Przed wylotem Prezydenta RP 10 kwietnia do Smoleńska polskie służby specjalne odnotowały wzmożony ruch rosyjskich specsłużb. Kontrwywiad w specjalnym raporcie oświadczył, że przed wizytą rozpoznano "zagrożenie inwigilacją rosyjskich służb specjalnych". Zagrożenie bezpieczeństwa podróży Lecha Kaczyńskiego i delegacji parlamentarnej oznaczono na "średni", wcześniejsza wizyta premiera otrzymała status "niski".

Inwigilacja kontrwywiadu rosyjskiego w stosunku do prezydenta RP może oznaczać: rozpoznanie środowiska głowy państwa i planów prezydenta oraz próbę zbierania materiałów obciążających prezydenta, a także infiltrację środków technicznych. Wątek zabezpieczenia lotu jest badany obecnie przez prokuraturę.

Mimo różnego poziomu bezpieczeństwa wizyty premiera i prezydenta – jak mówił minister Radosław Sikorski – obie podróże zostały zabezpieczone w ten sam sposób. Biuro Ochrony Rządu oświadczało, że ci sami funkcjonariusze, którzy zabezpieczali wizytę premiera, zabezpieczali też wizytę prezydenta. Również po stronie rosyjskiej obie wizyty miała zabezpieczać ta sama grupa funkcjonariuszy, jednakowe było zabezpieczenie logistyczne. Generał Janicki, szef BOR, powiedział, że 10 kwietnia na miejscu było sześciu funkcjonariuszy. - Zadania były podzielone na Katyń i Smoleńsk. To jest procedura standardowa - tłumaczył posłom szef BOR.

Słowa Janickiego odbiegają jednak od ujawnionych przez "Wiadomości" TVP informacji prokuratury wojskowej prowadzącej śledztwo ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej. Zgodnie z zeznaniami oficerów BOR, funkcjonariusze nie byli obecni w Smoleńsku, lecz czekali na delegację parlamentu w Katyniu. Na lotnisko przybyli dopiero kilkadziesiąt minut po katastrofie.

- Jeśli prawdą jest, że istniały wiarygodne sygnały o zagrożeniach terrorystycznych oraz wywiadowczych w czasie wizyty pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, w moim przekonaniu, BOR przy współpracy z polskimi służbami specjalnymi - zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi - winno podjąć wszelkie działania zwiększające ochronę głowy państwa m.in. w czasie lotu, na lotnisku i podczas całej wizyty – mówi były szef ABW Bogdan Święczkowski. Jak zaznacza, jeśli zagrożenie związane z wizytą Lecha Kaczyńskiego było duże, brak działań BOR "byłby skandaliczny i mógłby co najmniej przyczynić się do zaistnienia katastrofy".

żar/Naszdziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »