Rafał Ziemkiewicz, publicysta: Dla mnie nie jest jasne, czym właściwie jest „Raport o stanie Rzeczypospolitej” przedstawiony przez PiS. Wczoraj podczas debaty, w której brałem udział, Jarosław Kaczyński wyparł się autorstwa tego dokumentu. Stwierdził, że jest to uchwała partii. Nie wiem więc do końca, jak dokument ten należy traktować.

Jednak, bez względu na to, czym ten dokument jest formalnie, zawiera on oczywistości. W części dotyczącej stanu państwa nie ma niczego nowego. To przypomnienie tego, co po Aferze Rywina mówili zgodnie politycy PiS i Platformy Obywatelskiej. Fragment dotyczący rządów Prawa i Sprawiedliwości to obrona przez pewnymi stereotypowymi zarzutami, które pojawiają się od lat. To też wydaje mi się oczywiste. I to właściwie jest koniec dokumentu przedstawionego przez PiS. Od prezesa Kaczyńskiego dowiedziałem się, że druga część raportu, dotycząca konkretnych zaleceń i alternatyw dla Polski, ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy. I to będzie najciekawsze.

Co ciekawe, „Raport o stanie Rzeczypospolitej” zawiera szereg spostrzeżeń, które były diagnozą stawianą przez Platformę Obywatelską jeszcze cztery lata temu. W czasie rządów PiS Platforma oskarżała partię rządzącą, że zarzuciła ona walkę z patologiami państwa, że je konserwuje, ponieważ się uwikłała w koalicję z Samoobroną i LPR. Potem, gdy PO przejęła władzę, niczego nie zmieniała, zapomniała o swojej diagnozie. I obecnie twierdzi, że to państwo jest w porządku. Nikt poważny nie może tego brać za dobrą monetę. Jednak wiadomo, że partia rządząca nie zwraca się do ludzi poważnych, tylko do tzw. lemingów.

Dlaczego raport spotkał się z krytyką w polskich mediach? Media są bowiem obecnie zdominowane przez kiboli Platformy Obywatelskiej. Tego inaczej nie da się nazwać. I jeśli Donald Tusk powie, że księżyc jest z zielonego sera, to oni będą twierdzić, że jest. A jeśli Jarosław Kaczyński powie, że księżyc nie jest z zielonego sera, to będą mówić, że Kaczyński jest głupi, bo przecież wszyscy wiedzą.

Gdy Kaczyńskiemu zdarzyło się powiedzieć coś niezręcznego o Biedronce, pan premier powiedział, że on kupuje w tym sklepie. Wtedy ludzie mieszkający w zamkniętych osiedlach ze stróżem, basenem na dachu itp. zaczęli się licytować, ile to oni kupują w Biedronce, która wcale nie jest sklepem dla biednych. Widząc to naprawdę trudno poważnie traktować to, co się dzieje w mediach. To zaczyna przypominać czasy gierkowskie. Wtedy był wydział prasy, który wysyłał instrukcje, co należy pisać, obecnie ludzie wiedzą, co mają mówić sami z siebie.

Dokument przygotowany przez PiS sytuacji tej partii nie zmieni. Takie ruchy, jak jego publikacja, to podtrzymywanie układu, który opiera się na kulturowych podstawach. Oczywiście ten układ zacznie się chwiać, ale nie wiadomo, kiedy to się stanie. To może być za miesiąc, być może za dwa lata... Na razie nikt nikogo nie przekonuje, to jest powtarzanie rytualnych zaklęć. Cokolwiek powie Kaczyński, nawet jeśli to będzie coś tak oczywistego, że sklepy dyskontowe są skierowane do najuboższej części klienteli, to cały tłum medialnych idiotów czuje się w obowiązku zaprotestować i po raz kolejny wykazać Kaczyńskiemu, że mówi nieprawdę.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »