Fronda.pl: W środę w Domu Dziennikarza odbyło się spotkanie dziennikarzy usuwanych z mediów. Jaki jest sens i cel takich spotkań?
Rafał Ziemkiewicz: Nie jestem przekonany do tego typu manifestacji: pisania listów zbiorowych, organizowania pikiet itd. Zazwyczaj znajduję się tam w poczuciu solidarności z kolegami i tak również było w tym przypadku. Skoro było tam tyle osób, które znam, cenię i którym ufam, to chciałem pokazać, że jestem z nimi i zgadzam się co do przekonań. Natomiast gdyby do mnie należała decyzja co do formy takiego protestu, to być może wybrałbym coś innego.
Spotkanie odbyło się pod hasłem 'sprzeciwu wobec ograniczania wolności słowa'. Czy ta wolność jest zagrożona, a jeśli tak, to w jakim stopniu?
Tak, uważam, że ta swoboda jest ograniczona. Myślę, że wracamy do sytuacji z początku III Rzeczypospolitej, kiedy budowano ład medialny w taki sposób, aby służył on tresowaniu odbiorców na rzecz jedynie słusznej władzy. Nie budowano tego ładu, aby było to miejsce debaty publicznej albo dialogu. Zakładano, że istnieje grupa oświeconych, którzy jako jedyni wiedzą jak skomplikowaną drogą trzeba prowadzić Polskę ku cywilizacji, a na reszcie trzeba wymóc akceptację tego faktu. Wracamy do takiej sytuacji, gdzie media – głównie portale elektroniczne – są traktowane jako narzędzie perswazji, które musi być w rękach elity, bo tylko ona wie co robić. Obywatele nie są traktowani jako podmiot debaty publicznej, ale jako masa, którą trzeba ukształtować, a media mają być sprawnym narzędziem do tego kształtowania. Uważam, że szeroko pojęta władza – podkreślam, że szeroko rozumiana, bo to nie tylko działanie rządu, ale i wpływowych lobby – tak to rozumuje.
Czy ta sytuacja może ulec zmianie?
Mieliśmy do czynienia z takim okresem odwilży po roku 2005, ale to pokazuje że ten układ jest scementowany decyzjami politycznymi, więc wymaga rozmontowania politycznego. W momencie gdy mamy do czynienia z mono władzą – kontrolą wszystkich ośrodków przez jedną grupę, również 'czwartej władzy', to ten układ jest nie do ruszenia. Rozchwieje się dopiero, gdy upadnie dominacja polityczna jednego obozu – czy to przez fakt, ze ktoś mu zagrozi czy to przez walki wewnętrzne.
Możemy się tego spodziewać w najbliższym czasie?
Według mnie nastąpi to dość szybko. Ten obóz jest na tyle niespójny, ze dość szybko doczekamy się odwilży. Może nie stanie się to w najbliższym czasie, ale myślę, że jeszcze w tym roku.
Pozostaje jeszcze kwestia zapowiedzianego protestu pod kancelarią premiera, przeciwko łamaniu wolności słowa w Polsce. Czy ludzie powinni wziąć w nim udział?
To jest przejaw bezsilności. Problemem takich protestów jest to, że kiedy się protestuje na ulicy, to nie panuje się nad tym jak to zostanie odebrane. Bardzo łatwo grupę ludzi, która protestuje można zmanipulować w mediach i przedstawić ją w sposób dogodny dla tych, przeciw którym organizowana jest manifestacja – ich postulaty wtedy zostają ukazane jako przejaw frustracji, próby załatwiania swoich interesów. Dlatego uważam takie działania za desperackie i ostateczne – czy przyszła już pora na takie akcje, to już zupełnie inna kwestia.
Ostatnie pytanie niezwiązane z głównym tematem: kiedy możemy spodziewać się w księgarniach „Zgreda”, pańskiej nowej powieści?
Książka jest w tej chwili u wydawcy, który ma prawo jej pierwokupu. Jeśli nie zdecyduje się jej wydać – bo ma takie prawo – będę szukał innego. W wypadku gdy ją wyda, to pozostaje kwestia terminu – w grę wchodzą dwie daty: maj i październik bieżącego roku. Jak będzie – zobaczymy.
Rozmawiał Marcin Fijołek
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

