11 dywizji sowieckich, 2 czechosłowackie i jedna enerdowska, a do tego cztery polskie – takie siły, według raportu Ryszarda Kuklińskiego miały spacyfikować ogarniętą karnawałem Solidarności Polskę. Komuniści nie wzięli pod uwagę jednego – jako dzień rozpoczęcia operacji wyznaczyli święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny.
<<< BÓG SZUKAJĄCY CZŁOWIEKA - NIESAMOWITA PRZYGODA Z ... ZOBACZ! >>>
Z listu przekazanego przez Kuklińskiego Amerykanom wynika, że akcja wojskowa była zaplanowana na noc z 7 na 8 grudnia 1980 r. „Drodzy przyjaciele” – pisał do Amerykanów Kukliński. – „Na polecenie ministra obrony Jaruzelskiego, gen. Hupałowski i płk Puchała zatwierdzili w siedzibie Sztabu Generalnego ZSRR plan wprowadzenia (pod pretekstem manewrów) oddziałów Armii Czerwonej, armii NRD i armii czechosłowackiej na terytorium Polski.” Jak tłumaczył, żołnierze „bratnich armii” zaczęli już rekonesans (w cywilnych ubraniach), a poszczególnym armiom wyznaczono strefy działań.
Wojska Układu Warszawskiego koncentrowały od pewnego czasu siły nad granicą Polski. 1 grudnia stawili się w Moskwie wezwani pilnie przedstawiciele sztabów armii PRL, Czechosłowacji i NRD. Szef sztabu Armii Czerwonej Nikołaj Ogarkow wręczył im mapy przedstawiające przebieg manewrów o kryptonimie Sojuz '80. Plan zakładał, że na teren Polski wjedzie 11 dywizji sowieckich, 2 czechosłowackie i jedna enerdowska. W akcji miały wziąć udział także jednostki polskie: 5. i 11. dywizja pancerna oraz 4. i 12. zmechanizowana. Wojska miały stanąć w rejonie największych miast i centrów przemysłowych.
A może jednak blef?
Nie ma już dziś poważnych historyków, którzy twierdziliby, że w grudniu 1981 r. miało dojść do inwazji Armii Czerwonej na PRL. Co do grudnia roku 1980, sprawa jest mniej jednoznaczna. Jeśli plany ataku wyznaczonego na 8 grudnia były blefem, to wyjątkowo przekonującym. W Białym Domu uważano, że do inwazji rzeczywiście ma dojść. Zbigniew Brzeziński napisał w swoich pamiętnikach, że amerykański wywiad działający w NRD donosi, iż poszczególne jednostki dostały już konkretne rozkazy do realizacji.
Oczywiście są i argumenty przeciw tej tezie. Inwazja musiałaby kosztować, zarówno w sensie finansowym, jak i politycznym. Sowieci obawiali się konieczności walki z partyzantką i konieczności długiej okupacji kraju. „Polacy to nie Szwejki” - napisał we wrześniu w swoim dzienniku Anatolij Czerniajew, zastępca kierownika Wydziału Międzynarodowego KC Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. Jednocześnie w tej samej notatce dodawał, że wysłanie czołgów do Polski „nie jest wcale wykluczone”.
Ślepe satelity
Amerykanie obawiali się, że Sowieci mogą nie zatrzymać się w Polsce. Prezydent USA Jimmy Carter prowadził ugodową politykę wobec Moskwy, ale tym razem starał się zadziałać. Doradcą Cartera był zresztą Zbigniew Brzeziński, któremu sytuacja w Polsce nie była obojętna. Zła pogoda sprawiła, że amerykańskie satelity niewiele widziały. Głównym źródłem informacji okazał się raport Kuklińskiego.
Dyrektor CIA Stan Turner poinformował o sytuacji Zbigniewa Brzezińskiego, a ten - prezydenta Cartera. 6 grudnia Turner przedstawił doradcom prezydenta swoje informacje: atak z trzech stron na Polskę nastąpi w ciągu 48 godzin, a wcześniej milicja aresztuje opozycję. Następnego dnia szef CIA dostał jeszcze jedną informację: oddziały mają już wyznaczone zadania. Carter wysłał oświadczenia do światowych przywódców, a Brzeziński osobiście zadzwonił do Jana Pawła II.
Do inwazji nie doszło. Zadecydowało najprawdopodobniej to, że Amerykanie mieli rosyjskie plany, a także groźba kontrakcji – zajęcia przez USA Kuby.
Polacy, którzy 8 grudnia 1980 r. poszli na mszę z okazji święta nie mieli zapewne pojęcia, za co powinni tego dnia podziękować Matce Boskiej.
Jakub Jałowiczor
