W swoim cotygodniowym felietonie dla portalu Interia.pl publicysta przypomina, że brak pieniędzy na teatry i inne instytucje to także siła wyższa. - Ale mowy nie ma, żeby wskazano oskarżycielskim palcem winnego śmierci klinicznej, w jakiej się instytucje kulturalne znajdują już od dłuższego czasu, i w jaką coraz głębiej się obsuwają – dodaje Ziemkiewicz. Nieśmiałe oskarżenia można jego zdaniem formułować pod adresem samorządów (o ile nie są zdominowane przez Platformę), a jeśli obarczać winą PSL to także nie ma mowy o złośliwościach i szyderstwach.

 

- W końcu nie wytrzymał reżyser Grzegorz Jarzyna, od lat wielu pieszczoch salonów. Musiały mu te słowa stać kością w gardle, ale jakoś je wykrztusił – pisze Ziemkiewicz. Co więcej, wydrukowała je „Gazeta Wyborcza”. Co takiego powiedział Jarzyna? Mniej więcej to, że Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy nie żałował pieniędzy na kulturę, a ekipa HGW co roku tknie finanse.

 

- Ach! Jakaż głęboka gorycz przebiła ze słów Jarzyny (a i parę innych osobistości artystycznego półświatka, jakby zachęconych, pozwoliło sobie na podobne bluźniercze utyskiwania na rządzącą Partię)! – drwi Ziemkiewicz i dodaje zaraz: „A mnie się chce śmiać do rozpuku i krzyczeć: a dobrze wam, obłudni frajerzy!”.

 

Dlaczego? - Bo ja jeszcze pamiętam, jak gorliwie całe to towarzystwo łasiło się do "Tusku musisz". Jak zajadle, jeden pajac przez drugiego, deklamowało o "dusznej atmosferze", o tym, jak się w tej dusznej atmosferze duszą i czują nieszczęśliwi, jak się boją świateł jadącego za nimi samochodu, i każdego pukania do drzwi, zwłaszcza nad ranem... – argumentuje publicysta „Rz”.

 

Ziemkiewicz wymienia jeszcze ostracyzm i pogardę, z jaką spotkała się aktorka Katarzyna Łaniewska, kiedy pojawiła się w komitecie honorowym Jarosława Kaczyńskiego, histerię w obronie Gombrowicza (którego nota bene nikt nie zakazywał czytać), krakowską księgarnię, która trafiła na pierwszą stronę "Wyborczej", bo urządziła wystawkę z "Trans Atlantykiem" jako książką zakazaną, którą właśnie jest ostatnia okazja kupić.

 

Zdaniem publicysty, rząd Platformy skąpi pieniędzy na sztukę, bo ich siła wyborcza jest przy urnach niewielka, a ponadto, nie mogą oni dać władzy nic ponad to, czego już nie dali. W dodatku, jeśli się obrażą to też nie stanie się nic wielkiego, bo przecież nie pójdą do Kaczyńskiego. - Dla tej władzy najważniejsi są tzw. młodzi, wykształceni, z wielkich miast. Czyli, biorąc rzecz en mass, głównie produkt nowego awansu społecznego, dokonującego się w III RP przez masową migrację ze wsi i małych miasteczek do Warszawy i kilku innych dużych miast. A to są w swej masie ludzie, którzy wypełniają sale kinowe na "Ciachu" czy "Wyjeździe integracyjnym", i tego rodzaju kultura w zupełności im wystarcza – ocenia publicysta.

 

Ci „młodzi, wykształceni” nie potrzebują wysokiej kultury, ale igrzysk, i na to władza musi znaleźć kasę, a nie na jakąś tam „kulturę i sztukę”. - A jak się artystom nie podoba, to ich problem. Zrobiliście swoje, współtworzyliście nimb tej bandy drobnych cwaniaczków i barbarzyńców jako władzy na poziomie, europejskiej, dystyngowanej, godnej szacunku - a teraz poszli won – pisze Ziemkiewicz i nie szczędzi gorzkich słów dla lizusów, którzy poparli Tuska: „I, jak to się mawia w sferach społecznych, z których pochodzę: pies im mordę lizał”.

 

Całość felietonu na portalu Interia.pl.

 

eMBe