Należało się spodziewać tak niewielkiej różnicy w poparciu dla obu kandydatów. Bierze się ona z tendencji widocznych w społeczeństwie. Z jednej strony część Polaków chce skutecznego państwa i co za tym idzie - potrzebnych reform, a z drugiej strony ludzie oczekują po prostu świętego spokoju. I ta druga tendencja, wydaje mi się, zadecydowała o sukcesie Bronisława Komorowskiego.

Jarosław Kaczyński ma opinię polityka konfliktowego. Moim zdaniem jest to dobra cecha, bo nie chodzi mi tutaj o zwykłą kłótliwość, ale o skuteczność. Żeby walczyć na arenie międzynarodowej o pozycję Polski, czynić z niej niezależny podmiot, trzeba mieć zdolności konfliktowe. Komorowski celowo wydaje się unikać takich spięć. Ale bez nich trudno oczekiwać wymiernych korzyści dla państwa.

Wynik wyborów ujednolica ośrodki władzy wykonawczej. PO w pełni ponosi teraz odpowiedzialność za stan państwa. Opinia publiczna musi teraz rozliczać z tego partię Donalda Tuska. To rozliczenie będzie się mogło dokonywać, o ile uda się zachować pluralizm mediów tzw. głównego nurtu. A może to być trudne, gdy Platforma zawłaszczy media publiczne. Wówczas może dojść do sytuacji sprzed afery Rywina, gdy opinia publiczna nie miała pełnego dostępu do informacji. Z kolei PiS jest wzmocniony nie tylko dobrym wynikiem, ale też tym, że nie odpowiada za żadne decyzje i ma moc krytykowania realnej władzy.

Obecnie mamy do czynienia z degradacją państwa jako struktury. Przykładem może być chociażby stan naszej armii i zanik państwa polskiego na arenie międzynarodowej. Biorąc pod uwagę model uprawiania polityki przez Bronisława Komorowskiego oraz oczekiwania części obywateli, ten czarny scenariusz może postępować.

Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »