Kilku biskupów z niderlandzkojęzycznej Flandrii otwarcie przyznaje, że „ma problem” z poglądami i wypowiedziami prymasa. - Wiem, że Benedykt XVI nie przyjąłby dymisji swego bliskiego współpracownika. Niech więc go przynajmniej awansuje na jakiś urząd w Rzymie. Byle dalej od Belgii - mówił ks. Ringlet.

Afera wokół biskupa Leonarda wynika jednak nie tyle z jego wypowiedzi, ile z niechęci do wierzącego i ortodoksyjnego hierarchy. Wypowiedzi, które wywołały skandal, zostały bowiem wyrwane z kontekstu i przedstawione tak, by wywołać skandal. Pokazuje to w liście do swoich współpracowników arcybiskup.

W liście tym prymas Belgii powraca do kilku słów, które spowodowały falę protestów dotyczących AIDS, homoseksualizmu oraz duchownych winnych poważnych nadużyć seksualnych. Zauważa, że jego wypowiedzi złośliwie wyrwano z kontekstu. Zwrócił on bowiem uwagę, że w swych początkach problem AIDS związany był z ryzykownymi zachowaniami seksualnymi, ale jednocześnie zaznaczył, że osoby chore w wyniku zarażenia wirusem HIV nigdy nie mogą być dyskryminowane.

Poruszając kwestię homoseksualizmu abp Léonard zwrócił uwagę, że zachowania takie nie są normalne, są sprzeczne z obiektywną logiką ludzkiej płciowości. Nie oznacza to wcale, że osoby homoseksualne są nienormalne - podkreślił przewodniczący belgijskiego episkopatu. Odnosząc się natomiast do bolesnej kwestii duchownych winnych poważnych nadużyć seksualnych, którzy są obecnie w podeszłym wieku czy schorowani, metropolita Malines-Brukseli podkreślił po raz kolejny, że ofiary tych przestępstw powinny zwracać się w pierwszym rzędzie do organów sprawiedliwości.

Kiedy jednak przestępstwa te uległy przedawnieniu, lub ofiary zdecydowanie nie chcą się zwracać do wymiaru sprawiedliwości, nie można nakładać kary kanonicznej, nie czekając na wyrok Kongregacji Nauki Wiary. Arcybiskup zasugerował, aby w takich przypadkach, kiedy nie ma możliwości przeprowadzenia postępowania cywilnego, winny mógł się przyznać do popełnionego przestępstwa w obecności ofiary, co byłoby oznaką zachodzącej w nim przemiany. Powołuje się przy tym na swe osobiste doświadczenie, kiedy ofiary chcą nie tyle publicznego ukarania przestępcy, ile uznania przez niego prawdy o tych haniebnych aktach.

TPT/Wyborcza.pl/Ekai.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »