nie chce być w polskim parlamencie, bo to dla niego „zbyt nudne”, natomiast chce tworzyć państwo europejskie bez Polski, bez polskich wartości i bez naszej niezależności. W tym układzie państwo polskie jako ważny gracz na arenie międzynarodowej w ogóle go nie interesuje. On chce mieć do czynienia z takim państwem, które byłoby bardzo posłuszne, zwasalizowane, poddane całkowicie indoktrynacji lewicowo-liberalnych kół, które w tej chwili rządzą Unią Europejską, a lewica i liberałowie wynieśliby go najprawdopodobniej – jeśli doszłoby do tego – znowu na jakąś pozycję europejską, gdzie by się nudził mniej, niż miało to miejsce w polskim parlamencie.

Tusk zamienia się wprost w notorycznego i patologicznego kłamcę. Kluczy w sprawie muru na granicy Polski i Białorusi, usiłuje przypisywać sobie zasługi w sprawie budowy Baltic Pipe. Czy do kogokolwiek to trafia? Czy najbardziej zagorzali wyborcy PO przyjmą za prawdziwe każde słowo szefa Platformy?

Wygląda na to, że jego program jest zerowy. Tak samo jak zerowy jest program na zdobycie mieszkań, który lansuje na wszystkich oficjalnych stronach i w mediach. I to ZERO naprawdę przysłoniło wszystko, co robi Donald Tusk. Podsumowując: zero programu, zero prawdy, zero pomysłu na Polskę partnerską dla innych krajów. No i dochodzi jego osobiste dążenie do ogromnych apanaży, gdyby udało mu się wygrać. Oczywiście osiadłby – jak wspominałem - już nie w Polsce tylko za granicą, podobnie jak to miało miejsce poprzednio, kiedy uciekł z Polski dla gratyfikacji w Brukseli, co mu się bardzo podobało.

Ten szczyt kłamstw jest oczywiście odnotowywany. Polskie społeczeństwo jest już od dość dawna bardzo rozważne i świadome i – mówiąc kolokwialnie – nie da się nabijać w butelkę za tanie obietnice. Uważam więc, że Donald Tusk brnąc w to wszystko, robi to z własnego „widzimisie” z jednej strony, a z drugiej z polecenia tych wszystkich sił europejskich, które nie chcą silnej i suwerennej Polski. On jest wykonawcą tych poleceń, a przez to człowiekiem tragikomicznym - ani nie można go będzie nazwać Konradem Wallenrodem, bo nikogo tutaj nie zbawia, ani świadomym działaczem politycznych, gdyż sam przecież nie wierzy w kłamstwa, które wypowiada. Pozostaje więc tylko tak zwana litość nad tym co mówi oraz apel do jego wyborców, żeby nie bili mu braw wtedy, kiedy ewidentnie kłamie, gdyż to zdecydowania obniża rangę debaty politycznej i poziom dyskusji.

Ci ludzie uczestniczący w jego spotkaniach wydają się być jakby zahipnotyzowani. Tusk powtarza kłamstwa, a oni mu biją brawo. Czyżby poziom elektoratu PO był aż tak mierny? Byłoby to kompletnie niespójne nawet z tym, co mówi jeden z socjologów, że po stronie PO są jacyś intelektualiści, a po stronie PiS tylko jakiś niewykształcony tłum.

Jeśli kłamstwa są oklaskiwane przez wyborców Platformy, to ta elita - że tak powiem - bardzo spowszedniała i obecnie sięga już tylko dna.

W ostatnim czasie podczas objazdów Donalda Tuska po Polsce bardzo mnie zszokowały, a wręcz zbulwersowały, dwa zachowania lidera PO wobec uczestników spotkań. Pierwsze dotyczy spotkania w Bytomiu. Głos zabrał tam mężczyzna, którego matka została wywieziona na prace przymusowe do Niemiec, gdzie była ze swoją koleżanką, która po wojnie wyjechała do Francji i tam otrzymała reparacje. Jego matka natomiast wróciła do Polski i jak wiadomo żadnego odszkodowania od Niemiec nie otrzymała. Ten wyborca mówił to z bardzo wyraźnym wzruszeniem i powiedział, że on i jego rodzina nie chcą, żeby ktoś im prywatnie z tego tytułu coś wypłacał, ale że Polsce reparacje się należą. Donald Tusk udał, że źle zrozumiał pytanie i odparł: „Pan w ogóle z jakiej paki miałby dostać reparacje wojenne, panie?"
Druga sytuacja miała miejsce w Strzelcach Opolskich. Jeden z uczestników spotkania zwrócił się do Donalda Tuska w sprawie stadionu w jego miejscowości. Opisał nieuzasadnione w jego opinii decyzje władz miasta związanych z Platformą Obywatelską. Warto dodać, że jest to kibic sportowy i działacz, który zaprosił Donalda Tuska do domu, aby razem obejrzeć mecz Polska – Czechy. Kiedy jednak lider PO usłyszał o wątpliwej skuteczności swoich lokalnych polityków, kazał odebrać kibicowi mikrofon. Gdy mężczyzna poprosił o mikrofon, żeby dokończyć swoją wypowiedź, to Tusk z wyrzutem stwierdził:  "Ja odebrałem panu głos. Nie, nie dokończy pan".
Te dwa zachowania lidera PO ja osobiście odbieram jako z ogromną butę, połączoną nawet z bezczelnością i arogancją. Czasem zaczynam też odnosić wrażenie, jakby proniemiecki – albo wręcz niemiecki – reprezentant przyjechał do naszego kraju i próbował na wzór prusacki sztorcować Polaków, a nawet próbował germanizować na siłę i wmawiać, że pod niemieckim butem miałoby nam rzekomo być dobrze.
A jak Pan Poseł by to skomentował?

To wszystko, co robi Donald Tusk i jego ekipa przypomina kampanię wyborczą pana Trzaskowskiego, który wszedł do mieszkania i taśmą bezbarwną próbował sklejać szybę w drzwiach, twierdząc że jest to znakomite rozwiązanie i innowacyjna technika. Wtedy to wywoływało śmieszność, ale nie przeszkodziło Trzaskowskiemu w wygraniu wyborów. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku Tuska. On używa wszelkich argumentów po to tylko, żeby zaprzeczyć prawdzie.

Tusk pyta: „Pan w ogóle z jakiej paki miałby dostać reparacje wojenne, panie?" Temu panu nie chodziło przecież o reparacje dla niego, ale o to, że cały świat już wie, bo dopiero teraz się dowiaduje, jak potężne straty zadali Niemcy Polakom, jak palili, kradli i zabijali. To wszystko jest przecież udokumentowane. Kiedy Niemcy kradli z poszczególnych miast to spisywali, co kradną. Jako przykład mogę podać miasto Jasło, z którego wywieziono 1002 (słownie: tysiąc dwa) wagony skradzionych rzeczy, a Niemcy sami udokumentowali, co zrabowali. Jestem osobiście zaangażowany w przygotowanie wystawy na ten temat, która zostanie otwarta 25. kwietnia tego roku.

Donald Tusk zaprzecza więc sam sobie, kłamie i udaje, że nie rozumie, to jest kwestia pewnej odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie wobec Polski i próbuję to spłycić, używając słów „z jakiej paki”. To powiedzenie obnaża całkowicie Donalda Tuska jako polityka. Można by – używając tego samego języka - zapytać: „z jakiej paki” przy takim stanie samoświadomości, wiedzy o problemach polskich zabiega on o jakiekolwiek wpływy i niby dlaczego miałby rządzić Polską, skoro jego pozycja w zakresie zaufania społecznego jest aż tak niska? „Z jakiej paki” więc na premiera? „Z jakiej paki” Tusk na lidera opozycji? No chyba „z takiej paki”, że ta służalczość wobec polityków z Unii Europejskiej i obecnego projektu europejskiego całkowicie przesłania mu oczy i myśli, że Polacy są tak głupi, jak Donald Tusk myśli.

Tusk składa obietnice zupełnie odklejone od rzeczywistości i całkowicie oderwane od dawnych działań jego partii, kiedy oni byli u władzy. Utarło się już nawet powiedzenie, że „nikt ci tyle nie da, ile Tusk obieca”. Czy należy w te jego obietnice i zapewnienia wierzyć?

Żadne obietnice Donalda Tuska nie są realne. Będzie on dzierżył jeszcze długo pierwsze miejsce w rankingu polityków, do których zgłaszamy nieufność, a wynika to z prostego powodu. Donald Tusk już rządził i wszyscy mieliśmy możliwość przekonania się, co mówił, a co robił. Miał być nie podwyższony wiek emerytalny – został podwyższony; przejął oszczędności z OFE, czyli należące do obywateli, a mówił przecież, że tego nie zrobi. Takich sytuacji można wyliczyć wiele, a te są jedynie pierwszymi z brzegu. Podobnie było przecież jeszcze z podatkami na słynne już ubranka dla dzieci. Zdecydowanie należy też przypomnieć, że kiedy brakowało mu pieniędzy w budżecie, to poszedł do żałobników i obniżył zasiłki pogrzebowe.

Należy to wyraźnie powiedzieć, że taki człowiek jak Donald Tusk nie będzie się wzdragał przed żadnymi decyzjami, które będą służyć jego władzy i niszczeniu Polski, ponieważ zabieranie pieniędzy poprzez opodatkowywanie najsłabiej zarabiających, kpiny z biednych ludzi i mówienie, że chodzą w moherowych beretach, to jest po prostu przekaz pogardy w jego wykonaniu dla większości społeczeństwa, bo przecież zdecydowana część Polaków do najbogatszych nie należy. Wszystkie te jego oceny sytuacji nakierowane są na to, żeby on był wielki, jego grupa zadowolona, a reszta żeby cieszyła się ciepłą wodą w kranie.

Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.