Kręcącym nosem na werdykt esemesujących telewidzów publicysta zadaje jedno pytanie: „A któraż to z dziesięciu zaprezentowanych propozycji na turniejowy hit bardziej zasługiwała, waszym zdaniem, na to, by "promować w Europie polską kulturę" (bo i takie wyjaśnienie, po co ten "oficjalny hit", znalazłem w sieci)?! No, która?”.
Zdaniem Ziemkiewicza, podobnego festiwalu żenującej chałtury nie pokazywano w telewizji od czasów festiwalu w Kołobrzegu. Całość imprezy publicysta ocenia jednym zdaniem: „Ot, klasyczne "smażenie do kotleta", które ma nawet swój wdzięk, gdy się jest na dancingu i obmacuje pod te dźwięki świeżo poznaną lokalną piękność, ale w feerii reflektorów, z choreografią "nóżka-nóżka-czajniczek" i sobowtórem Chucka Norrisa wymachującym kibolskim szalikiem... no, sorry, Gregory...”.
- To ja naprawdę już wolę te panie od koko-spoko. One przynajmniej błyszczały w tym wszystkim autentyczną, ludową naiwnością – pisze w swoim cotygodniowym felietonie dla portalu Interia.pl Ziemkiewicz.
Zdaniem publicysty, „panie od koko-spoko” zaskarbiły sobie sympatię telewidzów, bo były autentyczne i pokazały, że śpiewanie, jak i samo Euro 2012 coś dla nich znaczy, nie jest tylko okazją do wyszarpnięcia kasiory.
- No i fajnie. Nie mój cyrk, nie moje małpy, ale tego kręcenia nosami i mądrzenia się nie rozumiem. Jak się pchasz na zabawę do dyskoteki pod Hajnówką, to się nie dziw, że grają tam "Jesteś szalona", a nie "Schody do nieba". A jak ci się nie podoba disco-polo, to tam nie leź – pisze publicysta.
Co więcej, zdaniem Ziemkiewicza, refren utworu trafnie oddaje podejście elity rządzącej do wielu spraw. - Władza na to: koko-spoko! A salony chórem z nią: koko-koko-euro-spoko! Lis z Michnikiem, Mann z Materną, Kutz z Hołdysem, Tusk z Palikotem - koko-koko-spoko! Jakoś to, koko-spoko, będzie, koko, byle do Euro, a potem się zobaczy. Nie myśleć, tylko koko-koko śpiewać, podrygiwać, i tańcować, jak grają. Koko żesz mać, czyż można nie powtórzyć za poetą, że to koko-spoko to dzisiejsza Polska właśnie? – zastanawia się publicysta.
Całość felietonu na portalu Interia.pl.
eMBe

