- Powstanie Warszawskie to był wielki wysiłek. Nasze Zgrupowanie „Radosław” miało zakaz w całości iść do niewoli niemieckiej. Zmieniono nam nawet w tym celu legitymacje. Mój stan zdrowia również nie był najlepszy, wydostałem się z Warszawy pod opieką rodziny i wyszedłem nie jako żołnierz ale cywil. Byłem z Pruszkowa wywieziony po Powstaniu do Włoszczowej.
Wychodzenie z Warszawy było dla nas bardzo przykre. Jednak ludność podmiejska, która stała na peronach Dworca Zachodniego, zwożona przez Niemców do kopania rowów miała pomidory, świeże, smaczne i dawała nam je. To był dla mnie kontrast. My wygłodzeni jak nędzarze i pomidory. Smak tamtego pomidora pamiętam do dziś.
Zostałem ranny jeszcze na Woli podczas walk na cmentarzu ewangelickim, Drugi raz dosyć poważniej bo z utratą wzroku w jednym oku i z bezwładną ręką i nogą. Przetransportowano mnie do szpitala Jana Bożego, potem na Długą 7, gdzie przeżyłem wybuch na ul. Kilińskiego stawiacza min. Stamtąd sanitariuszka „Maryna” zabrała mnie i innych rannych zośkowców do szpitala na ul. Miodowej 23. Tam przeżyliśmy 18 sierpnia ciężkie bombardowanie, zawalenie budynku i pożar. Część kolegów tam zginęła. Pamiętam, że oprzytomniałem gdy ks. Rostworowski udzielał mi ostatniego namaszczenia. Z pomocą sanitariuszki przeszedłem kanałami ze Starówki na ul. Hipoteczną.
Większość kolegów chciała walczyć, nie zdając sobie sprawy jak beznadziejna jest sytuacja. Nie znając do końca sytuacji politycznej, że Armia Radziecka nas nie wesprze. Wiedzieliśmy, że desant z drugiego brzegu Wisły Berlingowców nie był udany. Liczyliśmy na desant z powietrza. Nie było go – wspomina Karlikowski.
Zobacz film o kulisach zakończenia Powstania Warszawskiego: www.youtube.com
Not. Jarosław Wróblewski

