Oczy świata były w tym tygodniu zwrócone ku Polsce. Żadne inne wydarzenie nie było wtedy ważniejsze. Nikt i nic nie było w stanie zmącić uwagi, ale i namaszczenia jakie towarzyszyło tamtym dniom. Doskonale pamiętam, że wszystko inne przestało być ważne, a czas jakby na chwilę stanął w miejscu. Tak, jak 11 września 2001 roku miliony ludzi na całym świecie mogły utożsamiać się z symbolicznym zdaniem „Wszyscy jesteśmy Amerykanami”, tak wtedy, 10 kwietnia „Wszyscy byliśmy Polakami”.
Naturalnym było, że tym kwietniowym wydarzeniom towarzyszyło nie tylko zainteresowanie ludzi z całego świata, ale też zagranicznych mediów. Do Polski przyjechały setki korespondentów przeróżnych stacji telewizyjnych, od tych niewielkich, aż po takie giganty jak CNN czy BBC. Setki depesz, dziesiątki godzin transmisji na żywo, bo przecież „ramówka” programów informacyjnych uległa zmianie nie tylko w Polsce. 10 kwietnia ona właściwie przestała istnieć ustępując miejsca tragicznym doniesieniom ze Smoleńska.
Wszyscy jesteśmy Polakami
Ale w tym wszystkim był także optymistyczny przekaz. Widok tysięcy ludzi na Krakowskim Przedmieściu, morza płonących zniczy, setek kwiatów przynoszonych pod Pałac Prezydencki. Widok ludzi stojących po 17 godzin w kolejce, by po raz ostatni złożyć hołd parze prezydenckiej. W kolejkach, które co najmniej kilka razy okrążały kolumnę Zygmunta, niemego świadka tych doniosłych zdarzeń.
I to wszystko pokazuje Anna Ferens w swoim najnowszym filmie, który już w najbliższą środę, 4 maja będzie można kupić wraz z „Gazetą Polską”. Film niezwykły, bo przywołujący na nowo te niesamowite obrazy z kwietnia 2010 roku. I szalenie oryginalny, bo przedstawiający je z perspektywy dziennikarzy. Pokazujący Polaków oczami innych. Oryginalny, bo o Smoleńsku powstało już wiele filmów, książek. Właściwie, od ponad roku, nie ma dnia, w którym media nie podawałyby choćby jednej informacji nawiązującej do tej katastrofy.
Oczywiście, pewnie widzieliśmy dziesiątki telewizyjnych relacji z Krakowskiego Przedmieścia, ale Anna Ferens całkowicie oddaje głos dziennikarzom. I pozwala im swobodnie się wypowiadać. To już nie są sztywne „setki” do wieczornego wydania wiadomości. To ich własne spostrzeżenia, refleksje, zadziwienia.
I we wszystkich powraca jedno zdanie. Tytułowe „Zobaczyłem zjednoczony naród”. W relacjach zagranicznych dziennikarzy maluje się zadziwienie nad tym, że Polacy potrafią się tak zjednoczyć. Niemiecki korespondent przyznaje wręcz, że w jego kraju nie było by to możliwe. Nie przez tyle dni. Po prostu nie wyobraża sobie tego.
Wielu z nich zwraca uwagę na swoisty paradoks – oto pod Pałacem Prezydenckim po kilkanaście godzin stoją ludzie, którzy wcale nie lubili tego prezydenta, którzy przyznają, że na niego nie głosowali. To dla wielu zagranicznych dziennikarzy wręcz niezrozumiałe.
Nieznany prezydent i katyńska biała plama
Zauważają również to, co zobaczyliśmy także w polskich mediach. Nagle w redakcjach znalazły się zdjęcia prezydenta jakiego nigdy nie widzieliśmy. Ciepły, serdeczny, uśmiechnięty. Bez specjalnie wyłapywanych grymasów i niekorzystnych ujęć. – Zobaczyliśmy inną, nową twarz Kaczyńskiego, którego postrzegaliśmy jako eurosceptyka, konserwatystę i w ogóle – trudnego do zaakceptowania polityka – przyznają.
W ich sprawozdaniach nie może zabraknąć także sprawy okrutnej katyńskiej zbrodni sprzed 70 lat. I wielu otwarcie przyznaje, że w ich kraju ludzie tak naprawdę nie wiedzą o Katyniu nic, albo wiedzą niewiele. Gdyby nie tragicznie zakończony lot delegacji na uroczystości rocznicowe pewnie w świadomości milionów ludzi Katyń byłby po prostu białą plamą.
Wielu mówi, że czegoś takiego nie widzieli w całych swoich dziennikarskich karierach, często kilkunastoletnich. Jeden z nich wyznaje, że wręcz brakowało mu słów, którymi mógłby oddać to, co dzieje się w Polsce. – Ale na szczęście telewizja jest takim medium, w którym dziennikarz może czasem zamilknąć, by mówiły obrazy – mówi.
Film Ferens jest niezwykle optymistyczny w swojej wymowie. Naprawdę pokazuje zjednoczony naród. Ale czy nie za bardzo zachłysnęliśmy się tym zjednoczeniem? Czy nie był to tylko chwilowy zryw pod wpływem emocji? Nie ukrywajmy – lubimy to. Lubimy, kiedy coś się dzieje, poczuć, że jesteśmy razem. Poczuć tę siłę.
"Polacy potrafią otworzyć serca"
Spojrzenie z perspektywy dwunastu miesięcy od czasu katastrofy zdaje się przeczyć temu hurraoptymistycznemu przesłaniu obrazu. Już w filmie Ferens, jeden z dziennikarzy wymawia profetyczne słowa, że „to nas podzieli”, i że „kiedyś to zrozumiemy”.
Oglądając film żałowałam tylko jednego – że powstał dopiero teraz. Że nie mogliśmy go zobaczyć choćby przed pierwszą rocznicą katastrofy, by przypomnieć sobie tamtą niesamowitą atmosferę.
Zapytana o to zjednoczenie po pokazie premierowym filmu w warszawskich Hybrydach 29 kwietnia reżyserka zachowuje jednak optymizm. Wprawdzie przyznaje, że gdyby dziś zapytać tych samych dziennikarzy o ich refleksje, pewnie nie mówiliby o zjednoczeniu. – Ale wtedy ono było. Niezaprzeczalnie. I głęboko wierzę, że Polacy potrafią je w sobie obudzić, kiedy to jest potrzebne. Bo my naprawdę potrafimy otwierać serca – przyznaje Ferens.
Marta Brzezińska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

