- Ten Łoś został zestrzelony przez Niemców 7 września nad Wólką Radzymińską. Leciało wtedy kilka naszych samolotów, z których trzy zostały zestrzelone i spadły w okolicznych miejscowościach. Ten Łoś eksplodował i cała załoga zginęła. Przyjechali na to miejsce nasi żołnierze, zaminowali samolot i wysadzili w powietrze. Znaleziono później trzy miny, które nie eksplodowały. One są w naszym muzeum rozbrojone przez saperów.
Żaden Łoś nie zachował się w całości, choć po wojnie Rumuni chcieli nam przekazać cały kompletny egzemplarz, ale Bierut się na to nie zgodził, bo był to sanacyjny samolot. Trafił więc na złom. Rumuni otrzymali go od polskich pilotów, którzy w kampanii wrześniowej ewakuowali samoloty do Rumunii. Ich piloci walczyli nimi później z Armią Radziecką.
Łoś z Wólki Radzymińskiej został po części rozgrabiony przez miejscową ludność i Niemców, następnie wrzucony do wyrwy i zasypany. Zapomniano o nim po wojnie. Jego poszukiwaniem i zajęli się pasjonaci lotnictwa i pan Marek Rogusz znalazł to miejsce, zachęcił do poszukiwań Adama Sikorskiego z programu „Było... nie minęło” z TVP Lublin. Dzięki wysokiej klasy sprzętowi na głębokości kilku metrów znaleziono jego fragmenty. Trafiły one do naszego muzeum i będą pokazane 11 listopada w specjalnym namiocie na dziedzińcu muzeum. Pokażemy wiele elementów, również dużych. To jest duża atrakcja – zachęca Krajewski.
Wystawie „Relikty z pobojowisk – samolot „Łoś” towarzyszyć będzie spotkanie z Adamem Sikorskim. Spotkanie odbędzie się 11 listopada o godz. 15.00. Wystawa czynna w godz. 11:00-19:00.
Jarosław Wróblewski

