TO JESZCZE NIE JEST PO POLSKU. SAM WIDZĘ AMERYKANIZMY

Większość studentów Uniwersytetu Columbia nie zna wojny z własnego doświadczenia. Przemoc wojenna jest doświadczeniem pośrednio odczuwanym, wprowadzonym do naszych umysłów przez telewizję, film i prasę.

 

Co bardziej wrażliwi z nas walczą, by uzyskiwać wiedzę na temat wojny z codziennych doświadczeń, dyskutując na temat najnowszych statystyk dotyczących śmiertelności w Gwatemali, zwiększając swą czułość na wspomnienia wojenne naszych rodziców, lub włączając w ramy rzeczywistości tak jak przedstawiają je (amerykański pisarz Norman)  Mailer lub (reżyser Francis Ford) Coppola. Jednak smak wojny, dźwięki i wrażenia, martwe ciała, są dla nas odległe i oddalone. Wiemy, że wojny trwały, trwają i będą trwać, jednak trudnym zadaniem staje się wzięcie do serca tego doświadczenia i podejmowanie ciągłych, namacalnych kroków, by zapobiec wojnie, staje się trudnym zadaniem.

 

 

Dwie grupy na naszym kampusie - Arms Race Alternative (ARA) i Students Against Militarism (SAM) działają w ramach tych mentalnych ograniczeń, by rozwijać świadomość i praktyczne działania konieczne do przeciwstawienia się narastającej groźbie wojny. Mimo, iż grupy te kładą nacisk na różne zagadnienia, łączy je niechęć do aktualnej polityki rządu. Obie grupy widzą możliwości zagłady świata, dostrzegają istotę tendencji do zaburzania priorytetów polityki państwa i starają się zawrócić Amerykę ze ślepego zaułka, w który podąża.

 

 

- Większość ludzi w moim wieku dobrze pamięta ćwiczebne alarmy przeciwlotnicze w szkołach, gdy siedzieliśmy pod stołami z głową między kolanami. Starsi ludzie pamiętają kubański kryzys rakietowy. Myślę, że takie rzeczy pozostawiają niezatarte znamię na naszych duszach, tak że jesteśmy bardziej skłonni do angażowania się – mówi Don Kent, wicedyrektor programów i spraw studenckich w Earl Hall Center. Wraz z centrum wolontariatu miejscowej społeczności ARA jest głównym obszarem zainteresowania Dona, koordynującego różne grupy robocze wydziałów, studentów i pracowników uczelni, jednocześnie zbierającego wciąż nieuchwytnych funduszy na realizowanie programów.

 

 

"Kiedy przyszedłem tu po raz pierwszy dwa lata temu, Earl Hall Center był od pięciu lat w zastoju. Przedyskutowaliśmy z Paulem Martinem (dyrektorem Earl Hall) nasze zainteresowania i zdecydowaliśmy, że ARA stanie się jednym z programów, którymi się zajmiemy. Początkowo większość pracy wykonywana była przez niebędących studentami wolontariuszy oraz pracowników naukowych. Studenci w tym czasie byli przejęci gorącymi problemami - zwłaszcza Salwadorem, dlatego współfinansowaliśmy wiele działań z organizacjami społecznymi, takimi jak SANE (Students Against Nuclear Energy)".

 

 

Wraz z rozwojem Ruchu na rzecz Zamrożenia Zbrojeń Jądrowych (Nuclear Freeze Movement) , a zwłaszcza z wiecem 12 czerwca w (nowojorskim) Central Parku, udział studentów się zwiększył. Można się zastanawiać, czy ten nagły wzrost wziął się z charakterystycznej dla młodych ludzi skłonności do udziału w happeningach, czy ze wzrastającej świadomości zagrożenia nuklearnym holokaustem. ARA utrzymuje 500-osobową listę adresową, a Don Kent szacuje, że około połowa aktywnych członków to studenci. Choć ma poczucie, że ciągłość ARA zapewnia udział pracowników uczelni, jednak udział studentów w sponsorowanych przez ARA wydarzeniach - szczególnie na wiecu 11 listopada, który poświęcono zagrożeniom nuklearnym – pozwala zauważyć ich głęboką troskę. "Myślę, że studenci na tym kampusie lubią myśleć o sobie jako o osobach wysublimowanych i nie pociąga ich zajmowanie się wąskim zakresem spraw. Dlatego dążą do udziału w wydarzeniach, nie chcą tylko rozdawać ulotek".

 

 

Zgadza się z tą oceną Mark Bigelow, absolwent Union Theology Seminary, który pracuje z Donem nad sprawnym funkcjonowaniem ARA. "Wydaje się, że studenci są dość świadomi problemu zagrożenia nuklearnego i są sfrustrowani. Próbujemy przemówić do tej frustracji. W związku z tym ARA dąży do debaty, która da ludziom racjonalne ujęcie tego kontrowersyjnego tematu. Zawiera się w tym np zapraszanie na kampus mówców takich jak Daniel Ellsberg (ekspert ds. wojskowych, który w 1971 roku opublikował UJAWNIŁ? tajny raport Pentagonu na temat wojny w Wietnamie - przyp. tłum.), publikowanie zestawów faktów zgromadzonych przez zainteresowane wydziały, badanie możliwości rozwoju na uniwersytecie Columbia interdyscyplinarnego programu, który dotyczyłby zagadnień pokoju, rozbrojenia i porządku na świecie." - mówi.

 

 

Łączy się z tym to, co Don nazywa "linią partyjną". ARA ma nadzieję, że dzięki niemal apolitycznemu podejściu do problemu, uniwersytet może traktować kwestię broni atomowej poważnie. - Ludzie nie lubią, gdy obraża się ich inteligencję – mówi Don. - Próbujemy więc informować i pozwalamy jednostce podjąć samodzielną decyzję - dodaje.

 

 

Ogólnie rzecz biorąc pragmatyzm Ruchu na rzecz Zamrożenia Zbrojeń Jądrowych, a także akademickie dyskusje na temat, czy lepsze jest uderzenie nuklearne wyprzedzające czy odpowiadające, wszystko to wspiera interesy przemysłu wojskowego, który rozbudowuje swoje warte miliardy dolarów składane zabawki. Gdy Peter Tosh śpiewa, że "każdy woła o pokój, ale nikt nie woła o sprawiedliwość", można się zastanawiać, czy skupienie się na rozbrojeniu lub kontroli zbrojeń, oddzielone od kwestii ekonomicznych i politycznych, jest kolejnym przypadkiem skupiania się na symptomach, niż na samej chorobie. Mark Bigelow jest innego zdania. - W pierwszej kolejności skupiamy się na broni masowego rażenia. Mówimy – to jest ta gorsza część, zajmijmy się nią. Nie pozbędziemy się wojska w najbliższej przyszłości, więc przynajmniej zajmijmy się tym aspektem - przekonuje.

 

 

Mark Bigelow twierdzi, że powiązania z innymi organizacjami istnieją i wskazuje na owocną pracę wykonaną przez inne organizacje zaangażowane w ruch rozbrojeniowy. - Ruch na rzecz Zamrożenia jest częścią ruchu rozbrojeniowego. Można powiedzieć, że jest on najmniejszym wspólnym mianownikiem. Przykładowo, w dniach 10-16 kwietnia odbywa się Tydzień Miejsc Pracy Dla Pokoju i będzie się w mieście wiele działo. Także Rada Miasta Nowego Jorku będzie w kwietniu głosować nad rezolucją popierającą większe wydatki socjalne zamiast wydatków na armię. Takie rzeczy jak ta mogą rozwiać wyobrażenie, iż rozbrojenie jest kwestią [white issue ?] KONIECZNIE SPRAWDZIĆ, ponieważ to, jak rząd wydaje swoje dochody, wpływa na wszystkich.

 

 

Prawdziwą zaletą tego, że Krajowy Ruch na rzecz Zamrożenia Zbrojeń Jądrowyych koncentruje się na jednej kwestii jest fakt, iż może on walczyć z pojedynczymi systemami rakietowymi, jednocześnie skupiając się na szerszej kampanii. W tym roku za najważniejsze Mark Bigelow uważa wprowadzenie do użycia rakiet Pershing II i Cruise. - Z racji swojego rozmiaru i mobilności ich użycie może utrudnić kontrolę broni i ograniczyć czas ostrzeżenia Sowietów do mniej niż dziesięciu minut. To może być jedynie czynnik destabilizujący. Jednocześnie widzi we wszczęciu procesu uchwalania traktatu o zakazie prób z bronią jądrową, wielki pierwszy krok w kierunku świata wolnego od atomu - mówi.

 

 

ARA zaprasza swoich członków na wyjazd autokarowy do Waszyngtonu i udziału w marszu 7-8 marca. Marsz odbędzie się na rzecz przepchnięcia rezolucji "zamrażającej" (miała ona nawoływać administrację Ronalda Reagana do podpisania z ZSRR umowy, na mocy której miano wstrzymać produkcję broni jądrowej w obu krajach). Będzie to druga wyprawą ARA do Kongresu. ARA poprosi także Zjednoczone Kampusy na rzecz Zapobieżenia Wojnie Atomowej (UCAM), ogólnokrajową sieć informacyjną i lobbyngową, by stała się jej ciałem doradczym. Z racji swej niezależności od Uniwersytetu Columbia (który nie wspiera finansowo organizacji politycznych), UCAM mogłoby się stać prawdopodobnie bardziej aktywnym ramieniem kampanii rozbrojeniowej na kampusie, ARA zaś nadal głównie zajmowałaby się informowaniem i dyskusjami.

 

 

Także współpracujący z centralą studencką w Earl Hall Centre, Studenci Przeciwko Militatyzmowi zostali założeni po to, by spełnić wymogi rejestracyjne w 1980 roku. Będąc organizacją w pełni prowadzoną przez studentów, SAM posiada szerszą niż ARA sieć, choć chcąc być efektywnym, przez pewien czas próbowali skupić się na jednej kwestii.

 

 

- Sednem naszej organizacji jest skupianie się na walce przeciwko wojnie – mówi student Robert Kahn, jeden z mniej więcej piętnastu aktywnych członków SAM. - Z tego wychodzą też inne kwestie – broń atomowa, rasizm, pobór i RPA (do lat 90. w Republice Południowej Afryki istniał system segregacji rasowej, apartheid, przeciwko któremu często protestowały lewicowe organizacje w Europie i USA - przyp. tłum). Byliśmy bardziej zorganizowani, gdy skupialiśmy się na jednej kwestii, ale byliśmy zawsze kompetentni także w innych kwestiach, współpracujemy także z innymi organizacjami na kampusie, takimi jak CIPES i REEL-POLITIK.

 

 

Obecnie najważniejszą sprawą jest ustawa (republikańskiego kongresmena Geralda) Solomona, która jest świeżą próbą uzyskania w Kongresie obowiązku rejestracji jako potencjalny poborowy. Obecnie prawo wymaga, by wszyscy studenci płci męskiej starający się o federalną pomoc finansową udowodnili, że zarejestrowali się jako potencjalni poborowi, inaczej fundusze federalne pozostaną zamknięte. Uczelnie Yale, Wesleyan i Swathmore odmówiły zastosowania się do wymogów i planują oferować niezarejestrowanym inne formy pomocy finansowej. SAM ma nadzieję, że nakłoni Uniwersytet Columbia do pójścia w ich ślady, choć na razie rektor (Michael - przyp. tłum.) Sovern i reszta są skłonni zaakceptować stosowanie się do prawa.

 

 

Robert wierzy w ciche poparcie studentów dla tych, którzy się nie zarejestrowali, choć większość się nie zastosowała do wymogów. - Wielu studentów podchodziło do naszych stolików i mówiło, że gdyby wiedzieli o nieskuteczności karania, nie zarejestrowaliby się - mówi. Miarą tego podstawowego poparcia może być lista 400 podpisów pod petycją przeciwko ustawie Solomona, które SAM zebrali w pierwszej godzinie jej pojawienia się. Robert wskazuje także na fakt, iż przed rejestracją w Izbie Reprezentantów krążyły cztery projekty powrotu do poboru, choć żaden nie opuścił komisji, nie próbowano też powrócić do tych pomysłów. Mniej więcej pół miliona niezarejestrowanych może być więc silnym sygnałem.

 

 

Zachęcanie studentów do działalności innej niż składanie podpisów i uczestnictwo w protestach wydaje się być trudne, ale członkowie SAM są nieustraszeni. "Wiele problemów wynika nie z tego, że ludzie ignorują fakty, ale z tego, że wiadomości i statystyki są pozbawione życia. Dlatego zajmujemy się sprawami studenckimi, takimi jak ustawa Solomona, które ma bezpośredni wpływ na studentów i skutecznie angażuje kampus do szerszych spraw". Tego typu aktywność, poprzez organizację i edukowanie społeczności Uniwersytetu Columbia, kładzie fundament pod przyszłą mobilizację przeciwko nieugiętemu, często cichemu rozprzestrzenianiu się militaryzmu w kraju. – Jest odpowiedni czas na łączenie kwestii społecznych i wojskowych – kontynuuje Robert. – Im ostrzejszy staje się rząd, tym bardziej ludzie są świadomi swoich interesów.

 

 

Wiara w to, iż to umierające instytucje bardziej niż jednostki są sednem problemu, utrzymuję energię SAM przy życiu. - Warunkiem wstępnym dla naszych członków organizacji takiej, jak nasza jest to, że ludzie są z natury dobrzy, jedynie trzeba im to pokazać. Gdy zaś patrzysz na pracę, jaką wykonują ludzie w całym kraju, to napawa optymizmem.

 

 

Być może teza o fundamentalnej dobroci ludzkiej jest dyskusyjna, ale obserwując spotkanie SAM w ostatnią wtorkową noc, z jej atmosferą i entuzjazmem, można zostać przekonanym, że wyrażanie naszych lepszych instynktów może przynajmniej dorównać dobrym. W kontekście możliwej zgody Columbii, szczególnie jeden komentarz wskazuje na ważny aspekt ustawy Solomona. - Musimy uwidocznić, że na Uniwersytecie Columbia zdania na ten temat są podzielone.

 

 

W rzeczywistości straszną chorobą szczególnie systemu szkolnictwa wyższego i ogólnie rzecz biorąc całej Ameryki jest to, że dokładne wzory wiedzy i nauki nie zależą od osobistego wyboru i polityki rządu. Członkowie ARA i SAM starają się wcielić w życie to, czego dowiedzieli się o naszej obecnej sytuacji, użyć słów osób z tej strasznej listy znajdującej się na froncie Biblioteki Butlera (największego budynek biblioteki Uniwersytetu Columbia), takich jak Thoreau, Jefferson i Whitman, by odwrócić zwariowaną logikę, która obecnie panuje. Poprzez wykorzystanie swojej energii i wysiłku by oczarować innych możliwością przyzwoitego świata, pomagają nam uniknąć spektakularnego doświadczenia wojny. Jednak jest parę rzeczy, których nie powinniśmy doświadczyć, jeśli chcemy uniknąć tego doświadczenia.

 

 

Barack Obama

 

 

tłumaczenie: Bogna Białecka/Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »