Ziemkiewicz pisze, że prawdziwym problemem rządzących są afery, które do tej pory skutecznie udawało się zamiatać pod dywan. - Przez pięć lat udawało się ogłupionemu narodowi sprzedawać kit w rodzaju błazenady Julii Pitery, której walka z korupcją polegała, poza legendarnym już dorszem, na opowiadaniu przez cztery lata rządowym press-tytutkom (dziękuję internautom za to poręczne określenie), jaką to antykorupcyjną ustawę przygotowuje – przypomina publicysta. Zwykle w kryzysowych sytuacjach pojawiał się premier, który opowieściami takimi jak np. ta o „tarczy antykorupcyjnej”, potrafił rozładować atmosferę.

 

- Zamiast "tarczy antykorupcyjnej" ten rząd zapewnił tarczę chroniącą korupcję. Wspomniana spec-minister od "prawdziwej walki z korupcją" czy przewodniczący Sekuła, czy wreszcie "Rysio" od hazardu i wyciągu ("wszystkie Ryśki to fajne chłopaki" - skąd wieszcz to wiedział?), stali się symbolami Tuskowej gwarancji bezpieczeństwa dla "kręcenia" lodów, symbolem totalnej bezkarności – pisze w felietonie dla Interia.pl publicysta „Rz” i „Urz”. 

 

Podobnie było ze sprawą informatyzacji państwa, która także pokazała jak funkcjonuje korupcyjny system. - Czyli władza o problemie wie od dawna. I pewnie od dawna myśli, jak sobie z nim poradzić. Nie, no nie jak korupcję ukrócić, nie bądźmy naiwni, tylko jak całą sprawę raz jeszcze "zamieść", jakich kolejnych "młodych z fejsbuka" podjudzić do robienia dymu, by odwrócić uwagę, jakie jeszcze megabluźnierstwo wymyślić w tymże celu dla Palikota i jak po raz kolejny zdyscyplinować swoje press-tytutki, by przekonały przynajmniej najbardziej ogłupiałą część społeczeństwa, że to wszystko wina PiS, które "nadal tworzy atmosferę" i nie pozwala Tuskowi rządzić mimo większości w parlamencie i powolnego sobie prezydenta – pisze Ziemkiewicz.

 

I dodaje, że jeśli to, co mówi się o rozmiarach przekrętu, jest choć w połowie prawdą, to chyba im się nie uda. Ale ciekawe, co wymyślą – zastanawia się publicysta.

 

Całość felietonu na portalu Interia.pl.

 

eMBe