Celem komisji, która zaleca przeniesienie zwłok generała jest ustalenie co zrobić z Narodowym Pomnikiem Świętego Krzyża w Dolinie Poległych - hiszpańskim mauzoleum upamiętniającym ofiary wojny domowej (1936-1939) i jednocześnie największym symbolem frankizmu. Potrzebę ekshumacji i przeniesienia szczątków komisja uzasadnia tym, że gen. Franco nie może być traktowany jako jedna z ponad 33 tys. pochowanych tam ofiar.



Były premier Hiszpanii Jose Louis Zapatero wyjaśnił, że Franco był jedynym pochowanym tam człowiekiem, który nie zginął w wojnie domowej, ani w wyniku tego krwawego konfliktu, zaś jego grób "wypacza sens całego założenia". Pracującą od pięciu miesięcy komisję powołano, by uczynić z Doliny Poległych neutralne centrum pamięci wyłącznie dla ofiar wojny domowej i zapewnić, by to szczególne dla Hiszpanów miejsce pamięci nie było wykorzystywane politycznie i by stało się wolne od ideologii. Obok rozwiązania wielu problemów prawnych i osiągnięcia szerokiego porozumienia politycznego, przedsięwzięcie to wymaga zgody Kościoła, który jako gospodarz tamtejszej bazyliki musi udzielić właściwych zezwoleń.


Widać, że komisja ma jednoznacznie lewicowy charakter. Jej członkowie wskazują bowiem na "bezsprzecznie dyktatorski charakter reżimu Franco". Od kiedy do władzy w Hiszpanii doszedł lewicowy radykał Zapatero, pamięć po generale była systematycznie niszczona. Rok temu zapateryści ( niektórzy z nich bez wstydu odwoływali się do  tradycji republikanów, którzy mieli zaprowadzić, przy pomocy Stalina, komunizm w Hiszpanii)  na mocy uchwalonej ustawy nakazali pozbycie się  pomników, emblematów i tablic upamiętniających rządy Francisco Franco z przestrzeni publicznej. W 35 rocznicę śmierci generała, na grób Franco przyszło niewielu Hiszpanów. Do Doliny Poległych przybyła grupa bliskich ofiar, a także około 100 antyfrankistów i kilkudziesięciu narodowców - zwolenników generała. Rocznica skończyła się awanturą. Wojna domowa w Hiszpanii i rządy generała Franco to jeden z najbardziej przekłamanych okresów w historii Europy. Pogromca komunistycznych "wyzwolicieli", którzy chcieli pomóc bolszewikom opanować Europę jest wciąż przedstawiany przez propagandę jako zbrodniarz. Znacząco do tej czarnej legendy przyczynił się odchodzący w niesławie były premier Hiszpanii i wnuk komunisty, który walczył z wojskami generała. Na szczęście  20 listopada, w rocznicę śmierci Franco, Hiszpanie odsunęli od władzy socjalistów. Patrząc na  postanowienie komisji, można zadać sobie pytanie o to, czy gdyby lewicowcy nadal rządzili Hiszpanią to następnym krokiem walki z pamięcią po frankizmie byłoby obcięcie głowy zwłokom Franco? Tak z "reakcją" postępowali jakobini. Zapateryści robili to samo w bardziej subtelny i symboliczny sposób.

 

Ł.A/TVN24