Biblista prof. Michał Wojciechowski jest znany z propagowania idei wolnorynkowych i łączenia ich z przesłaniem Pisma Świętego. Jako jeden z niewielu teologów w Polsce zajmuje się moralnymi aspektami wolnego rynku i niemoralnością samego źródła socjalizmu. Za swoją bezkompromisową walkę o wolność jednostki, zarówno w życiu społecznym jak i gospodarczym, którą przedstawił w książce „Moralna wyższość wolnej gospodarki”, został wyróżniony nagrodą Literacką im. Józefa Mackiewicza. Wojciechowski ostatnio został zaatakowany przez kilku publicystów, w tym ikonę lewicy prof. Magdalenę Środę, za krytykę ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
Jego nowa książka „Między polityką a religią” to zbiór publicystyki z ostatnich kilku lat, dotycząca tak drażliwych tematów jak antychrystianizm, źle pojmowany ekumenizm, pełzający zapateryzm, kryzys edukacji czy wspomniana wyżej ustawa antyrodzinna. Książka zawiera kilka zaskakujących i świeżych intelektualnie tekstów obalających mity i sensacje, które narosły wokół Biblii. Duża część pracy jest oczywiście poświęcona wolnemu rynkowi i biblijnemu spojrzeniu na kapitalizm. Jednak w moim przekonaniu jedną z najciekawszych części tej książki jest ta poświęcona zabijaniu dzieci nienarodzonych. Każdy czytelnik tego portalu, pragnący uzbroić się w amunicję przebijającą pancerz aborcjonistów, znajdzie u Wojciechowskiego kilka takich ostrych nabojów. Dlatego z wielkiego wachlarza tematów, jaki podejmuje autor w swojej pracy (co jest skądinąd zrozumiałe dla zbioru publicystyki z prawie dekady!), skupię się na kwestii zabijania dzieci nienarodzonych.
Starożytni o zabijaniu nienarodzonych
Dla każdego wierzącego chrześcijanina i człowieka rozumnego życie zaczyna się w momencie poczęcia. Nie ma innego logicznego i biologicznego momentu rozpoczęcia życia ludzkiego jak moment zapłodnienia. Oczywiście dziś cała „cywilizowana” część świata przyzwala na masowe zabijanie dzieci przed ich narodzeniem argumentując, że nie są one ludźmi. W Polsce prawo zezwala na eugeniczną eliminację dzieci niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie oraz tych, których ojcem jest gwałciciel. Przypadek 14-letniej Agaty pokazał, że w naszym kraju „untermenchen” są również dzieci poczęte przez osoby nieletnie. „Kapłani postępu” nagminnie dziś posługują się demokratycznym szantażem, który „zabrania zabraniać” - jak pisał bożek lewicy Sartre. Zabrania się więc dziś zabraniać zabijania dzieci nienarodzonych. Przeciwnicy holokaustu nienarodzonych są faszerowani sartrowskimi bredniami o wtrącaniu się w życie innych ludzi agresywnych chrześcijan, którzy nie szanują odmiennych poglądów. Lewicowe elity, które po klęsce komunizmu znalazły sobie przyczółek w tzw. zapateryzmie, przekonują dziś, że można być przeciwnikiem aborcji, ale nie wolno zabraniać jej bliźniemu. Ten kuriozalny pogląd (bo czy można być przeciwnikiem zabijania blondynów albo Żydów jednocześnie pozwalając na ich eksterminację przez innych?) jest oczywiście wpisywany w antyklerykalną i antychrześcijańską nagonkę, która trwa od roku 1789. „Chrześcijanin nie ma prawa narzucać swojego poglądu na temat początków życia innym, bo to złamanie rozdziału kościoła od państwa” - słyszymy zewsząd. Prof. Michał Wojciechowski pokazuje jednak, że obrona życia nienarodzonego nie jest tylko wymysłem chrześcijan. Ze sprzeciwu zabijania dzieci w brzuchach swoich mam byli znani myśliciele pogańscy, mimo tego, że większość pogan dopuszczała aborcję i nawet porzucanie dzieci już narodzonych. „W świecie grecko-rzymskim na czoło wysuwa się niewątpliwie przysięga Hipokratesa, określająca zobowiązania lekarzy (pochodzi ona ze zbioru pism szkoły Hipokratesa, ale jej autorstwo jest niepewne). Hipokrates z Kos (460-377 przed Chr.) był czołowym autorytetem starożytnej medycyny. Stwierdza ona: Nie podam nikomu, choćby żądał, śmiertelnego leku, ani nie udzielę mu pomocy w tym względzie, nie podam również kobiecie tamponu wywołującego poronienie. Aborcja jest więc tu zrównana z dobijaniem starców i rannych. W swoim podręczniku ginekologii Hipokrates dopuszczał tylko środki poronne dla usunięcia płodów martwych i przy zagrożeniu życia matki.” - pisze Wojciechowski. Biblista przytacza również opinię lekarza Skryboniusza Largusa, który pisał, że „lekarzowi nie wolno podawać ani wskazywać kobiecie w ciąży środków aborcyjnych, by nie zniesławił medycyny, która jest wiedzą o uzdrawianiu, a nie o szkodzeniu. Wojciechowski przypomia również arcyciekawą i mało znaną grecką mowę antyaborcyjną „De abortu”, którą przypisuje się retorowi Lizjaszowi (445-378 przed Chr.). Lizjasz zadał pytanie (jakże aktualne dzisiaj!), kiedy embrion staje się człowiekiem. Na podstawie doświadczeń lekarzy i położnych stwierdził on, że aborcja jest zabójstwem, które powinno być karane. Autor książki wymienia również przypadek lekarza Galena i pisarza Plutarcha, którzy zajmowali się kwestią aborcji. „Na poziomie popularnym, chociaż znano wtedy liczne sposoby wywołania poronienia, istniało jednak poczucie, że jest to czyn zły, który czyni człowieka nieczystym i wyklucza z kultu. Zachowało się kilkanaście inskrypcji na ten temat pochodzących ze świątyń (Cyrena, Delos, Lindos, Smyrna)” - zaznacza biblista. Autor przytacza również starożytne utwory literackie, które wspominają o zabijaniu dzieci przed ich narodzeniem. W „Eumenidach” Ajschylosa (połowa V w. przed Chr.) bóg Apollo mówi Eryniom, że ich miejsce jest tam, gdzie spadają ścięte głowy, gdzie oczy wyłupiają, gdzie chłopców okrutnie trzebią, gdzie się zabija dziecię w łonie matki. […'/> W łacińskiej komedii „Truculentus” Plauta (zm. ok. 184 r. przed Chr.), mowa o kobiecie, która kryła się i bała, żebyś ty jej nie namówił do spędzenia płodu, żeby dziecko uśmierciła (201-203). Poeta Owidiusz (43 przed Chr. - 18 po Chr.) z goryczą i gniewem pisze o swej ukochanej, która spowodowała poronienie poczętego z nim dziecka, i prosi bogów o darowanie jej życia („Amores” 2,13-14). Potępia też kobiety, które zabijają dziecko dla zachowania urody lub ukrycia romansu” – pisze prof. Wojciechowski.
Żydzi i Biblia o dzieciach poczętych
„Postępowi” chrześcijanie przekonują, że można dopuścić aborcję, bo Jezus jej nie potępiał. Jezus nie potępiał również używania tabletki antykoncepcyjnej i metody in vitro czy jazdy samochodem po pijanemu co nie znaczy jednak, że są one moralne - chciałoby chciało się tak powiedzieć. Wojciechowski zadaje jednak kłam tezom, że skoro Biblia nie zakazuje wprost aborcji, to chrześcijanie mogą ją dopuszczać. Już u starożytnych autorów żydowskich można zauważyć sprzeciw wobec aborcji. „Wyraźne zakazy aborcji znajdziemy u autorów żydowskich piszących po grecku. Anonimowy pisarz z I w. po Chr., określany jako Pseudo-Focylides, autor zestawienia maksym moralnych imitujących styl grecki, pisze tak: Nie pozwól kobiecie zniszczyć nienarodzone w łonie, ani po urodzeniu wyrzucić je jako łup dla psów i sępów (184-185). Utożsamia więc aborcję z dzieciobójstwem” - pisze biblista. „Filon z Aleksandrii, filozof współczesny Jezusowi, stwierdza w dziele znanym pod łacińskim tytułem „De specialibus legibus”: Skoro jest właściwe, by troszczyć się o to, co ze względu na upływ czasu nie jest jeszcze na świat wydane, żeby nie ucierpiało na skutek brutalności, tym konieczniejsze jest zatroszczyć się w ten sam sposób o dziecko już narodzone (3,111). Dla Filona jest to wniosek z Księgi Wyjścia 21,22-24 (zob. niżej)” - czytamy w „ Między polityką a religią”.
„Życie nienarodzonych traktowane jest w Piśmie Świętym jako życie ludzkie. Zarazem «nie zabijaj» to przykazanie podstawowe, wszystkim ludziom znane i obowiązujące każdego. Należy ono do powszechnej moralności i powszechnego prawa, Bożego i ludzkiego. Biblia żąda zresztą od prawa ludzkiego, by było zgodne z Bożym. Prorok Izajasz wołał: Biada tym, co bezbożnie wydają ustawy, i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości (Izajasz 10,1n). A któż jest słabszy od dziecka nienarodzonego?” - pyta Wojciechowski. Sceptyk może zarzucić temu argumentowi zwykłą interpretacje czegoś, co nie jest wprost zapisane na kartach Pisma Świętego. Autor książki jednak podpiera swój pogląd mocnymi dowodami. Biblista pisze, że w Piśmie Świętym dziecko w łonie matki jest określone tak samo, jak dziecko już narodzone. Jako przykład podaje cytaty z Ewangelii Łukasza, gdzie autor opisuje nawiedzenie św. Elżbiety - podskoczyło niemowlę w jej łonie mym (Łukasz 1,41). Innymi przykładami na traktowanie dziecka w łonie matki jako człowieka są według Wojciechowskiego m.in fragmenty: Walczyły dzieci w jej łonie (Rodzaju 25,22). Noemi pyta: Czyż mam jeszcze w łonie synów? (Rut 1,11).
„Nie pada słowo «płód». Znajdziemy je wprawdzie wielokrotnie w polskim tekście Biblii Tysiąclecia, w szczególności w odniesieniu do nowo narodzonego zwierzęcia (Wyjścia 13, 12.13; Hiob 39,3) bądź do istot już martwych, poronionych (Liczb 12,12; Hiob 3,16; Psalm 58,9; Kohelet 6,3; 1 List do Koryntian 15,8). Ale i to użycie jest mylące, bo w tekście oryginalnym mamy tam tylko słowa „pierworodny”, „młode”, „umarły” i „poroniony” (po hebrajsku dokładniej „wypadły” – nefel). Hiob 3,16 zawiera zwrot jak poroniony, jak dzieci, co nie widziały światła. I poronione dziecko nazywano więc dzieckiem. Słowo oznaczające embrion pojawia się tylko raz, przy czym brzmienie tekstu nie jest całkiem pewne (Psalm 139,16 po hebrajsku: Oczy Twoje zarodek mój widziały)” – przekonuje Wojciechowski. Autor wymienia również fragmenty Pisma Świętego, które świadczą, że życie w łonie matki jest traktowane jako pierwszy etap istnienia człowieka: On sam nas w łonie utworzył (Hiob 31,15). Bóg to stwórca twój jeszcze w łonie matki (Izajasz 44,24). Dla ludzi wiernych Bogu mądrość wraz z nimi została stworzona w łonie matki (Mądrości 1,14). Ty utkałeś mnie w łonie mej matki (…) w ukryciu powstawałem, mówi do Boga autor psalmu (Psalm 139,13.15). W łonie matki zostałem ukształtowany jako ciało w ciągu dziesięciu miesięcy (Mądrości 7,1n). Prorocy i św. Paweł mówią o swoim wybraniu i powołaniu jeszcze w łonie matki (Izajasz 49,1; Jeremiasz 1,5; Syrach 49,7; List do Galatów 1,15). W tym samym fascynującym tekście autor pisze również, jak było prawnie traktowane spowodowanie poronienia i kogo obowiązuje prawo biblijne.
Prof. Michał Wojciechowski od lat broni poglądu, że kara śmierci nie jest niezgodna z chrześcijaństwem i to, że m.in Jan Paweł II namawiał do jej niestosowania, nie znaczy wcale, że Kościół ją potępia. W swojej nowej książce autor stawia tezę, że w dzisiejszym świecie życie mordercy jest więcej warte niż życie dziecka nienarodzonego. „Po pierwsze zauważmy, że zwolennicy aborcji nie mają właściwie ani moralnych, ani intelektualnych racji do ubolewania nad karą śmierci. Wygląda na to, że dla dzisiejszych lewicowców, głoszących takie właśnie poglądy, mordercy to ludzie, a malutkie dzieci - nie! Z perspektywy zasady ochrony życia ludzkiego problem kary śmierci wydaje się bardzo trudny, podobnie zresztą jak problem wojny. Z jednej strony zabijanie przez kata jawi się jako coś okropnego, nieludzkiego. Z drugiej, zaniedbanie odpowiedniego karania morderców powiększa zagrożenie ofiar, czyli kosztuje czyjeś życie! (Twierdzenie, że perspektywa ukarania śmiercią nie odstrasza zabójców, jest oszukańcze.)” - pisze Wojciechowski.
Jeżeli daleka jest czytelnikom poprawność polityczna, banalne odczytywanie Pisma Świętego, umiłowanie biurokracji i socjalizmu, to ostatnia pozycja pierwszego świeckiego katolika w Polsce, który został profesorem teologii, jest obowiązkowa.
Łukasz Adamski

Michał Wojciechowski, Między polityką a religią, wyd. Prohibita, Warszawa 2010.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

