Był on pierwszym z 32 żołnierzy batalionu „Zośka”, którzy po wojnie zostali aresztowani, osądzeni i uwięzieni w ramach tzw. sprawy „Zośki”. Dla komunistów ich chwalebna przeszłość stała się powodem do represji.

 

Jan Rodowicz został aresztowany w Wigilię 1948 roku. Wyprowadzanemu przez „bezpiekę” z mieszkania „Anodzie” matka zdążyła podać jeszcze wigilijny opłatek. Więziono go w gmachu Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej, gdzie podczas śledztwa, został zamęczony. Zarówno prokuratura jak i UB oficjalnie ogłosiły, że przyczyną śmierci „Anody” był samobójczy skok z okna IV piętra budynku UB. Według poszlak najprawdopodobniej został zakatowany przez ubeków i wyrzucony na bruk. Jego ciało przewieziono na powązkowski Cmentarz Komunalny i pochowano jako NN.



Rodzina o śmierci „Anody” dowiedziała się dopiero 1 marca 1949 roku, na własną rękę przeprowadziła ekshumację i przeniosła ciało do rodzinnego grobu Rodowiczów na Starych Powązkach.



Jan Rodowicz przeżył całą hitlerowską okupację, wiele akcji sabotażowych i zbrojnych, w tym słynną akcję pod Arsenałem oraz walki w powstańczej Warszawie, gdzie kilka razy był ranny. Nie przeżył jednak represji ze strony komunistycznych oprawców.



Powojenne losy Jana Rodowicza doskonale przedstawia spektakl Sceny Faktu Teatru Telewizji pt. „Pseudonim Anoda” w reżyserii Mariusza Malca z 2007 roku.

 

Dziś o godz 12.00 odbyła się uroczystość pod tablicą pamięci Jana Rodowicza "Anody" przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Uczestniczyli w niej żołnierze Harcerskiego Batalionu AK "Zośka", rodzina, kombatanci, delegacja ministerstwa sprawiedliwości i uczniowie. Przy pocztach sztandarowaych asystowała Grupoa Historyczna Zgrupowanie "Radosław".

 

JW/Facebook/historykon Zdjęcia: Anula