- Po tym, jak opublikowałem w 2007 roku książkę „Tropem SB. Jak czytać akta”, ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” i kilka innych osób namawiało mnie, by przeczytać materiały dotyczące tego środowiska zgromadzone w archiwum IPN - mówi „Rzeczpospolitej” Graczyk. I dodaje, że obawiał się tego, co odkryje.

– Sądziłem, że mogę dokopać się do rzeczy nieprzyjemnych – mówi. Ale książka, w której ujawnia nazwiska około dziesięciu współpracowników SB, w tym czterech osób niegdyś „wysoko postawionych w środowisku Tygodnika” – jak to określa, których uznaje za współpracowników Służby Bezpieczeństwa – nie powstała wyłącznie na podstawie akt bezpieki. – Nagrałem m.in. wielogodzinne rozmowy z żyjącymi jeszcze ludźmi uwikłanymi w tę współpracę. Niestety, w kilku przypadkach nie zostały autoryzowane – mówi autor.

Prezes wydawnictwa Znak odpiera te zarzuty. - Moim zdaniem, książka nie odpowiada rzeczywistości historycznej PRL, w jakiej pracowali ludzie „Tygodnika” i w jakimś sensie jest wobec tego środowiska niesprawiedliwa – mówi „Rzeczpospolitej” prezes.

Nie jest to jednak pierwsza książka zamówiona przez „Znak”, która nie została wydana przez to wydawnictwo. Podobny los spotkał biografię Ryszarda Kapuścińskiego.

TPT/Rp.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »