Przemysław Żurawski vel. Grajewski: Sądzę, że śmierć Osamy bin Ladena to ogromny sukces propagandowy tych, którzy walczą z terroryzmem. Natomiast wątpię, by była ona wstrząsem dla zdolności działania Al-Kaidy. Pamiętajmy, że jest to organizacja sieciowa, niescentralizowana, tam nie ma jednego przywódcy. Sądzę, że zabicie Osamy będzie miało wpływ głównie na morale terrorystów i postrzeganie przez nich ich własnych szans. Jest to więc sukces, ale nie przeceniałbym jego znaczenia dla możliwości terrorystów. Całą sprawę należałoby raczej rozpatrywać w kategoriach oddziaływania na opinię publiczną. Ta informacja ma głównie wpływać na społeczeństwa zagrożone przez Al-Kaidę, a nie na społeczności, z których to ugrupowanie się wywodzi.
W krótkim terminie śmierć Osamy bin Ladena może spowodować wzrost zagrożenia atakami terrorystycznymi. Względy moralne wymagają bowiem zatarcia tej informacji. Na potrzeby własnej propagandy terroryści będą więc chcieli doprowadzić do odwetów. Sądzę jednak, że na terytorium USA nie dojdzie do żadnych ataków. Od 2001 roku nie mieliśmy do czynienia z zamachem w Stanach. To oznacza, że udało się tamtejszym służbom zbudować szczelny system. Według mnie, wzmożone zagrożenie nie zmaterializuje się na terenie USA. Może raczej dojść do ataku na jakąś placówkę amerykańską na świecie, albo na inny kraj. To jest możliwe.
Według mnie żaden z obecnych przywódców terrorystycznych nie zajmie miejsca Osamy. On zdobył sławę nie jako twórca misternej organizacji, ale jako przywódca tych, którzy przeprowadzili zamachy z 11 września 2001 roku. Żeby zająć jego miejsce, pełnić podobną funkcję w Al-Kaidzie trzeba byłoby stanąć na czele organizacji ataków na podobną skalę. Sądzę więc, że będzie jakaś rywalizacja w gronie liderów Al-Kaidy, ale nie przywiązywałbym do tego wielkiej wagi.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

