Były Żołnierz Wyklęty w rozmowie z „Rz” z żalem dodaje, że podziękowania dostały się oprawcom i podaje przykład naczelnika aresztu śledczego w Poznaniu Jana Młynarka, który – kiedy zelżał stalinowski reżim – został dyrektorem Powiatowego Zakładu Mleczarskiego w Turku. Nigdy też nie stanął przed sądem.
Podhorski podkreśla, że tym, co go dziś bardzo boli jest relatywizacja tamtych czasów i twierdzenia, że była to jedynie wojna domowa wywołana przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego.
Czy dziś, kiedy ustanowiono już Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Podhorski czuje się żołnierzem nieco mniej wyklętym? - Na szczęście młodzież, inaczej niż przedstawiciele władz państwowych, o nas pamięta. To ona organizuje spotkania, pochody, uroczystości – mówi w rozmowie z „Rz”. „Zyzgak” cieszy się, że to naprawdę pokaźna rzesza młodych, których łączy fakt, że chcą poznawać historię, że są z niej dumni.
Zdaniem Podhorskiego, dużym problemem jest dziś to, że lekcje historii znikają ze szkół, że dzieci wciąż uczy się z peerelowskich podręczników. - Władze Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu rekomendują jako pomoc w nauczaniu książkę prof. Antoniego Czubińskiego, w której napisano, że NSZ podpisał pakt z gestapo o ścisłej współpracy. To brednie. Będę interweniował u rektora – zapowiada.
- Dlatego tak ważne są bezpośrednie spotkania z młodzieżą i tak cieszy, że młodzi chcą kultywować pamięć o żołnierzach wyklętych – konstatuje Podhorski.
eMBe/Rp.pl

