Rafał Ziemkiewicz w swoim felietonie na łamach rp.pl napisał: "dziennikarz ciągający dziennikarza po sądach, bo poczuł się urażony negatywną opinią, to zawsze rzecz z pogranicza absurdu, spór sądowy powinien być ostatecznością. Dlatego chcąc go uniknąć, przepraszam Durczoka za stwierdzenie, iż prowadził program „urżnięty”". I dalej: "Przyczyną pozwu były felietony, w których wcale nie zamierzałem krytykować Durczoka, tylko porządki w jego stacji. Służymy oczywiście innym bogom, ale akurat dla Kamila mam szacunek jako dla przykładu, że można, będąc generalnie po stronie establishmentu III RP, zachowywać jednak standardy przyzwoitości (...) Nasze życie publiczne jest wystarczająco chore, żeby je jeszcze bardziej psuć. Nie zamierzałem szydzić z Kamila Durczoka, poniżać go czy podważać jego profesjonalizmu. Sugestię, że jego rozbawienie przed kamerą wynikło z nadużycia alkoholu, powtórzyłem za innymi bez złych zamiarów. Skoro było inaczej, przyjmuję to do wiadomości, przepraszam i wyciągam rękę do zgody".

 

Ziemkiewicz zachował się jak mało kto. Ze świecą szukać publicystów z przeciwnej strony barykady, którzy przeprosiliby za podobne wpadki. Warto przeczytać felietony publicystów Gazety Wyborczej, portalu NaTemat czy Polityki, by przekonać się, że nie dorośli jeszcze do takich zachowań jakie reprezentuje konserwatywna część publicystów polskich.

 

philo/Rp.pl