Ziemkiewicz przypomina oburzenie publicystki ekshumacjami ofiar katastrofy smoleńskiej: „We mnie jest coraz większy bunt na godzenie się z tym dyktatem i szantażem rodzin smoleńskich. Byłam na Torwarze (gdzie przygotowywano trumny do pochówków), widziałam trumny, ale nie widziałam ani jednej smoleńskiej rodziny. Bo Torwar miał jedną wadę: nie wpuszczano kamer”.

 

Publicysta litościwym milczeniem pomija zarzucanie przez Paradowską smoleńskim wdowom parcia do kamer. „Ale, powtórzmy, nie chodzi już o brak zahamowań pani Paradowskiej w sadzeniu idiotyzmów. Chodzi o skończoną nikczemność, do jakiej okazała się zdolna w swej propagandowej służbie posunąć” - ocenia Ziemkiewicz.

 

Rafał A. Ziemkiewicz przypomina także Jerzego Urbana, który stwierdził kiedyś, że jest mu wszystko jedno, czy jego zwłoki pochowane zostaną w złotej trumnie czy ciśnięte na śmietnisko w foliowym worku. Publicysta „Rz” pisze, że może wydawać się zrozumiałym, iż taki fason imponowałby ludziom z podobnego kręgu kulturowego, ale podobnie myślą pan premier, pani marszałek, pani redaktor, a to już trudno pojąć.

 

„Jako katolikowi (marnemu, ale się staram) nie wolno mi życzyć pani Paradowskiej, by gdy wybije ta godzina, nad jej pochówkiem czuwała Ewa Kopacz. Wolno mi tylko modlić się dla niej o łaskę opamiętania” - konstatuje Ziemkiewicz

 

eMBe/Rp.pl