Ziemkiewicz: Sprzeciw wobec Koko Euro Spoko to wyraz żałosnych kompleksów

Ziemkiewicz: Sprzeciw wobec Koko Euro Spoko to wyraz żałosnych kompleksów

- Najbardziej gardzą "wiochą" ci, z których nie wyszła - mówi Rafał Ziemkiewicz w wywiadzie dla "Super Expresu".

Rafał Ziemkiewicz

Polskim hitem EURO 2012 została piosenka "Koko Euro spoko". Wygrała zdecydowanie w głosowaniu widzów, więc ludziom się podobała. Elitom już mniej. Pojawiły się głosy oburzenia, że to "wiocha", "wstyd".

 

 



Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/rafa-ziemkiewicz-sprzeciw-wobec-koko-euro-spoko-to-wyraz-zaosnych-kompleksow_255595.html w głosowaniu widzów, więc ludziom się podobała. Elitom już mniej. Pojawiły się głosy oburzenia, że to "wiocha", "wstyd".

 

 

- Wszystkim tym oburzonym chciałem zadać pytanie: niby która inna piosenka z prezentowanych na tym show zasługiwała bardziej, żeby ją wyróżnić? Moim skromnym zdaniem żadna. Przecież to był jakiś festiwal chałtury, przypominający festiwale w Kołobrzegu, które pamiętam z młodych lat.

 

Festiwale piosenki wojskowej...


- Na nich też różni mniej lub bardziej zaawansowani wiekiem chałturnicy prezentowali utwory "na temat". Na ich tle "Koko Euro spoko" wydało się dość autentyczne. Może dałem się zwieść, ale panie ubrane i śpiewające na ludowo wyglądały na jedyne osoby w tym towarzystwie, które jakoś szczerze i naiwnie przeżywają to EURO 2012. Wierzą, że to będzie fajna, zabawna sprawa. Widownia SMS-owa doceniła chyba ten rys autentyzmu i stąd ich zwycięstwo.

 

Skąd zatem medialne głosy o "wstydzie" i "obciachu"?


- To demonstracyjne prezentowanie pogardy dla "wiochy" i disco polo jest niewątpliwie wynikiem kompleksów, które ma większość osób z awansu społecznego. Ta grupa została łatwo zagospodarowana politycznie, stając się zapleczem obecnej władzy. Media podrzucają im, na co wypada kręcić nosem, a czym się zachwycać, by uchodzić za "prawdziwych inteligentów". To żałosne, gdyż najbardziej gardzą tą "wiochą" ci, z których tak naprawdę ona nie wyszła.

 

Rzeczywiście znam takie osoby, które dostały lepszą pracę w większym mieście i zachowują się, jakby powyrastały im na palcach pierścienie rodowe. Nie słuchają, nie oglądają niczego "poniżej poziomu".


- Cała ta grupa społeczna "młodych, wykształconych, z dużych miast" to zazwyczaj ludzie wykształceni świeżo, dość powierzchownie, a w dużych miastach też przebywają od niedawna. III RP to jednak okres migracji ze wsi i z miasteczek do dużych miast, niemal porównywalny z latami 50. i 60. w PRL. I stąd właśnie kompleksy, ta demonstracyjna pogarda dla wszystkiego, co wiąże się z ludowością, disco polo, cepelią.

 

Ta grupa lubi jednak kopiować Zachód bądź odwoływać się do niego. W Brukseli przy Grand Place, w samym centrum, jest zatrzęsienie sklepów z koronkami i sztuką ludową. Jest to też modne w Niemczech. Dlaczego nie kopiują też tej mody?


- Dlatego że wzorują się nie na Zachodzie, ale na jego własnym wyobrażeniu. Tamte kraje wyglądają często inaczej, niż powszechnie się u nas sądzi. Dziś znajomość Zachodu jest na szczęście coraz większa, ale wielu zauważa też to, co najbardziej kłuje w oczy. Za prof. Ryszardem Legutką pozwoliłem sobie nazwać to "modernizacją przez sex-shop". Pierwszym przejawem zachodniości nad Wisłą było pojawienie się sex-shopów. (...)

 

 

Całość: www.se.pl


JW/www.se.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »