W ciągu dwóch tygodni od pojawienia się w sklepach gry „Dead Island”, sprzedano 2 mln jej egzemplarzy. „Dziennik Gazeta Prawna” podaje dziś kolejną informację, która niewątpliwie przełoży się na popularność gry.

 

Amerykańskie studio filmowe Lionsgate, które na swoim koncie ma takie filmy, jak „Dogma”, „Hostel” czy „Conan Barbarzyńca” wykupiło właśnie prawa do ekranizacji filmu na kanwie fabuły „Dead Island”. Producentem filmu będzie Sean Daniel, który pracował m.in. przy „Mumii” i „Tombstone”. Decyzja o zakupie praw miała być podjęta po obejrzeniu trailera promującego grę w sieci.

 

A ten jest rzeczywiście robi wrażenie. Imponujący profesjonalizm, który sprawia, że pod kątem technicznym gra to prawdziwy majstersztyk, pozostawia jednak niesmak spowodowany ilością rozchlapywanej na ekranie krwi. Oczywiście, cieszy sukces polskiej wytwórni, która ma realną szansę być rozpoznawalną na całym świecie, a jednocześnie zastanawia, że naszym towarem eksportowym stają się produkty, może nie tyle przesiąknięte jakimś metafizycznym czyhającym zza każdego rogu złem, co po prostu nie reprezentujące sobą jakiejś konkretnej wartości.

 

Techland wyłożył na stworzenie „Dead Island” około 40 mln zł. Wytwórnia początkowo szacowała, że w ciągu pierwszego roku sprzeda 2 mln sztuk, a w ciągu całego cyklu życia produktu liczba ta wzrośnie do 2,7 mln. Ale dziś, po pierwszych wynikach, Techland przyznaje, że spodziewa się znacznie większej sprzedaży. „Dead Island” będzie kolejną grą przeniesioną na kinowy ekran. Wśród najbardziej znanych wymieniać można „Resident Evil”, „Mortal Kombat” czy „Tomb Rider”.


PS/DziennikGazetaPrawna