Po raz kolejny czytam stenogram zapisu czarnych skrzynek. Po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego, za co muszę jeszcze raz przeżywać te chwile? Wyobrażać sobie, co czuł, co myślał Janusz. Czy się bał? Tak, pewnie się bał. Każdy się wtedy boi. Czytam w zapisie: krzyki. Wiem, że on nie krzyczał. Na pewno nie. Ale muszę przejść przez to jeszcze raz, bo wczoraj dziennikarka Polsat News powiedziała mi, że winni i tak byli piloci, bo odchodzili na autopilocie, a ja nie potrafiłam jej powiedzieć, że znowu kłamie, bo nie zdążyłam przeczytać stenogramów, nie zdążyłam porozmawiać z kimś kompetentnym. Wychodziłam o godz. 19.00 z pracy. Dziś stenogram znalazłam w internecie. 8.40.53.1 - drugi pilot mówi: odchodzimy. Tylko tyle i aż tyle. 2 sekundy wcześniej padła taka komenda kapitana. A potem już tylko nawigator podaje coraz mniejszą wysokość: 8.40.53.7 - 70; 8.40.54.6 - 60; 8.40.55.2 - 50; i dalej 40, 30, aż w końcu 8.40.58 - 20 i... koniec, albo początek końca. Nikogo w kabinie nic nie niepokoi, nikt nic nie robi. Wszystko jest OK. Czy piloci zasnęli?
W stenogramie o godz. 8.20.29.4 pojawia się pierwsza informacja o zniekształceniach na taśmie (karbowanie taśmy). Do tego momentu wszystko wydaje się logicznie spójne. Potem już nic.
Życie legło w gruzach
Dzień po odczytaniu przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych zapisu czarnych skrzynek rządowego tupolewa 101 na jednym z portali pojawia się wpis: "Nikt o zdrowym rozsądku nie zajmuje się już tym wypadkiem. Normalny wypadek komunikacyjny będący skutkiem błędu - stało się. Każdy normalny człowiek zajmuje się codziennym życiem w realiach tego kraju, a nie wciąż wypadkiem samolotu. Nie zmienia to faktu, że rodziny smoleńskie nie dość, że się obłowiły, zgarniając kupę nienależnej forsy, to jeszcze szukają, jakby coś skubnąć z Polaków...".
Ile podłości może zmieścić się w jednym człowieku? Po raz kolejny jest mi wstyd, że też jestem człowiekiem. Pamiętam, jak bardzo chciałam, żeby ten samolot, którym leciałam wraz z dziećmi do Moskwy 11 kwietnia 2010 r., też się rozbił. Patrzę, jak dzieci tych ludzi bezgłośnie, do dziś, łykają łzy. Kobiety, które nie rozumieją, co się do nich mówi, ale starają się być dzielne i nie trząść się tak mocno. Zagubionym, pustym wzrokiem jeden z mężczyzn ciągle patrzy w dal. Obłowiliśmy się... Rodziny zostały zniszczone, zostały zniszczone dzieci, nasze życie nigdy już nie będzie normalne. Obłowiliśmy się w nieszczęście. Pozostaje tylko życzyć temu komuś, by sam się tak obłowił.
Strach przed prawdą
Łapię się na tym, że sama dopiero co użyłam słowa "normalny", tak często używanego przez tego człowieka z Onetu. Sam siebie nazywa normalnym człowiekiem. Kryterium normalności?
Wydaje się truizmem twierdzenie, że człowiek ma ciało i duszę, a tu proszę, okazuje się, że nie dla wszystkich. Jak wynika z cytowanego wpisu, do bycia normalnym potrzeba tylko ciała. A życie sprowadza się do zaspokojenia jego potrzeb fizjologicznych w "realiach tego kraju". Z wpisu wynika również, że "normalnego" człowieka można nauczyć czytać i pisać. Nie można natomiast nauczyć myśleć, nie można nauczyć uczuć i wartości wyższych niż podstawowy pęd do zachowania siebie i gatunku. Nic więc dziwnego, że komuś takiemu normalna się wydaje Tragedia 10 Kwietnia. Dostojewski pisał, że człowiek potyka się o kretowiska. Na pewno nie myślał o "normalnym" człowieku, bo jak widać, ten potyka się o wszystko. O rzeczy małe i wielkie. Wszystko go przerasta.
Zastanawiam się, kto pozbawił tak dużą grupę Polaków cech człowieczeństwa uznawanych dotąd za podstawowe dla naszej kultury? Tych wartości wyższych, dzięki którym zapisaliśmy się na kartach historii cywilizacji w sposób wyjątkowo piękny i szlachetny. Czy wystarczyło 50 lat komunizmu i 20 lat popłuczyn po nim, by zmienić mentalność Narodu? Zdeprawować nas, Polaków? Dziś, mogę odpowiedzieć sobie, że tak.
I właśnie to obnażyła i obnaża na co dzień Tragedia Smoleńska. Ten fakt odbija się w niej jak w lustrze i dlatego tak bardzo usiłuje się ją zepchnąć w niebyt. Trudno jest pogodzić się z bolesną i złą prawdą o sobie. Lepiej stłuc lustro, niż oglądać w nim codziennie odrażające widmo. Niestety, okazuje się, że nie da się wytłuc wszystkich luster na świecie, tak jak nie da się zdeprawować, kupić, oszukać wszystkich ludzi.
Po ogłoszeniu zapisu stenogramów przez Instytutu Ekspertyz Sądowych po raz kolejny pojawia się pytanie: w jakim celu tyle ludzi tak kłamie? Czy dlatego, że był to "normalny wypadek"?
Po raz kolejny zadziwia sposób traktowania nas, czyli ofiar "normalnego wypadku": prokuratorzy nie chcą się z nami spotykać. Dane o nowych wątkach śledztwa przekazywane są nie pokrzywdzonym, a... dziennikarzom. Odbywa się konferencja prasowa, na którą nie zostają wpuszczeni pokrzywdzeni i ich prawni przedstawiciele. "Normalność". Prawdopodobnie jasna dla wszystkich "o zdrowym rozsądku". Dla mnie to zwykły strach. Strach przed prostymi pytaniami, strach przed koniecznością kłamania prosto w oczy, bo najczęściej kłamie się ze strachu. I brak poszanowania prawa. Bezprawie. (...) - pisze Kurtyka.
Całość: Nie przestaniemy pytać
JW/Nasz Dziennik

