„Przed tygodniem Polska odpowiedziała na projekt raportu MAK-u w sprawie katastrofy. Na blisko 150 stronach punkt po punkcie analizuje ustalenia Rosjan i przedstawia nasze zastrzeżenia. Główne uwagi dotyczą - dowiaduje się «Gazeta» - niespełnienia polskich wniosków, np. przesłuchania konkretnych świadków, wykonania konkretnych badań. Nie zgadzamy się też z ogólną wymową rosyjskiego projektu raportu, który przyczyny katastrofy widzi tylko po polskiej stronie” - czytamy w „GW”.

Zdaniem prof. Marka Żylicza potrzebne są teraz polsko-rosyjskie konsultacje i uzupełnienie raportu o to, co nie zostało przez MAK zrobione. Ekspert przewiduje, że wkrótce strona polska wyznaczy "negocjatora", który podejmie rozmowy z przedstawicielami Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. - Uważam, że "po dobroci" możemy w tym projekcie bardzo dużo zmienić - zaznacza w rozmowie z "GW". - Byłoby błędem polskiej strony, gdyby miały powstać dwa obrazy tej katastrofy. Rosjanie mogliby nam wtedy zarzucić: A co wyście zrobili? Co robił w Moskwie wasz przedstawiciel? - dodaje Żylicz.

Żylicz podkreśla również, że dążenie do zmian w projekcie raportu, który przygotował MAK, jest "celem strategicznym" Polski. Dodaje on, że gdyby tak się nie stało, to opinia międzynarodowa mogłaby nam zarzucić, że nie wykorzystaliśmy zapisów konwencji chicagowskiej. Dodaje również, „że na lotnisku w Smoleńsku nie było systemu naprowadzania ILS, który pozwoliłby bezpiecznie zejść pilotom nawet przy tak złej pogodzie, a załoga nie dostawała bieżących dokładnych danych o stanie widoczności. Ale podstawowe zarzuty sprowadzają się do niespełnienia polskich wniosków i oczekiwań podczas badania, np. przesłuchania konkretnych świadków, wykonania konkretnych badań.”

Ł.A/GazetaWyborcza

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »