- Pomagdalenkowa władza doskonale tę mentalność zna i wykorzystała ją bardzo skutecznie. Jaki ten Tusk jest, taki jest, ale jest grzeczny, więc wyżebrze dla nas 300 mld. Może nie 300, ale coś tam ma szansę wyżebrać. A Kaczyński by podskakiwał, upominał się o jakieś należne Polsce względy, więc jemu na pewno nie dadzą. Rachunek był dla polactwa prosty - zauważa publicysta.
- W przeddzień budżetowego szczytu Unii Europejskiej, jak zauważyli wścibscy internauci, sławny spot wyborczy o 300 mld zniknął ze stron PO bez śladu, a politycy rządzącej partii zaczęli się wycofywać chyłkiem z podawanej wcześniej sumy i uciekać od tematu w poszczekiwania na „nieprofesjonalizm” Kaczyńskiego, który niesłusznie rozmawiał z premierem Wielkiej Brytanii, choć nie wiadomo właściwie, dlaczego było to niesłuszne i nieprofesjonalne. A cała propagandowa orkiestra zaczyna nam sączyć, iż naszym prawdziwym negocjacyjnym sukcesem będzie, jeśli uratujemy Unię, wstrzymując się od wetowania jej ustaleń - czytamy w "Gazecie Polskiej".
- Mając do wyboru wojnę albo hańbę, wybraliście hańbę, a i tak mieć będziecie wojnę − powiedział swego czasu Churchill. Mając do wyboru narodową suwerenność albo michę, wybraliście michę, a i tak ją stracicie − można dziś sparafrazować te słowa na użytek tej części mieszkańców III RP, którą zwykłem nazywać polactwem - konstatuje Ziemkiewicz.
eMBe/Gazeta Polska
