Ojciec David Mark Neuhaus
Historia wikariusza patriarchatu łacińskiego, odpowiedzialnego za katolików pochodzenia hebrajskiego w Izraelu. Dzieciństwo w żydowskiej rodzinie, której udało się uratować z nazistowskiego ognia na ich ziemi urodzenia – w Niemczech i jego życie dzisiaj, jako katolickiego księdza w Ziemi Świętej.
Jego rodzina żyła w Południowej Afryce, ale jako dorastający chłopiec David wyjechał do Jerozolimy. Tam poznał wiekową już prawosławną zakonnicę. Kiedy mówiła mu o Chrystusie promieniowała radością Chrystusa. To podczas rozmów z zakonnicą usłyszał wołanie nie tylko, żeby stać się chrześcijaninem, ale także, by służyć Chrystusowi jako pasterz.
Ojciec Neuhaus wykłada Pismo Święte w diecezjalnym seminarium patriarchatu łacińskiego i na uniwersytecie w Betlejem. Uzyskał doktorat z nauk politycznych na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Ma również dyplom z teologii z paryskiego Centrum Sèvres i Pisma Świętego z Papieskiego Instytutu Biblijnego w Rzymie.
Co ksiądz myślał o religii jako dziecko? Czy był ksiądz religijny?
Ojciec D.M. Neuhaus: Urodziłem się w niemieckiej rodzinie żydowskiej, nie za bardzo praktykujacej, której udało się uciec i która znalazła schronienie w Południowej Afryce. Mój ojciec chodził regularnie do synagogi, ale w domu praktyka religijna nie była obecna. Chodziłem do jednej z najlepszych szkół żydowskich, gdzie modliliśmy się każdego ranka, studiowaliśmy Biblię, religię i język hebrajski.
Nic z tych rzeczy mnie specjalnie nie interesowało. W moich oczach religia była dla starszych osób, które boją się śmierci. Z innej strony, odbierałem wówczas chrześcijaństwo jako źródło cierpień mojej własnej rodziny i całego narodu żydowskiego, szczególnie w Europie, jako coś z porządku duchowego.
Porzucił ksiądz judaizm, kiedy przybył ksiądz do Izraela. Co doprowadziło do tego, że nawrócił się ojciec na katolicyzm?
Kiedy przybyłem do Izraela w wieku 15 lat fascynowałem się historią. Rozpocząłem wówczas poszukiwania rosyjskiej księżniczki, o której wiedziałem, że przebywa w Jerozolimie. Byłem dorastającym żydem i oto spotkałem „latorośl” Imperium rosyjskiego – Matkę Barbarę, która miała prawie 90 lat i była prawosławną zakonnicą od ponad 50 lat.
Spędzaliśmy razem godziny, rozmawialiśmy o ostatnich dniach Imperium rosyjskiego, rewolucji i jej reperkusjach. Podczas naszych rozmów, zauważyłem, że ta bardzo stara i wrażliwa/słaba dama promieniowała radością. Uważałem to za dziwne, gdyż była prawie obłożnie chora, zamknięta w małej celi zakonnej z jedną perspektywą przed sobą – śmiercią.
Pewnego dnia zdobyłem się na odwagę i spytałem jej, skąd pochodzi jej taka radość. Wiedziała, że jestem żydem i na początku się zawahała. Ale kiedy zaczęła mówić o wielkiej miłości swojego życia, to był potok słów a ona sama stawała się coraz bardziej rozpromieniona. Mówiła mi o Jezusie Chrystusie, o miłości Boga, która się w Nim wyraziła o swoim szczęśliwym życiu z Nim w zakonie.
Byłem pod wrażeniem. Dzisiaj wiem, że w jej promieniującej radości widziałem pierwszy raz oblicze Jezusa. Nadal kontynuowaliśmy nasze rozmowy. Kiedy spotkałem moich rodziców kilka miesięcy później, powiedziałem im o moim pragnieniu stania się chrześcijaninem. Byli w szoku. Obiecałem im, że poczekam 10 lat, ale jeśli moje przekonanie się nie zmieni, to zaakceptują moją decyzję. Zgodzili się w nadziei, że w ciągu 10 lat powróci mi rozum.
Nie myślał ksiądz wówczas, że pewnego dnia zostanie ksiądz katolickim księdzem?
Poczułem powołanie do życia zakonnego prawie w tym samym czasie, gdy spotkałem Chrystusa poprzez matkę Barbarę. Moje przekonanie o powołaniu kapłańskim pojawiło się kiedy zrozumiałem znaczenie i ważność obecności Chrystusa w sakramencie Eucharystii. Chciałem być w obecności Chrystusa, poszukiwać okazji by Go poznać, chciałem zanieść Go innym. Poczułem, że świat ma natychmiastową potrzebę radości i że Chrystus jest kluczem do prawdziwej radości.
Ważnymi momentami w pierwszych latach gdy zaczynałem poznawać Chrystusa były te, gdy jako młody chłopak chodziłem na liturgie do rosyjskiego kościoła prawosławnego. Lektura Biblii przyszła później i do dzisiaj jest moją pasją. Potrzebowałem czasu, aby „wejść” w kontakt z Kościołem katolickim.
To, co mnie przyciągnęło to uniwersalność Kościoła, jego miłości i troska o świat. Cieszyło mnie poszukiwanie przez Kościół katolicki drogi pojednania z narodem żydowskim, korygując głęboko krzywdzący/niesłuszny sposób w jaki Żydzi i judaizm byli przedstawiani katolikom.
Inspirowało mnie nauczanie profetyczne Kościoła katolickiego na temat sprawiedliwości i pokoju oraz jego zaangażowanie po stronie opuszczonych. Głośnym pytaniem mojej rodziny i znajomych żydów było: „jak możesz dołączyć do wspólnoty, która przez wieki nas prześladowała”?
Otuchę znalazłem w osobie błogosławionego papieża Jana XXIII, kardynała Augustina Bea i innych wielkich postaciach Soboru Watykańskiego II jak również przeformułowaniu nauczania Kościoła dotyczącego żydów. Od samego początku rozumiałem, że jeśli ja żyd wchodzę do Kościoła katolickiego to powinienem służyć, że nie mogę zadowalać się jedynie byciem kolejnym chrześcijaninem. Na długo wcześniej zanim przyjąłem chrzest zrozumiałem, że służba ta jest blisko związana z faktem pokazania Chrystusa obecnego w świecie poprzez sakrament i Słowo.
Co księdza pociągnęło do jezuitów?
Na początku to wcale nie był Ignacy Loyola (on pojawił się później podczas 30-dniowych rekolekcji, które odbywałem w pierwszym roku mojego nowicjatu). Najpierw zafascynowało mnie dwóch jezuitów pracujących w Jerozolimie: Amerykanin ojciec Peter, który przybył pracować z Palestyńczykami jako profesor filozofii i teologii na uniwersytecie katolickim w Betlejem (gdzie teraz pracuję) i Nikaraguańczyk ojciec José przybyły pracować na łonie społeczności izraelskiej języka hebrajskiego i który wykonywał swoją służbę w małym katolickim kościele języka hebrajskiego (w którym jestem obecnie wiariuszem patriarchalnym).
Poświęcenie tych dwóch mężczyzn, którzy wszystko zostawili dla Chrystusa, głęboko mnie poruszyło. byłem pod wrażeniem ich głębokiej duchowości, postawy intelektualnej, zdolności stawania naprzeciw wyzwaniom oraz nie redukowanie rzeczywistości do sloganów. A ponad tym wszystkim byłem pod wrażeniem jaką przyjaźnią darzyli współbraci w Panu. Jeden pracował w głębokiej solidarności z Palestyńczykami, drugi w głębokiej solidarności z izraelskimi żydami. Jednak poprzez bezmiar przemocy i nienawiści byli zdolni być przyjaciółmi, modlić się, rozmawiać i śmiać razem.
To pozwalało wierzyć, że nasza rzeczywistość, która wydawała się już skazana, ofiarowała nadzieję i powiew życia tak, gdzie pozornie go nie było. Ojciec José przygotował mnie do chrztu a ojciec Peter przygotował moje przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego i ubierał w habit zakonny podczas moich święceń.
Jest ksiądz Izraelczykiem, księdzem katolickim żyjącym w Jerozolimie, na ziemi, po której chodził Chrystus. Czy to wszystko nie tworzy specjalnego wymiaru kapłańskiego życia?
Żyć to, gdzie żył Jezus, chodzić po ziemi, po której On chodził, żyć pośród jego ludu z kości i ciała jest niesamowitym przywilejem. Jako katolicy wierzymy, że moment Zmartwychwstania Chrystusa odnowił oblicze ziemi, z tej ziemi zrobił „świętą” a wszyscy ludzie wierzący w Chrystusa stali się „świętym narodem”. Jednak ten szczególny kawałek ziemi niesie rzeczywiste ślady ziemskiego życia Jezusa, ślady patriarchów, kapłanów, królów, mędrców i proroków, którzy przygotowywali/otwierali Mu drogę.
Żyjąc jako uczeń Chrystusa na tej ziemi upamiętnia się każde kroki aktów konkretnej miłości, które Jezus tu przeżywał. Ziemie, na której tu żyjemy jest „ewangelią”, poprzez którą głoszona jest nowina o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią. Dla mnie tym centrum jest kościół Zmartwychwstania, znany bardziej jako Grób Chrystusa. Chodzę tam regularnie by się modlić, na nowo przeżywać moje powołanie i wstawiać się za Kościół, żebyśmy byli dla świata wiernymi miłości Chrystusa.
Poza sprawowaniem sakramentów i głoszeniem słowa, raduję się z przywileju bardzo szczególnego na tej ziemi, jako profesor Pisma Świętego w tutejszym seminarium diecezjalnym. Szczególna misja w nauczaniu tutaj Pisma polega na przekonywaniu młodych seminarzystów – Jordańczyków i Palestyńczyków – do medytowania/rozmyślania nad darem, jaki został im dany, tzn. że mogą czytać Pisma na ziemi, na której zostały ona zapisane, mogą celebrować sakramenty na ziemi, na której zostały one ustanowione. (...)
Jaki jest najważniejszy aspekt życia księdza w sprawowaniu tego świętego misterium?
Niewątpliwie oczekiwałem, wstrzymując oddech, by sprawować swoją pierwszą eucharystię, być ministrem(?) rzeczywistej obecności Chrystusa w świecie, który Go ogromnie potrzebuje. Tymczasem byłem całkowicie zaskoczony ogromem łask w wysłuchiwaniu spowiedzi.
Służyć jako spowiednik pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych aspektów posługi kapłańskiej. To w sakramencie przebaczenia dotykamy w rzeczywisty i bezpośredni sposób konkretnej postaci Jezusa, który nauczał o przebaczeniu, przeżywał je i umarł za nie.
Oczekiwałem na transformację ludzką, która się dokonuje wokół stołu eucharystycznego i nie jestem zawiedziony, ale władza odpuszczania grzechów zapiera mi oddech. Mam świadomość tego, jak bardzo jestem niegodny być księdzem z powodu mojej ludzkiej słabości, jednak jestem ciągle zachwycany przez dzieło miłości, które Bóg czyni poprzez tych, których wybrał do kapłaństwa.
(...)
Co powiedziałby ksiądz młodemu człowiekowi, który dzisiaj jest na etapie rozważania swojego powołania do kapłaństwa?
Byłem profesorem Pisma Świętego w naszym seminarium diecezjalnym podczas 10-ciu lat. Miałem często okazję długo rozmawiać, w sposób pogłębiony, z tymi, którzy są wezwani do kapłaństwa. Mówiłem im: potrzebujemy świętych kapłanów, którzy będą odbiciem życia Boga między nami, służąc jako ministrowie obecności Boga w sakramentach i którzy z przekonaniem głoszą Słowo Boże.
Potrzebujemy księży przepełnionych wiarą, promieniujących nadzieją, którzy kochają kobiety i mężczyzn naszej epoki/naszego czasu i którzy żyją w radości. Radość naszego namacalnego świadectwa zwycięstwa nad strachem, grzechem i śmiercią, którą Chrystus już dla nas pokonał w zmartwychwstaniu w świecie, który wcale o tym zwycięstwie nie mówi.
Rozmawiała Karna Swanso
Tłum.Magdalena Romaniuk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

