Wygląda na to, że podczas studiów medycznych Ewa Kopacz przeszła też dodatkowy kurs medycyny niekonwencjonalnej. Jak podaje niezalezna.pl Ewa Kopacz twierdzi, że posiada własną „dobrą energię”, którą, co więcej, może dowolnie dysponować. Zamierza wykorzystać swoje zdolności podczas meczu piłki nożnej ze Szkocją. I chociaż nie zamierza oglądać spotkania, to prześle na boisko swoją „dobrą energię”, by wesprzeć polskich piłkarzy.

Wygląda też na to, że premier wyznaje swoisty solipsyzm. „Myślę sobie tak: jak nie będę patrzeć, to może będzie lepiej,  to wtedy wygramy” - miała powiedzieć na konferencji prasowej. Może z otwartymi oczyma polska premier nie jest w stanie przesyłać „dobrej energii” i stąd taka postawa wobec telewizyjnego przekazu?

Tak czy inaczej przestrzegamy panią premier, że przesyłanie „energii” – czy to dobrej, czy złej – mówiąc delikatnie trąci praktyką okultystyczną. Wobec tego zachęcamy do porzucenia tych dziwnych metod wspierania polskiego sportu. Zamiast tego lepiej się pomodlić za zdrowie piłkarzy i dobry przebieg całego spotkania!

pac