Od odrzucenia Boga….

 

Gilbert Chesterton mawiał, że gdy ludzie przestają wierzyć w Boga to zaczynają wierzyć w cokolwiek.  Odrzucenie Boga, prawa naturalnego, norm moralnych skutkuje tym, że w miejscu Boga i praw przez Niego ustanowionych ludzie stawiają siebie i swój hedonizm.  Jeżeli uznajemy, że prawda nie istnieje zaś wszystkie ideologie oraz religie są sobie równe, to bez przeszkody możemy uznać, że każdy, nawet najbardziej absurdalny, wymysł człowieka musi być respektowany. Gdy uznajemy, że nie istnieje coś takiego jak „prawda” to ten absurd staje się logiczny. Czyż zmartwychwstanie cieśli z Nazaretu nie jest absurdalne z punktu widzenia ludzkiego rozumu i nauki? Oczywiście, że jest. Zatem dlaczego z pozoru inne absurdy nie mają być podniesione do rangi obowiązującego prawa?  W dzisiejszym świecie szacunek dla przekonań bliźniego i piękna rzecz jaką jest wolność religijna ustąpiły miejsce  dyktaturze relatywizmu, który prowadzi nas do wyznawania coraz to nowych bożków.


Od czasu, gdy usankcjonowano odrzucenie Boga i prawa naturalnego, ścinając przy okazji setki tysięcy głów w imię hasła „wolność, równość i braterstwo”, jesteśmy świadkami działań  najkrwawszych w historii ludzkości reżimów, które w imię wyższości jednego człowieka nad drugim  człowiekiem ( Aryjczyka nad Żydem, robotnika nad burżujem, anty-teisty nad chrześcijaninem) budują w różny sposób „Nowy Wspaniały Świat”.  Niestety upadek XX wiecznych totalitaryzmów nie skończył  tego szaleństwa.  Zło jakim jest ubóstwienie człowieka, który rości sobie prawo do  decydowania  czym jest zło i dobro, dało fundamenty pod jakobinizm, komunizm i nazizm. Dziś to samo zło przeobraziło się jednak w jeszcze niebezpieczniejszą formę tyrani, która jest zakamuflowana pod płaszczykiem praw człowieka i ma poparcie światowych elit. Oczywiście nie jest to nic nowego. Zaledwie kilkadziesiąt lat temu elity intelektualne i decydenci  popierali masową  eliminację niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie. Ba, późniejsi nobliści byli zwolennikami komór gazowych dla gorzej urodzonych i kastracji nawet kilkunastoletnich dzieci. Dopiero Holokaust skończył z ogólnoświatową promocją eugeniki. Niestety chęć poświęcania życia niewinnych istot ludzkich w imię ideologii nadal jest obecne w naszym świecie. Dziś ideologia ta weszła jednak na zupełnie nowe tory. Miejsce Boga zajął nie tylko człowiek, ale ponownie „przyroda”. Mamy więc do czynienia z cofnięciem się świata do czasów pogaństwa i to w jego najbardziej zacofanej formie.


…przez odrzucenie dzieci…


/

 

Tzw. Ekolodzy, którzy z prawdziwą ekologią mają wspólnego tyle samo co krzesło z krzesłem elektrycznym, od wielu lat apelują o ograniczanie liczby ludzi na naszej planecie. 2 lata temu  szef brytyjskiej komisji ds. ekologii, guru ekologów i długoletni lider Partii Zielonych, Jonathon Porrit  nawoływał  by wprowadzić limity na rodzenie dzieci. Wszystko po to, by ograniczyć produkcję CO2 do atmosfery. „ Dopuszczalne ma być dwoje dzieci” mówił „ekolog”. Jego zdaniem  pary, które mają większą liczbę dzieci są "nieodpowiedzialne" i stwarzają nadmierne obciążenie dla środowiska. W tym celu należy, jego zdaniem, propagować na świecie aborcję i antykoncepcję. Oczywiście zielony ideolog mówi to w czasie, gdy na świecie panował niski przyrost naturalny. Porrit jest  jednym z najbardziej cenionych „ekologów” w Anglii. Był m.in. długoletnim działaczem angielskiej Partii Zielonych  oraz asystentem wielu instytucji związanych z ochroną środowiska. Doradza również takim decydentom jak  książę Karol czy Stuart Rose, szef koncernu „Mark&Spencer”. Trudno nazwać go niszowym szaleńcem. Jego teorie podchwycili zresztą wielcy tego świata. Niedawno Bill Gates zaproponował na konferencji poświęconej zmianom klimatycznym, by ograniczyć szkodliwą emisję dwutlenku węgla m.in. przez zredukowanie liczby ludności na Ziemi nawet o 15 proc. Miliarder chce to zrobić specjalnymi szczepionkami. Gatesa wsparł magnat medialny Ted Turner, który jest wielkim zwolennikiem wprowadzaniem na świecie polityki antyludnościowej. Do podobnych wniosków doszedł think tank  „Optimum Population Trust” działający  przy prestiżowej „London School of Economics and Political Science”. Jego raport głosi, że ograniczenie „niechcianych ciąż” doprowadzi do zmniejszenia się emisji dwutlenku węgla o 34 miliardy ton. (…) W raporcie można wyczytać, że planowanie rodziny, aborcja, sterylizacja i masowa dystrybucja antykoncepcji powinna być postrzegana jako priorytetowe metody na obniżenie emisji dwutlenku węgla.


Niestety osoby takie jak Porrit nie są zwykłymi cwaniakami, którzy wyciągają kasę z instytucji europejskich w celu walki ze swoimi fantomami.  Ekologiczne akcje przeciwko wskazanym firmom, korporacjom czy nawet krajom ( zobaczymy kogo będą chcieli przekupić Rosjanie jak w Polsce zacznie się wydobywanie gazu łupkowego, albo budowa elektrowni atomowej) są po prostu sposobem na luksusowe życie „zielonych”. Problem stanowią jednak ideolodzy, którzy wierzą w zielone przesądy i są gotowi za swoją wiarę zabić. Na razie w imię rzekomego ratowania drzew i robaczków w krzakach, niektórzy wpływowi „ekolodzy” domagają zabijania dzieci nienarodzonych. Można jednak mieć podejrzenie graniczące z pewnością, że na tym ich postulaty się nie skończą. Jak pokazuje przykład Chin, chęć posiadania potomstwa powoduje, że nawet barbarzyńskie traktowanie Chinek w ciąży nie odstrasza od powiększania rodziny. Czy w takim razie radykalni „ekolodzy” zaczną domagać się zabijania narodzonych ludzi albo przynajmniej deportowania ich do eko- gułagów na Syberii? Dyktatura relatywizmu prowadzi do sankcjonowania największych absurdów. Natury jednak oszukać się nie da, czego mamy co jakiś czas dowody na całym globie. Parafrazując więc słowa wielkiego filozofa  Nicolása Gómeza Dávili można napisać, że „ekologa” nikt nie potrafi uzdrowić. Nawet powtarzająca się panika, w jaką wprawia go ekologia


…do uświęcenia życia zwierząt

 

/

Co jakiś czas jesteśmy bombardowani w telewizji i prasie informacjami o bestialskim traktowaniu zwierząt przez swoich właścicieli. Telewizyjne ujęcia  zmasakrowanego psa albo zagłodzonego  konia robią na każdym  piorunujące wrażenie. Trudno nie potępiać sadystycznych skłonności zwyrodniałych ludzi.  Nie dziwią więc oburzone twarze celebrytów, gwiazd telewizyjnych czy czołowych dziennikarzy, którzy domagają się kary dla oprawcy. Jednak podczas każdego takiego przypadku, nasuwa się pytanie: czy nie widzicie jak wyglądają zwłoki zamordowanych podczas aborcji dzieci nienarodzonych?


Ci sami dziennikarze, którzy rozdzierają szaty ( słusznie!) z powodu znęcania się nad czworonogami, przechodzą obojętnie, albo nawet popierają, wyskrobywanie tudzież wysysanie odkurzaczem dzieci nienarodzonych.  „Ten sam TVN, który tak się emocjonuje urwaniem głowy psu rasy Husky, zdaje się nie dostrzegać, że aborcja wygląda dość podobnie. Nawet jeszcze bardziej drastycznie! Bo główkę urywa się maleńkiemu dzieciątku! Najpierw się ją miażdży kleszczami, a potem wyrywa. Podobnie z resztą rozczłonkowanego małego ciałka. Ale to już nie jest zbrodnia, bestialstwo, morderstwo. Już nikt się za to tak ochoczo kary nie domaga…” –pisała na fronda.pl Marta Brzezińska.  Reakcja dziennikarzy jednak nie dziwi. Dziś prawa niektórych ludzi zostały ograniczone tak bardzo, że lepsza ochroną prawną w „cywilizowanych” krajach europejskich cieszą się zwierzęta.


Dwa lata temu hiszpańska komisja parlamentarna odpowiedzialna za sprawy środowiska zaakceptowała rezolucję, która pozwoliła na przyznanie szympansom, orangutanom i gorylom praw przynależnych człowiekowi. Rząd, który uchwalił to absurdalne prawo jest odpowiedzialny za masowe zabijanie dzieci nienarodzonych w Hiszpanii. Minister z gabinetu Zapetero, Bibiana Aido, stwierdziła, wbrew temu co mówi biologia, genetyka i medycyna, że „płód” nie jest człowiekiem i dlatego można go abortować.  „To historyczny dzień w walce o prawa zwierząt i w obronie naszych ewolucyjnych towarzyszy, który niewątpliwie zapisze się w historii ludzkości”-  mówił  Pedro Pozas, szef „Projektu Wielkie Małpy”.  Przykład hiszpański jest oczywiście skrajny jednak nie miał on miejsca w Azji czy Afryce a w kraju, który może się pochwalić wspaniałą historią i piękną chrześcijańską cywilizacją. Na dodatek jest to znaczący kraj w tworze jakim jest Unia Europejska, która pretenduje do bycia wzorem dla całego świata. Jednak to właśnie ta Unia legalizuje eliminację najsłabszych ludzi i zmienia społeczeństwa inkluzywne w społeczeństwa ekskluzywne, w których mogą się znaleźć jedynie silniejsi i zdrowsi przedstawiciele gatunku ludzkiego.  Przekładanie wartości życia zwierząt ponad życie ludzi można tłumaczyć na wiele sposobów.


 „Utylitaryści koncentrują obronę zwierząt na równych interesach przedstawicieli różnych gatunków. Dla utylitarysty równość gatunków bierze się stąd, iż posiadają one jedną cechę wspólną – zdolność do odczuwania cierpienia. Choć pewne jest, że założenie to jest stanowczo zbyt mocno sformułowane (nieprzypadkowo wiele ustaw chroniących zwierzęta ogranicza się do kręgowców posiadających najsilniej rozwinięty układ nerwowy), niektórzy autorzy podają w wątpliwość samą możliwość występowania u zwierząt świadomości, którą można by porównać do świadomości ludzkiej, a która to znacząco zwiększa natężenie cierpienia.”- pisze w znakomitym tekście w  „Pressjach” Maciej Brachowicz.  Do takich utylitarystów należy guru lewicy prof. Peter Singer, który był popularyzatorem idei wyzwolenia zwierząt i „Projektu Wielkie Małpy”.  Jest on również wielkim zwolennikiem wegetarianizmu. W Polsce głównym przedstawicielem takiego nurtu myślenia zdaje się być prof. Magdalena Środa, wielka miłośniczka Singera, który nie tylko popiera aborcję do ostatniego momentu ciąży, ale również nie widzi nic nagannego w zabijaniu noworodków. Singerowi  nie chodzi „tylko” o eliminacje  dzieci z wadami genetycznymi. W jednej ze swoich prac ten wielki obrońca praw zwierząt pisał że: " gdy zaś chodzi o dzieciobójstwo nasza kultura powinna się uczyć od innych, szczególnie teraz, gdy- jak one-musimy ograniczać liczebność rodzin (...) praktykowane w pewnych kulturach dzieciobójstwo ma solidne postawy z przeanalizowanych  już powodów, dla których noworodkowi nie przysługuje takie samo do życia jak osobie dorosłej.”


Sprowadzenie człowieka do roli zwierzęta wynika również z odrzucenia Boga. Większość radykalnych obrońców praw zwierząt współpracuje z organizacjami walczącymi z chrześcijaństwem i ideą Boga osobowego. "Gdy zanika wrażliwość na Boga, zostaje też zagrożona i zniekształcona wrażliwość na człowieka”- stwierdza Sobór Watykański II.  Tak jak w przypadku ekologów, obrońcy praw zwierząt w miejsce odrzuconego Boga postawili sobie już nawet nie człowieka, ale zwierze. Znów mamy więc do czynienia z powrotem do pogańskich przesądów, które powodują zdziczenie współczesnego człowieka.  O. Jacek Salij  pisał ,że : „ Szczególnie często można się spotkać z twierdzeniem, jakoby nasza życzliwość dla zwierząt wtedy dopiero była szczera i autentyczna, kiedy człowiek uznaje zwierzęta za równe sobie. Nierzadko temu twierdzeniu towarzyszy kąśliwe słowo pod adresem chrześcijańskiej nauki o wywyższeniu człowieka ponad cały świat materialny. Zaczął nas diabeł - żeby streścić, o co tu naprawdę chodzi - kusić tym, że będziemy równi Bogu, a od początku chodziło mu o to, żeby nas zrównać ze zwierzętami.” Oczywiście osoba niewierząca w Boga może odrzucić ten argument ze względu właśnie na swoją ideologię. Jednak doświadczenie uczy nas, że pewne cechy mamy w sobie wrodzone i część instynktów bierze ( z niewiadomego dla ateistów powodu)  górę nad tymi, które w normalnych okolicznościach są odpowiedzialne za nasze przetrwanie.  Tak jak nie trzeba być osobą religijną by wiedzieć, że zabijanie i kradzież są złe, tak fakt, że różnimy się od psa i kota jest dla każdego, nie zaczadzonego fałszywą ideologią, człowieka pewnikiem.


Można więc sobie postawić pytanie: czy przedkładanie praw zwierząt ponad prawa ludzi wynika tylko z ideologii czy z czegoś jeszcze?    Może skrajny utylitaryzm, który dopuszcza zabijanie noworodków i bezwarunkową ochronę zwierząt  jest wyrazem zwykłej psychopatii?  Wielu psychologów i psychiatrów  zwraca uwagę, że seryjni mordercy, gangsterzy, osoby odpowiedzialne za ludobójstwo (patrz: Adolf Hitler), którzy bez zawahania zabijają ludzi, nie są w stanie skrzywdzić zwierząt.  „Kiedy czytam słowa pro-aborcyjnych liderów, takich jak kolumbijska psycholog Florence Thomas, która porównuje zabijanie dzieci nienarodzonych do usuwania nowotworu, i mówi, że jest tylko człowiekiem, nasuwa mi się pytanie, jaka jest różnica pomiędzy ludźmi wyznającymi takie poglądy, a pomiędzy "psychopatami" z punktu widzenia klinicznej definicji” – zauważył publicysta  Matthew Hoffman z LifeSiteNews.


Nie można zapominać, że w świecie istnieje coraz większe przyzwolenie na eksperymenty na komórkach macierzystych natomiast zaostrza się jakiekolwiek eksperymenty na zwierzętach. Skoro skrajni utylitaryści mocniej dbają o prawa zwierząt niż życie ludzkie dzieci nienarodzonych i pozbawionych samoświadomości noworodków to może doczekamy czasów, gdy to ludzie będą hodowani w laboratoriach w celu znalezienia lekarstwa dla owczarka niemieckiego?  A może lewicowi fanatycy pójdą jeszcze dalej i będą domagać się poświęcania życia ludzi w imię przyrody….zaraz…przecież od tego zacząłem ten tekst…


Łukasz Adamski