- Płk Rzepa twierdzi, że w posiadaniu Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie jest kilka zdjęć, dzięki którym, śledczy mogli zrekonstruować rozmieszczenie pasażerów w samolocie. To może pomóc ostatecznie rozstrzygnąć, czy na pokładzie rządowego tupolewa doszło do wybuchu - informuje "Newsweek".

 

W informacji tygodnika czytamy, że "z dotychczasowych analiz nie wynika, by na pokładzie mogło dojść do jakiegokolwiek wybuchu". Donosi też, że jedna z fotografii przedstawia Lecha Kaczyńskiego przechadzającego się między fotelami.



Tymczasem w rozmowie z tygodnikiem "Uważam rze" dr Grzegorz Szuladziński, specjalista od mechaniki strukturalnej, inżynierii lotniczej i kosmicznej, dowodzi, że - jak czytamy - "wielka liczba odłamków na dużej przestrzeni, a także sposób zniszczenia kadłuba i uszkodzenia ciał dowodzą, że w tupolewie doszło do eksplozji". - Pierwszy ładunek musiał znajdować się na skrzydle. (...) Jeśli chodzi o drugi wybuch - w kadłubie - to jest jeszcze więcej dowodów (...) - utrzymuje ekspert

 

Pytany, czy jeśli są odłamki, to znaczy, że był wybuch, odpowiada, że "to jest pewnik, od którego nie można uciec". - Żadnej innej przyczyny w tym wypadku nie można podać - zaznacza.

 

sm/newsweek.pl/wp.pl