Tupac Shakur był jednym z największych raperów na świecie i wprowadził rap na salony, stając się główną twarzą raperskiego „West Coast”. Tupac był również odnoszącym sukcesy aktorem. Wspaniałą karierę przerwała mu wrześniowa noc w 1996 roku, gdy oddano w jego kierunku 12 strzałów. Muzyk zmarł po sześciu dniach walki o życie w szpitalu. Do dziś nie wiadomo, kto strzelał do muzyka. Istnieje wiele teorii na temat przyczyn jego śmierci, która łączy się z zamordowaniem rok później jego scenicznego oponenta z „East Coast” Notoriousa. Obaj po śmierci stali się ikonami popkultury i weszli do grupy artystów, którzy przedwcześnie odeszli z tego świata. Tupac do dziś inspiruje artystów i jest jednym z najpopularniejszych raperów, którego nagrania co jakiś czas są wypuszczane na rynek. Teraz Tupac stał się bohaterem kolejnego eksperymentu. Miesiąc temu inni wielcy raperzy Snoop Dogg, Dre Dre ( obaj współpracowali z Tupackiem) oraz 50 Cent i Eminem w niesamowity sposób uczcili pamięć po swoim przyjacielu. Podczas koncertu na Coachella Festival na scenie pojawili się wymienieni muzycy oraz sam Tupac Shakur wykonujący swoje największe przeboje. Wszystko dzięki hologramowi. Widzowie zgodnie przyznali, że hologram był dokładnym odwzorowaniem artysty i trudno było uwierzyć, że prawdziwego Tupaca nie było na scenie. Koncert został uznany za przełomowe osiągnięcie w muzyce. Teraz promotorzy chcą „ożywić” w podobny sposób Jima Morrisona i Elvisa Presleya.

 

"To jest nowy i ekscytujący sposób ożywienia magii i muzyki Elvisa Presley'a. Jego wierni fani będą mogli raz jeszcze przeżyć jego koncerty a nowi widzowie odkryją magiczną siłę tego artysty" - powiedział Jack Soden prezes Elvis Presley Enterprises. Jeszcze dalej chcą iść zarządcy spuścizny po Jimie Morrisonie. Wyjawili oni, że od lat pracują nad trójwymiarowym Morrisonem. „Mam nadzieję, że Jim będzie mógł do was podejść i spojrzeć wam w oczy, a potem odwrócić się i odejść”- powiedział Jeff Jampol, który ma prawa do wizerunku lidera The Doors.


Nie można się oczywiście obrażać na postęp techniki w kinie i w muzyce. Dzięki niemu możemy oglądać takie cuda jak „Avengers” czy wcześniej „Władcę Pierścieni”. Jednak wciąż wszystkie te filmy są oparte na realnych odczuciach nie tylko widzów, ale przede wszystkim aktorów, którzy wcielają się w ekranowych bohaterów. Nawet odmłodzony Jeff Bridges w „Tronie” czy grający w każdej scenie na blue screenach aktorzy z genialnego „Sin City” mają twarze i są żywymi ludźmi. Hologram zastosowany podczas koncertu jest jednak wejściem na zupełnie nowe tory. Teraz mamy do czynienia z czystą iluzją, która ma udawać rzeczywistość. To już nie jest oglądanie filmu czy koncertu ze zmarłym artystą, który zgodził się wziąć udział w danym przedsięwzięciu artystycznym. Dziś właściciele praw do wizerunku artysty wrzucają go do zupełnie nowej rzeczywistości. Tupac zapewne nie miałby nic przeciwko zagraniu koncertu ze swoimi ziomkami z Los Angeles. Czy jednak Elvis bądź Jim Morrison chcieliby zagrać dziś np. z Lady GaGą? Tego nie wiemy. Jednak istnieje niebezpieczeństwo, że wystąpią oni razem na scenie. A co z innymi postaciami z historii? Co jeżeli upadająca gwiazdeczka będzie chciała powrócić „do gry” za pomocą skandalu i pokaże na hologramie Jana Pawła II żwawo się poruszającego do słów antychrześcijańskiej piosenki? Chyba nikt nie wątpi, że takie próby mogą zostać podjęte w dzisiejszym, opartym na hedonizmie świecie. Niestety spadkobiercy zmarłych artystów zrobią wiele by zarobić na ich twórczości. Przygotujmy się więc na koncerty z Elvisem, który zagra duet z Mercurym, Sinatrą i Tupackiem. W przerwie koncertu wystąpi Ronald Reagan strzelający ze swojego filmowego pistoletu do Józefa Stalina. W finale na scenę wjedzie papież i Ghandi. Wszyscy staną w kółku i zaśpiewają „Heal The World” z Michaelem Jacksonem, który powróci w najlepszej rozdzielczości.

 

Łukasz Adamski