Jak pisze Piotr Zychowicz, radykalni osadnicy żydowscy od kilku miesięcy dopuszczają się podobnych aktów wandalizmu na terenie całego Zachodniego Brzegu Jordanu. Ofiarą wandali padają na ogół meczety. Zdarzały się już jednak i napaści na świątynie katolickie. – To obrzydliwy akt i ci, którzy się go dopuścili, muszą zostać surowo ukarani. Wolność wyznania jest podstawowym prawem obywatelskim w Izraelu – stwierdził Beniamin Netanjahu.

 

Klasztor Latrun odwiedził natychmiast rabin Gilad Kariv z liberalnego skrzydła judaizmu. – Jako rabin i jako obywatel Izraela wstydzę się za to, co się stało. Bardzo mnie to martwi. Szczególnie, że nie stało się to po raz pierwszy. Musimy zrobić wszystko, żeby przedstawiciele innych wyznań czuli się u nas bezpiecznie – powiedział. Jak przypomina "Rzeczpospolita", 20 lutego ekstremiści żydowscy sprofanowali kościół baptystów w Jerozolimie, pisząc na nim m.in. „śmierć chrześcijaństwu” i niewybredne wyzwiska pod adresem Jezusa. Dwa tygodnie wcześniej w tym samym mieście podobnego ataku dokonano na XI-wieczny Klasztor św. Krzyża.

 

Choć władze państwa żydowskiego w zdecydowany sposób potępiły atak na Latrun, spadła na nie fala krytyki. Czołowy palestyński działacz polityczny Saeb Erekat powiedział, że Izrael przymyka oko na podobne incydenty i nie pali się do łapania wandali. W bardzo ostrym tonie wypowiadają się także przedstawiciele społeczności chrześcijańskiej.

 

– Jeśli Żydzi oczekują szacunku, powinni go okazywać również innym – powiedział kustosz Ziemi Świętej o. Pierbattista Pizzaballa, który pełni funkcję specjalnego wysłannika Watykanu do opieki nad miejscami świętymi. 

 

"Rzeczpospolita" przypomina, że kilka miesięcy temu poseł na Knesset Michael Ben-Ari w swoim biurze demonstracyjnie podarł Nowy Testament, po czym wrzucił go do kosza. – Ta nikczemna książka spowodowała zamordowanie milionów Żydów w czasie świętej inkwizycji, kiedy palono ludzi na stosach! Ta książka powinna wylądować na śmietniku historii! – krzyczał podczas aktu profanacji. Co ciekawe, jego asystenci robili w tym czasie zdjęcia i filmiki telefonami komórkowymi, a następnie rozsyłali do prasy. Wobec Ben-Ariego nie zostały wyciągnięte konsekwencje, pomimo oburzenia społeczności chrześcijańskiej.

 

Najbardziej dotkliwe dla chrześcijan są ataki, do których dochodzi w Jerozolimie, gdzie grupki młodych chasydów obierają sobie za cel ataków chrześcijańskich duchownych. Obrażają, plują na krzyż, a nawet dopuszczają się rękoczynów. – Pewnego razu szliśmy wraz z innymi braćmi z naszego kościoła do bramy Jaffy. To zaledwie kilkaset metrów, ale na tym krótkim odcinku aż czterech ludzi nas opluło – powiedział dziennikarzowi „Haarec” o. Goosan Aldżanian z ormiańskiego patriarchatu w Jerozolimie.

 

Zychowicz zaznacza, że upokorzenia spotykają duchownych niezależnie od wyznania czy rangi. Księża skarżą się, że izraelska policja w takich przypadkach zachowuje się biernie.

 

– To rzeczywiście paskudna sprawa. Wstyd mi za to. Policja naprawdę próbuje jednak łapać tych młokosów, ale jest to bardzo trudne – tłumaczy Nir Hasson. – Niedawno doszło do procesu młodego kleryka, ponieważ rozbił nos chasydowi, który go opluł. Sędzia kleryka uniewinnił i stwierdził, że miał prawo się bronić. Całe społeczeństwo Izraela poparło ten wyrok. To najlepiej świadczy o naszym nastawieniu. Antychrześcijańscy radykałowie to margines – mówi Hasson.

 

AM/Rzeczpospolita