McCorvey, która ukrywała się pod pseudonimem Jane Roe, przejdzie do historii jako jedna ze stron w głośnym procesie Roe vs. Wade, w wyniku którego Stany Zjednoczone zalegalizowały aborcję (dopuszczalną przez cały okres ciąży).

Po wielu latach kobieta przeszła na katolicyzm i została zagorzałą działaczką pro life. W 2009 roku zastała aresztowana za protestowanie przeciwko kandydaturze do Sądu Najwyższego proaborcyjnej Sonii Sotomayor (która jednocześnie uważała się za katoliczkę). Jej historia stanie się teraz inspiracją dla niskobudżetowego filmu zatytułowanego „Doonby”.

Będzie on pokazywał McCorvey jako próbującą odwieść młodą kobietę od dokonania aborcji. Reżyser filmu, Peter McKenzie, przyznaje, że nie opowiada się za żadną ze stron, jednak autentyczność McCorvey ma pozytywnie wpłynąć na jego przekaz.

- Film nie jest jednoznaczną odpowiedzią na pytanie, czy aborcja ma być legalna czy też nie. Przekazuje jednak coś, co każdy z nas powinien wiedzieć – aborcja zawsze oznacza jakąś stratę – przyznaje w rozmowie z "The Hollywood Reporter".

W 2005 roku McCorvey wniosła pozew o odwrócenie wyroku w sprawie Roe vs. Wade.

- Od dawna wzięłam na siebie ciężar i poczucie winy za śmierć 45 milionów dzieci będącej konsekwencją zalegalizowania aborcji. Ale musimy pamiętać także o kobietach, które poniosły śmierć w tym procederze – mówiła w Fox News.

- Zostałam uratowana przez Krew Baranka Jezusa Chrystusa – wyznała kobieta.

eMBe/TheHuffingtonPost

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »