Pomysł powstał po warszawskiej Paradzie Równości zorganizowanej na początku czerwca. - Nie jest jednak tak, że prawu wręcz marginalnej części danej społeczności odpowiada obowiązek całej reszty znoszenia takiego sposobu zagospodarowania przestrzeni publicznej, który uważa ona za niegodny, niepotrzebny i niemoralny.(...) Do takich sytuacji zaczyna dochodzić w różnych miejscach w Polsce, gdy homoseksualiści chcą publicznie reklamować i propagować swoją opcję seksualną – możemy przeczytać w uzasadnieniu projektu znowelizowania ustawy o zgromadzeniach, który trafił już do marszałka Sejmu.
O projekcie Solidarnej Polski jeszcze mało kto wie, ale niezawodna prof. Środa już stanęła w obronie niby uciśnionych gejów. Chyba tak na zapas, bo jak na razie mogą oni sobie bez problemu maszerować ulicami największych polskich miast. To jest, panie i panowie, dyskryminacja i gwałcenie praw mniejszości (seksualnych).
- Jeśli (gmina – red.) nie lubi na przykład Murzynów, ateistów, Cyganów lub feministek, to w imię bezpieczeństwa może pozbyć się ich ze sfery publicznej (niech - do cholery - siedzą po domach, a nie szwendają się, gdzie rządzą biali heteroseksualni katolicy!). Dlaczego nie?! - pisze prof. Środa.
Profesor Środa odwraca nieco kota (nie, nie geja) ogonem i twierdzi, że gdyby w samorządzie zasiadało więcej homoseksualistów, to oni mogliby zakazać heterykom parad i zgromadzeń, nawet na procesji Bożego Ciała. - I słusznie, bo to przecież znacznie częściej heteroseksualiści zagrażają bezpieczeństwu publicznemu niż geje (nigdy nie słyszałam o burdach wszczynanych przez gejów, ciągle słyszę o chuligaństwie i przemocy wśród heteroseksualistów) – pisze Środa.
Zdaniem profesor, geje, nawet jeśli zachowują się w sposób „niegodny, niepotrzebny, niemoralny”, są mniej szkodliwy niż Solidarna Polska, która domaga się wprowadzenia w Polsce zasad rodem z nazistowskich Niemiec.
I na koniec najlepsze – kiedy brak już argumentów merytorycznych (właściwie, darmo takich szukać w polemice prof. Środy), pani etyk (chyba za przykładem parlamentarzysty z Ruchu Palikota, który zachęcał posła Stanisława Piętę do coming outu, bo coś podejrzanie gejów krytykował), stwierdza, że dla sfrustrowanych posłów Solidarnej Polski „homoseksualizm jest tak atrakcyjny, że nie mogąc zwalczyć w sobie pokusy, robią to poprzez inicjatywę ustawodawczą”.
Ot, idąc zaproponowaną przez profesor (nie)logiką, być może ona sama jest zakamuflowaną katotalibką, która całe noce słucha Radia Maryja i czyta portal Fronda.pl. Przecież tak zajadliwie krytykuje Kościół...
eMBe

