Ben-Ari otrzymał egzemplarz Pisma Świętego od izraelskiego Towarzystwa Biblijnego, które rozsyłało nowe wydanie Biblii do wszystkich deputowanych tamtejszego parlamentu. W liście dołączonym do przesyłki – jak czytamy w „ND” - Victor Kalisher, dyrektor wydawnictwa, napisał m.in., że "nowe wydanie rzuca światło na święte pisma i pomaga w ich zrozumieniu". Dodał, iż ma nadzieję, że "książka ta będzie pomocą i światłem na drodze życia".

 

Pismo Święte tak bardzo zirytowało polityka, że – nie zważając na bluźnierczy charakter aktu – podarł on na strzępy Nowy Testament. W dodatku, pełen wściekłości oświadczył, że "ta odrażająca książka propagowała mordowanie milionów Żydów za czasów inkwizycji oraz autodafe. To potworna prowokacja ze strony Kościoła; nie ma wątpliwości, że miejsce tej książki oraz osób, które ją wysłały, jest na śmietniku historii".

 

„ND” przypomina, że Ben-Ari w liście otwartym skierowanym do władz napisał, że przyjęcie Benedykta XVI w Izraelu byłoby obrazoburczym aktem ze względu na pamięć o ofiarach holokaustu...

 

Jak widać na powyższym przykładzie, chrystianofobia nie tyle staje się modna, co po prostu zaczyna być obowiązującą doktryną, za złamanie której można zostać poddanym swoistemu ostracyzmowi. Pismo Święte zostało sprofanowane w Izraelu nie pierwszy raz, ale nikt z grona, z którego wywodzi się prowokator, nie odważył się, by skrytykować ten akt.

 

Ben-Ari nie jest zresztą pionierem, jeśli chodzi o profanowanie Biblii w Ziemi Świętej. 20 maja 2008 roku izraelski dziennik "Maariv" prezentował zdjęcia, na których ówczesny wicemer Or Yehudy, niewielkiej miejscowości pod Tel Awiwem, publicznie palił Nowy Testament. Jak relacjonował dziennik, "do zdarzenia doszło na placu przed synagogą w obecności setek uczniów religijnej szkoły żydowskiej".

 

Jak dotąd żaden rabin nie potępił tamtej profanacji. Podobnie, akt jakiego dopuścił się Ben-Ari nie został przez nikogo z tamtego środowiska skrytykowany. Głos w tej sprawie zabrał jedynie dr Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, który stwierdził, że "publiczne palenie Nowego Testamentu ma negatywne konotacje", i że "trzeba było znaleźć jakiś inny sposób na pozbycie się tej literatury".

 

eMBe/ND