Zdaniem głowy państwa osoby, które protestowały przed Pałacem Prezydenckim, zostały „w znacznej mierze przywiezione przez liderów partyjnych”. - To nie jest tak, że jakieś uczucia przywiodły ludzi. W dzisiejszym świecie emocje się organizuje i wywołuje. Mnie niepokoi, że dzisiaj jedna siła polityczna wyspecjalizowała się w wywoływaniu złych emocji - mówił Komorowski. Jego zdaniem osoby, które spontanicznie przychodziły przed Pałac Prezydencki rok temu, teraz "czują się zawiedzione tą awanturą i agresją".
- Państwo polskie zrobiło wszystko, co powinno zrobić w kwestii upamiętnienia i uszanowania ofiar katastrofy smoleńskiej - przekonywał prezydent. Zaznaczył jednak, że cokolwiek by się stało to i tak znajdą się osoby, które będą niezadowolone. - Nawet wyjazd z moją żoną stał się źródłem krytyki, agresji - mówił polityk.
Komorowski nie wierzy, że budowa jakiegokolwiek monumentu może usatysfakcjonować protestujących przed Pałacem. - Ja ze spokojem patrzę na pomysły o upamiętnieniu ofiar katastrofy. Ale z niepokojem patrzę na to, co się dzieje wokół. Za chwile pojawią się inne żądania - mówił prezydent, przekonując, że najlepiej będzie poczekać z decyzją, aż opadną emocje. - Przed Pałacem Prezydenckim stoi namiot z hasłami brutalnymi, pełnymi nienawiści, a jednocześnie proponuje się pomnik światła - ocenił Komorowski. - Mogę się założyć, że moja odpowiedź nie usatysfakcjonuje mieszkańców namiotu - dodał i wyraził przekonanie, że "nic" nie usatysfakcjonuje "środowiska" protestującego przed Pałacem.
Prezydent przypomniał, że "wspaniałym pomnikiem jest Katedra Wawelska". - Miejsc upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego jest wiele i ja sam takie miejsce stworzyłem w kaplicy Pałacu Prezydenckiego, gdzie są upamiętnieni wszyscy pracownicy kancelarii - mówił prezydent.
TPT/Onet.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

