W przypadku „GW” nie dziwi w zasadzie już nic. Wszak Michnik – ostatecznie sam nieszczęsny sługus capo di tutti capi Tuska - ze swoimi przybocznymi skrybami musi żerować na naiwności i głupocie (mamona płynie, interesiki się kręcą, premier z zadowoleniem potrząsa uradowanym pyszczkiem).

Wszechpotężna machina nakręcana przez michnikowskie kółeczko wzajemnej adoracji i wspólne profity już dawno przekroczyła wszelkie dopuszczalne granice matactw, dziennikarskiej rzetelności i podstawowej chociażby przyzwoitości w ferowaniu sądów i wyroków.

Na nic debaty, na nic dowody, tłumaczenia – gros społeczeństwa miele jęzorami bezwartościową papkę, która czkawką odbija się na wynikach wyborów i postawach, powiedzmy, obywatelskich.

A piszę o tym, bo (choć na postronkach nerwy) nie mogę patrzeć na to ich bezczelne zaklinanie rzeczywistości.

Otwieram dzisiejszą „GW”. Krew uderza mi do głowy już na drugiej stronie. Dwie panie: Siedlecka i Szczęsna analizują sytuację z Krakowskiego Przedmieścia. Siedlecka w tekście: „Ta zniewaga krwi nie wymaga”, z nadtytułem „Nie karmić stronnictwa smoleńskiego”(sic!), wykazuje, że siłowe rozwiązanie kwestii namiotu Solidarnych 2010 nie przyniesie oczekiwanych skutków. „Mielibyśmy już nie tylko bolesne społeczne podziały, ale rewoltę i zastępy męczenników” - pisze. Jej zdaniem najlepszą metodą na pozbycie się niewygodnej grupy oszołomów, domagających się absurdalnych rzeczy (bo jak można domagać się wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej) jest przemilczenie i ignorowanie.

I tu w polemikę z Siedlecką wchodzi Szczęsna z paszkwilem pt.: „Za obelgi niech zbierają kupy”. Zdaniem tej z kolei pani mamy pod pałacem do czynienia z „eskalacją agresji i chamstwa”, „potokiem zniewag i kłamstw”.

„Marzy mi się – pisze - aby polskie sądy zaczęły szerzej wykorzystywać możliwość, jaką daje im kodeks karny, a mianowicie, żeby skazywały na prace społeczne (…) Lubiłabym bowiem zobaczyć krzykaczy z Krakowskiego Przedmieścia przy zajęciu tak szlachetnym jak zbieranie śmieci i psich kup. Nie wydaje mi się to zapłatą zbyt wygórowaną za zaśmiecanie i zasmradzanie publicznej przestrzeni agresją i jadem”.

Ręce opadają. Ciekawi mnie jedno: czy pani Szczęsna choć raz była na Krakowskim własnymi uszami i oczyma doświadczyć powyższej eskalacji nienawiści? Wątpię. Ale czy dziennikarz „GW” musi być rzetelny? No właśnie…

Zresztą, jeśli dla Szczęsnej domaganie się prawdy (poparte uzasadnionymi wątpliwościami i faktami stawiającymi Tuska i Komorowskiego w dość dwuznacznym świetle) w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, warte jest tyle, ile zbieranie psich odchodów – gratuluję spokoju sumienia i znieczulicy. Pozazdrościć.

Pozazdrościć mogą szczególnie ci, którzy sumienie mają na właściwym miejscu i nie trawią go na lizanie brudnej dłoni swojego pana.

 

Magdalena Żuraw

PS: Panie wskazują na obrazę urzędu prezydenta. Tego prezydenta. Pachołkom Michnika, pamiętajmy, nigdy nie przeszkadzało nazywanie śp. Lecha Kaczyńskiego chociażby „umysłowym karłem”.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »