Publicysta pisze, że podobne zdumienie prezentują przedstawiciele elit klasy panującej III RP, która nie może się nadziwić, że Polacy się nie cieszą. - Przecież tak się znakomicie rozwijamy! Mamy wzrost gospodarczy najwyższy w Europie. Mamy taki piękny stadion, i nowy dworzec obok niego, w najwyższym europejskim standardzie, będziemy w końcu kiedyś tam mieć autostrady, przynajmniej te główne. I na świecie nas cenią... - wylicza powody do zadowolenia.

 

Jedną z przyczyn niezadowolenia jest zdaniem Ziemkiewicza fakt, że Polacy są jednym z najciężej w Europie pracujących narodów (1939 godzin rocznie) i zarazem tym, z którego pracy najmniej wynika. - Statystyczny Norweg w ciągu godziny pracy wytwarza dobra i usługi wartości 75 dolarów, a statystyczny Polak - tylko 25 dolarów. Jest to najniższa efektywność gospodarki nie tylko w UE, ale w ogóle w Europie - argumentuje publicysta „Rz”. - Oto jest prawdziwy miernik stanu Polski po pięciu latach rządów Tuska i jego cwaniackiego dworu – ocenia Ziemkiewicz.

 

To zjawisko, które publicysta w jednej ze swoich książek nazwał „pływaniem w kisielu”. - Żeby zrobić to, co w normalnym państwie jest rzeczą oczywistą, rutynową, omal niezauważalną - Polak musi się urobić po łokcie – uzasadnia.

 

Ziemkiewicz pisze o nomenklaturze, klasie panującej „elity III RP a nawet „jeszcze nowszej klasie”, która ma swoją reprezentację polityczną, namiastkę swojej ideologii i silny instynkt „klasowego” interesu -  Trzyma, z natury rzeczy, korporacje zawodowe, media, większość kluczowych punktów państwa. W ostatnich latach pożyczyła i dostała z Unii bilion złotych, który, jak za Gierka, poszedł na przejedzenie i posłużył kupieniu sobie poparcia masy frajerów, łudzonych perspektywą awansu społecznego i europeizacji – wylicza. - Może z tym kisielem nie jest to dobra metafora? Może powinienem napisać, że próbujemy pływać, mając na plecach każdy po kilku pasożytów? - zastanawia się Ziemkiewicz.

 

Publicysta ocenia, że po miażdżącym politycznym sukcesie Tuska, III RP nie jest już w stanie zejść z równi pochyłej bez poważnych społecznych wstrząsów. Pytanie, kiedy władzę „szlag trafi” jego zdaniem jest mniej istotne od pytania, czy opozycja jest zdolna zrobić to, do czego klasa panująca zdolna nie jest, do zmodernizowania Polski i popchnięcia jej na drogę stabilnego rozwoju. - To jest problem na miarę przetrwania polskiej państwowości – konstatuje.

 

eMBe/Interia.pl